ZNANE, NIEZNANE, CZY ZAPOMNIANE

 

To, ze obecnie światem mody rządzą mężczyźni, nie oznacza, że tak było zawsze. Prym wiedli i wiodą projektanci płci męskiej projektujący dla kobiet. Począwszy od Charlesa F. Wortha,  Paula Poiret’a, Christiana Diora, Yves’a Saint Laurenta, Cristobala Balenciagę, Huberta de Givenchy i współcześnie Riccarda Tisci, Alexandra Wanga, Rafa Simonsa  i kilku innych mężczyźni swoimi kreacjami uwodzą kobiety. Ale kilka kobiet pokazuje, że w modzie liczy się nie tylko męski punkt widzenia,  Pheoba Philo dla Celine, Frida Giannini dla Gucci, Miucci Prada, Stella McCartney, klan sióstr Fendi, Amerykanki Donna Karan, Diane von Furstenberg. Początek 20w. należał do kobiet. Nie tylko zyskały wolność, prawa, ale zaczęły pracować w zawodach zastrzeżonych dla mężczyzn. Kobiety kreatorki, krawcowe pokazały, iż umiejętnie posługując się tkaniną, krojem, wykończeniami  potrafią stworzyć stroje dostosowane do potrzeb współczesnych im kobiet. Z powodzeniem zarządzały swoimi domami mody wprowadzając wiele innowacyjnych rozwiązań. Do tego Panteonu można zaliczyć Coco Chanel, jej przeciwniczkę Elsę Schiaparelli, Jeanne Lanvin, Vionnet, Jeanne Paquin i wiele innych. Chanel zostawiła po sobie imperium, które do tej pory żonglując jej wynalazkami przynosi milionowe zyski. Podobnie Lanvin, dzięki zatrudnieniu Elbaza dom mody odzyskał swoją świetność. Marki Schiaparelli i Vionnet odeszły w zapomnienie, po retrospektywnych wystawach podejmowane są próby ich reaktywacji. Ale nie o tych projektantkach chcę wspomnieć. Kilka kobiet zrobiło wiele dla świata mody, ale odeszły w zapomnienie. Warto poświęcić im chwilę uwagi, przypomnieć ich osiągnięcia, bo jak mawiała Carven „(….) projektanci nie umierają tak długo, jak długo ich nazwiska pozostają markami”. Wspomniane damy przyczyniły się do zmian w modzie, a szczegóły ich poczynań poznajemy  w książce Bertranda Meyera Stabley’a  „Kobiety, które wstrząsnęły światem mody” (wyd. Rebis).

Trochę to odległa historia, należąca do 18w., ale w tych czasach suknie tworzyły kobiety.  Róża Bertin była pierwowzorem projektantów mody. Doskonała technika, precyzja, perfekcyjne opanowanie sztuki kroju i szycia pozwoliły jej osiągnąć sukces. Ubierała arystokratki, dwory europejskie, ale jej najważniejsza klientką pozostanie Maria Antonina. La Bertin, bo tak nazywano stworzoną przez nią markę zajmowała się sprzedażą wszelkich akcesoriów, ozdób do strojów. Dzisiaj można byłoby nazwać ją stylistką, nie tylko projektowała poszczególne elementy, ale posiadała umiejętność doskonałego ich połączenia, wystylizowania. Była tzw. modniarką (marszandką) , która w zachwycający sposób umiała przyozdobić suknie wykonane przez krawcowe. Ona nadawała sukniom wygląd i styl. Ale przede wszystkim uwielbiała kreować wygląd głowy. No cóż, w tych czasach fryzury i ich ozdoby były nie mniej ważne niż suknie. Głowę zdobiły nakrycia, a z samych włosów wykonywało się małe arcydzieła. Wygląd koafiur odzwierciedlał bieżące wydarzenia, także osobiste. To były niesamowite konstrukcje , czy inscenizacje. Nie była zwykłą krawcową, ale osobowością, prawdziwą gwiazdą, jeśli nie dopiła porannej czekolady kazała czekać na siebie klientkom, nawet księżnym, mniej zamożnymi klientkami zajmowały się asystentki. Snobka prowadząca wystawne życie.  Ona nadawała styl, kreowała modę francuską, a nawet europejską. W żurnalach mody prezentowane były jej kreacje. Miała własny butik przy St. Honore.  Jej pomysły zaskakiwały, wzbudzały emocje, popisowy numer to tzw. pufy, na każde okazje.  Z amorkami, fontannami, kwiatami. Nie opuściła swojej najwierniejszej klientki nawet, kiedy osiadła w Tuileries, a potem w Temple. Wraz z rewolucją francuską skończyła się era Róży.

Jeszcze przed innymi damami świata mody na firmamencie pojawiła się Jeanne Paquin. Była jedną z pierwszych nowoczesnych projektantek. W 1891 r. otworzyła dom mody, pierwszy zarządzany przez kobietę przy okazji wprowadzając liczne innowacje. Jej znakiem rozpoznawczym był kolor czerwony, często łączony z czernią. No i umiała się wylansować, Nasi mogą się od niej uczyć. Wysyłała modelki na VIP-owskie trybuny podczas wyścigów konnych, pokazywała się na charytatywnych balach, wypowiadała się w prasie na temat mody. Co tydzień wypuszczała nowe modele. Z dużą umiejętnością posługiwała się sztuką detalu. W owych czasach zaskakiwała poszukiwaniem prostoty i oryginalnych elementów. W rozwoju firmy pomógł jej małżonek, po jego śmierci nie załamała się, podjęła wyzwanie rozwoju firmy (w szczytowym okresie zatrudniała 2700 osób). Wśród jej klientek były koronowane głowy. Jako pierwsza łączyła pod swoim szyldem produkcję ubrań, futer, bielizny i dodatków. Ale jej interes nie kończył się na pracowni, sponsorowała kolekcję obrazów (obecnie w Petit Palaise), akcje dobroczynne, a swoje pracownice wysyła na urlop nad morze. Po Iwś wycofała się z biznesu.

Madame Grés (prawdziwe nazwisko Germaine Krebs) przez 50 lat tworzyła we własnym stylu bez względu na panujące mody. Ubierała elity i gwiazdy. Tworzyła stroje minimalistyczne, ale nie pozbawione wdzięku, seksapilu. Antyczne draperie zaadoptowała na własne potrzeby. Była jedną z najbardziej skrytych osobowości świata mody poszukującą doskonałości. Pasjonował ją taniec, a sama chciała zostać rzeźbiarką. Talent w rękach poświęciła drapowaniu tkanin i tworzeniu kreacji na ciałach kobiet. Zmieniała nazwy i nazwiska jak rękawiczki,  Alix, Alix Grés, Mademoiselle Grés, Madame Grés. Specjalnie dla niej wyprodukowano jedwabny dżersej, żeby mogła drapować suknie na wzór antycznych posągów. Uważała, że suknia to tkanina udrapowana na ciele poruszającej się kobiety. Inspirował ją antyk i egzotyka, stroje indyjskie, japońskie kimona, egipskie księżniczki. Tworzyła stroje pozbawione zbędnych szwów. Najchętniej pozbyłaby się ich zupełnie. Cięła i upinała materiał, aż uzyskała pożądaną formę. W latach 60 XXw. zmieniła swój styl. Ubierała nowe ikony współczesnych czasów. Lata 80  to koniec sukcesów Madame Grés, zwyciężyła ją bezlitosna ekonomia.

Trzy kobiety, trzy różne życiorysy. Trochę zapomniane, a bez nich świat mody byłby uboższy.