MODNY DOM

 

Jesienne dni sprzyjają spędzaniu czasu w domu. Przyglądam mu się ciepło, ale krytycznie obserwując jego stylizację. Od pewnego czasu z zainteresowaniem obserwuję nowe zjawisko. Domy mody coraz częściej zagospodarowują działkę domową. Już nie tylko w znanych domach mody kupujemy ubrania i akcesoria, ale też możemy otaczać się przedmiotami z naszym ulubionym logo w domu. Po prostu nasz dom też może być modny. I niekoniecznie w klasyki designu, czy najnowsze pomysły znanych dizajnerów. Coraz częściej projektanci mody sięgają po design dla domu. Nawet na naszym rodzimym podwórku. Jak jest to modny kierunek widać szczególnie na targach I Saloni w Mediolanie. To jedna z największych imprez designu. W kwietniu cały Mediolan żyje designem. Nie tylko pawilony targowe, ale każda przestrzeń miejska ma coś do zaoferowania, pokazania. W butikach odbywają się specjalne prezentacje, domy mody użyczają okien wystawowych na dizajnerskie prezentacje. Inne wchodzą w kooperację z firmami produkującymi gadżety do wnętrz i przygotowują specjalne wydarzenia, instalacje. Ale dla wielu domów mody przygoda z designem nie kończy się po tej tygodniowej imprezie. Coraz częściej znane domy mody proponują, poza swoją tradycyjną ofertą linię Home. Linię, która obejmuje przedmioty od tych małych po duże. Nie jest to może szczególnie odkrywcze, bo już w latach 20. Lanvin miała swoją linię „Lanvin Decoration” projektującą wnętrza. Giorgio Armani jako jeden z pierwszych, budując swoje imperium, zaprojektował przedmioty do swoich wymarzonych wnętrz. Wszystkie utrzymane w konsekwentnej kolorystyce, geometrycznie prostych formach. Jego królestwo przy via Mazzoni w Mediolanie to mekka, można kupić tu nie tylko ubrania i  akcesoria, ale też Dolci Armani, Fiori Armani, książki, albumy i muzykę, do tego napić się kawy słodzonej cukrem Armani, posmakować kuchni fusion, czy przenocować w hotelu umieszczonym na najwyższym piętrze. Sam projektant zajął się także projektowaniem telefonów komórkowych, samochodów – zaprojektował ekskluzywny model Mercedesa. Teraz w Dubaju powstaje hotel jego projektu. Ta maszyna modowa energią ustępuje tylko Karlowi Lagerfeldowi. Karl to cyborg, zajmuje się wszystkimi dziedzinami, ma niezwykłą łatwość kreowania nowych pomysłów. Teraz w hołdzie dla znanej marki meblarskiej, Cassina przygotował i wyprodukował sesję zdjęciową – Karl i kultowe produkty Cassiny.

O MISSONI już pisałam. Rosina odeszła od projektowania ubrań, dając pole do działania dzieciom, a sama zajęła się rzeczami do domu. Z dużym powodzeniem. Charakterystyczne zygzaki, motywy kwiatowe często są ozdobą wnętrz. W podobnej stylistyce tworzy rzeczy do domu ETRO. Pozostając we włoskich klimatach – kilka znanych domów mody ma swoje linie do domu. FENDI to luksus z pięcioma gwiazdkami. W ich linii home czuć luksusowe materiały, naturalne futra, skóry w najwyższej jakości,  wszystko utrzymane w wysmakowanej, neutralnej kolorystyce, beże, brązy. BULGARI słynie z biżuterii, ale teraz narzuca purystyczny, ale luksusowy life style w swoich hotelach (Mediolan. Londyn i Bali, następne w planach). ROBERTO CAVALLI lubi przepych, pazury, złoto  i panterki też we wnętrzach. Donatella Versace też zajęła się linią home, może planuje odejście z domu mody stworzonego przez brata? Czas ustąpić miejsca córce, ukochanej siostrzenicy Gianniego. Duet Dolce i Gabbana otworzył słynną „Złotą Restaurację” w Mediolanie. MARNI woli nietypowe projekty, często wchodzi w kooperacje z artystami, projektantami, tworząc spektakularne instalacje. O tym jak ważna staje się dla nas przestrzeń domowa mówi już wielu projektantów. Pokaż mi jak mieszkasz, a powiem ci, kim jesteś. Stara prawda.

Laura Ashley wieczna romantyczka, była chyba wielbicielką powieści Jane Austin. Jej styl nazywa się neowiktoriańskim, pastele, zdobienia i motyw róży, bukiecików. Na ubraniach i we wnętrzach. Romantycznie. Nasza rodaczka, Barbara Hulanicki stworzyła słynny dom mody Biba, mieszczący się w pięknym budynku stylizowanym na art. deco wraz z popularną i modną knajpką. To była prawdziwa rewolucja, Brytyjki mogły buszować wśród wieszaków z ubraniami. Po zamknięciu domu mody zajęła się projektowaniem wnętrz. W charakterystycznym dla siebie stylu. Jean Charles Lacroix uwielbia bawić się mieszaniem stylów, arystokrata z tytułem markiza umiejętnie łączy kolory i wzory nie tylko w swoich kolekcjach, ale także we wnętrzach. Swój talent projektanta przedmiotu pokazał także Jean Paul Gaultier.

Szacowne, francuskie domy mody Louis Vuitton i Hermes zaczynały swoją historię od rzemiosła. Louis Vuitton słynął z funkcjonalnych, estetycznych kufrów podróżnych. No cóż w tych czasach wyprawa damy zajmowała kilkanaście kufrów podróżnych mieszczących suknie, kapelusze. Torbami zasłynęli dopiero w XXw. Teraz adoptują kolejną przestrzeń – mieszkania. Podobnie jak Hermes – w 19w. słynął z doskonałej jakości siodeł i uprzęży, szybko adoptował się do zmieniających czasów i potrzeb rozszerzając swoją ofertę. Możemy kupić nie tylko akcesoria skórzane ze słynnym jeźdźcem, ale także zastawę stołową, a w tym roku Hermes pokazał swoją wizję mebli. O tym jak można omamić klienta wie najlepiej Ralph Lauren – tworząc nową wizję Amerykanina zadbał także o wygląd jego domu. Za modnymi markami poszli inni. Diesel już wcześniej wyczuł nowy trend. W kooperacji ze znanymi firmami stworzył linię do domu, seria lamp z Foscarini, dżinsowe kanapy i fotele są nie tylko eksponatami w sklepach. Zara trzymająca rękę na pulsie mody – szybko stworzyła linię ZARA HOME, tańszą wersję modnych gadżetów do wnętrz. Jej konkurent H&M dopiero teraz pokazuje swój obraz domu. Urządzając mieszkanie, czy liftingując dom sięgamy po znane klasyki designu, ale ozdabiamy je efektownymi dodatkami. Tak jak ubiór. To, co lubimy nosić na co dzień ma swoje odniesienia w wystroju wnętrz, kolory, detale, materiały.

Projektanci ubrań tworzą przedmioty do domu, projektują wnętrza. A projektanci designu tworzą ubrania, Philippe Starck dla Ballantyne, Tom Dixon dla Adidasa, a Zaha Hadid niespotykane buty dla Melisy i United Nude.

MILITARIA

 

Dawno nie było wojny w Europie. Nie piszę tego, żeby brakowało mi zbrojnych konfliktów. Bo wojny domowe toczą się na całym świecie. Dla nas trochę odległy temat, mimo komunikatów o niebezpieczeństwach czyhających w Syrii, Afganistanie…  pozornie konflikty te nas nie dotyczą, ale nadal giną polscy żołnierze, przetrzymywani są polscy reporterzy, uciekinierzy giną w morzu podróżując przepełnionymi łodzaimi. Odsuwamy od siebie realny problem wybierając tylko widowiskową część tego tematu. Dlaczego świat designu polubił militarne elementy? A moda po raz kolejny wraca do podobnych inspiracji? Czyżby sprawdzało się powiedzenie: „Za mundurem panny sznurem”? Moda kobieca też czuje siłę oddziaływania munduru. Militarne inspiracje, wojskowe elementy są obecne w modzie od dawna. Wojskowe szynele, redingoty, trencze, pagony, szamerunki, metalowe guziki i wzór moro na trwałe weszły do mody, w kolejnych sezonach prezentując kolejną odsłonę. Czapki pilotki i skórzane kurtki lotników z II wś to już klasyki mody. Podobnie jak trench. Thomas Burberry zaprojektował go dla żołnierzy tkwiących w okopach, stąd nazwa trench coat- płaszcz okopowy. Ponieważ doskonale się sprawdził także podczas dalekich wypraw, np. na Biegun Południowy firma zdecydowała się wprowadzić go do swojej stałej oferty. Teraz stanowi znak rozpoznawczy marki i jest przedmiotem pożądania fashionistów na całym świecie, także te starsze modele. Trencz to najbardziej męski element stroju, symbolizuje moc wojownika, w filmach szpieg lub ciemny charakter nosi trencz. Trencz nosi się z paskiem nigdy niezapinanym na klamrę, tylko zawiązanym na węzeł. Klasyczny trencz ma kolor piaskowy. Trencz nosi się z paskiem nigdy niezapinanym na klamrę, tylko zawiązanym na węzeł. Klasyczny trencz ma kolor piaskowy. Rękawy trencza są ściągane paseczkami, klamerki tych paseczków powinny być, podobnie jak klamra paska, obciągnięte skórą, dziurki paska i paseczków powinny nie być okute tylko obszyte. Trencz ma akcenty militarne – pagony, które służyły do noszenia pod nimi rękawic, czapki wojskowej i innego wyposażenia, a u pasa 2 mosiężne oczka w kształcie litery D, służące do przypinania granatów i innego ekwipunku. Głównym akcentem wojskowym jest gun flap, czyli klapa strzelecka znajdująca się na na prawym ramieniu w okolicy dołka strzeleckiego. Może do zainteresowania mundurem przyczyniła się I wojna światowa, kiedy kobiety założyły mundury, albo upraszczały swój strój codzienny wg kroju munduru wojskowego. Ale nie tylko rygor koszarów jest inspiracją. Projektanci chętnie sięgają do przepychu mundurów carskich, cesarskich z 19w. A do tego jeszcze mundury marynarskie, bogate źródło inspiracji każdego letniego sezonu. Coco Chanel przetworzyła ubrania bretońskich marynarzy na ubrania kobiece, swetry w paski, szerokie spodnie. Stroje plażowe też wykorzystywały sprawdzone motywy. Obowiązkowym strojem plażowym był szlafrok i czapeczka marynarska. Nawet moda dziecięca uległa czarowi marynarskich kołnierzy z białymi paskami, dzieci bardzo długo nosiły ubranka marynarskie (białe lub granatowe). Mundurek szkolny też miał kołnierze marynarskie.

To tyle z lekcji historii. Militarne fascynacje pojawiły się  w modzie już w ubiegłym sezonie. Jesienią 2012 inspiracje mundurem widoczne były w kolekcjach Victorii Beckham, Salavatore Ferragamo,

Topshop, Max Mary, Jansona Wu. Nie była to tylko sezonowa moda, bo jesienią 2013 kolejni projektanci postawili na militarny wygląd. Nie tylko w wydaniu khaki, oliwkowym. Military w wersji de luxe. Szczególnie spodobał się projektantom na nowo interpretowany wzór moro. Już nie w tradycyjnej kolorystyce, ale np. w niebiesko-biało-czarnej wersji. Wzór z polowego munduru nie po raz pierwszy szturmuje bastiony mody damskiej. I to z  powodzeniem. Michael Kors, Alexander Wang, Christoper Kane wykorzystują go w  swoich kolekcjach. Kobiety w ich kolekcjach nie są żołnierzami ze specjalnych brygad, bo łączą militarne elementy z tymi bardzo kobiecymi – połysk, futrzane dodatki, lekkie buty na obcasach. Prabal Gurung zaproponował uniform dla współczesnej wojowniczki.

Michael Kors proponuje, płaszcze, kostiumy, sukienki we wzór moro, ale w nietypowej kolorystyce. Zestawienie kobaltu, czerni i bieli czaruje miłośniczki pokoju.

Alexander Wang zaadoptował wzór moro na swój sposób łączy go z połyskliwą skórą

i luźnymi fasonami. Moro w skórzanym wydaniu. Na płaszczach, spódnicach, sukienkach. U Christopera Kane’a moro łączy się z futrzanymi etolami i butami na obcasie. Moro nawet na kreacjach wieczorowych. 

Tak wygląda ten sezon, a przecież I wiosną 2014 nosimy wzór morą, także w wydaniu casual. Może nie oczywisty, i nie na bojówkach, ale powinnyśmy go polubić. Tym bardziej, że następna jesień (czyli 2014/15) też upłynie nam pod znakiem kolorów khaki, oliwki i wzoru moro w artystycznych interpretacjach. Daleko im od pierwowzoru, ale widać pokrewieństwo. Należy więc uzbroić się w militarne elementy lub gadżety. Alternatywa dla tych, którzy nie lubią tego stylu na sobie. Może oswoją go we wnętrzu. Design także polubił militarne elementy. Szafka – rakieta może kryć zbiór naszych lektur, a jej przesłanie można dowolnie interpretować, do tego nóżki-ludziki dźwigające cały ciężar. (kolekcja Of Wars&Wits&Power proj. Daniel Loves Objects,

Karabiny służą jako wsparcie taboretu zamiast tradycyjnych nóżek. (stołek AKA proj. Robert Szuba

A wcześniej stał się podstawą lampy proj.Philippe Starck’a.

Czas ołowianych żołnierzyków powinien odejść już do lamusa, ale kolejne pokolenie dużych chłopców uwielbia te figurki, także jako element misy – Waterloo War Bowl 

Nawet czołg, chociaż nie jest to Rudy 102, może awansować na ścianę, jako naklejka.

Stajemy więc na modowej zbiórce. W karnym szeregu ozdobione oryginalną biżuterią.

KIERUNEK POLSKA

 

Wpis dzisiejszy ma podtekst patriotyczny. Zawsze mówiłam o sobie, że jestem lokalną patriotką. Kocham moje miasto, Łódź. Z jego wadami i zaletami. Ale nie o tym chciałabym pisać. W ostatnim wywiadzie zadano mi pytanie, czy moda polska ma swoje korzenie i czy można mówić o polskiej szkole projektowania, bo mówi się o polskiej szkole filmowej, polskiej szkole plakatu. No i cóż… odpowiedź nie była łatwa. Bo my nie mamy takiej tradycji, jak Francja, czy Anglia. Nasz ubiór narodowy jest eksponatem muzealnym, wyciąganym przy historycznych inscenizacjach. Polacy lubili inspirować się modą z Zachodu. Mamy to już w genach. Modę na francuszczyznę wyśmiewał hrabia Fredro, ale nosiliśmy te zagraniczne stroje. Lata mijały, a my nadal byliśmy pod urokiem Francji, nawet ich bohaterów. Żałoba narodowa po powstaniu styczniowym spowodowała ograniczenia w strojeniu się. Obowiązywał czarny kolor i biżuteria z żelaza w formie krzyża. Chłopi w tym czasie wykształcili swoją kulturę i ubiór, w zależności od regionu. Ten strój z niewielkimi zmianami występuje do dzisiaj. Teraz noszony okazjonalnie, nie na co dzień. Chociaż na Podhalu te tradycje są bardziej żywe, działa pracownia „góralskiego Versace”(Andrzeja Siekierki projektanta i krawca szyjącego stroje tradycyjne i stylizowane)  tworzący kreacje dla modnych góralek.  Spędzam ostatnio czas nad lekturą książki, która mnie oczarowała. Pani Anna Sieradzka przygotowała niezwykłą perełkę, a raczej perłę – Moda w przedwojennej Polsce. (wydawnictwo PWN). I nie czyta się tego jak nudnego opracowania historycznego.

Odzyskanie niepodległości w 1918r. stworzyło Polakom nowe warunki życia, polityczne, społeczne, gospodarcze, ale w dziedzinie mody odrodzenie niezawisłego państwa nie oznaczało przełomu. Osoby należące do wyższych warstw podporządkowywały się kolejnym zmianom mody (jak na Zachodzie, panie mogły negować jakieś trendy, szczególnie skrócenie spódnic, ale szybko je kopiowały),  chłopi kultywowali swoje stroje ludowe, a najuboższym było wszystko jedno. RP powstała z połączenia ziem zaboru austriackiego (dla nich stolicą mody był Wiedeń), zaboru pruskiego (kupujący w firmach berlińskich), większość jednak uważała, że wyrocznią w kwestii mody jest Paryż, a mężczyźni przyjmowali modę z Londynu. Ciekawostką jest fakt, że szybko powstały czasopisma o modzie. Ekskluzywnym magazynem była „Pani”, dla którego pracowali znani pisarze i artyści, Tuwim, Słonimski, Makuszyński, Samozwaniec. Oraz  wiele tańszych czasopism – Kobieta w świecie i domu, Świat kobiety, Moja Przyjaciółka. Podobnie jak dzisiaj, nową modę propagowały ówczesne celebrytki, artystki filmowe i kabaretowe. Aktorzy prezentowali najmodniejsze kreacje na balach, pokazach, także na scenie. Szczególnie film korzystał z dobrodziejstw pracowni krawieckich (oczywiście za reklamę, lokowanie produktu to nie wymysł naszych czasów) lansując ideał modnego wyglądu. W Warszawie, Krakowie odbywały się cykliczne pokazy mody – modelkami były aktorki, artystki, później nawet osoby z tzw. towarzystwa. Zofia Raczyńska-Arciszewska organizowała pokazy strojów i dodatków z ręcznie przez siebie malowanych tkanin, jej ambicją było stworzenie mody polskiej, projektowanej przez artystów polskich i tworzonej z materiałów krajowych przez polskich krawców. Stroje nie miały być kopią wzorów zachodnich.  Myśl przednia. Ciągle jednak brakowało projektantów. Chętnie organizowano pokazy mody, najczęściej podczas różnego rodzaju imprez. Najsłynniejsze były „Bale Mody” w Hotelu Europejskim, relacjonowano nie tylko to, co pokazywały modelki, ale także kto i w jakiej kreacji przybył (skąd my to znamy?). Zaskakuje fakt, że organizowano specjalne imprezy promujące polskie tkaniny, m.in. kiedy powstała pierwsza polska Stacja Doświadczalna Jedwabnicza w Milanówku  słynąca „Balami Polskiego Jedwabiu”, czy „Bale Perkalikowe” mające popularyzować bawełnę z łódzkich fabryk. Mieliśmy też swoich dyktatorów mody – Bogusław Herse, Boguchwał Myszkorowski, Maksymilian Apfelbaum, gotowe wyroby można było zakupić w Domu Braci Jabłkowskich, a większość rzeczy można było „obstalować”, czyli zamówić w małych pracowniach. Żony polityków i dyplomatów propagowały oficjalnie polski produkt. Za jedną z modniej ubranych par uchodzili małżonkowie Beckowie (Józef Beck minister spraw zagranicznych). Propagowanie wyrobów krajowych było patriotycznym obowiązkiem. Cytat „W dzisiejszych czasach każdy niepotrzebnie kupiony towar wyrobu zagranicznego hamuje i obniża polską produkcję w danym zakresie, pozbawia polskiego robotnika pracy i przyczynia się do ogólnego zubożenia kraju”. Nadal aktualne?

Perełkami i diamentami w tej książce są cytaty z oryginalnych przewodników po modzie, poradników dla ówczesnych kobiet. Zasady ściśle regulujące ubiór w zależności od pory i okazji. Zasady te dotyczyły wszelkich wydarzeń, od Wigilii poprzez spotkania towarzyskie, bale i śluby, chrzciny i pogrzeby. Moją ulubioną wyrocznią w kwestii mody została Janina Suchodolska (autorka poradnika Sztuka ubierania się). Wypowiada się na każdy temat i uczy oszczędności. Modnym dodatkiem (sprawdza się także obecnie) był lis – należało wiedzieć, jak go nosić – powinien być przewieszony tak, by główka wypadła na plecach. Lisy nosiło się przez okrągły rok, poza upalnymi, letnimi dniami. Oczywiście najmodniejsze były srebrne i niebieskie. Rude tylko na co dzień. Imitacjom mówiono nie, bo jeśli kogoś nie stać na kosztowne futra to lepiej, żeby nie nosił „różnych psich ogonów”.  Obowiązkowo noszono pończochy, nawet latem, także na korcie tenisowym do białych skarpetek. Pożądane były francuskie w kolorze piaskowym (koszt 50zł), wersja milanowska 20zł, w Łodzi produkowano ze sztucznego jedwabiu za całe 5zł. „Dobrze ubrana kobieta – nie zależy ani od kosztownego materiału, ani od najnowszego modelu, ale jedynie i wyłącznie od kobiety, która go nosi. A taka kobieta wie, że nie może stosować się ślepo do tego, co najmodniejsze”. I na koniec dla uwielbiających zakupy, okazuje się, że wg Pani Suchodolskiej wystarczy kobiecie:

-       3 koszule dzienne skromne

-       3 koszule nocne skromne

-       s pary majtek skromnych

-       1 koszula dzienna strojna

-       1 koszula nocna strojna

-       1 halka tzw. spodzik

-       1 para majtek zimowych ciepłych

-       3 pary pończoch skromnych jedwabnych

-       1 para pończoch jedwabnych cieńszych

-       2 pary pończoch wełnianych zimowych

-       1 para półbucików

-       1 para pantofelków letnich

-       1 para pantofelków na wysokim obcasie

-       1 para pantofli nocnych

-       1 gorset

-       1 szlafrok (w samej koszuli nie można było paradować po domu)

-       9 chusteczek do nosa, 6 małych i 3 duże na wypadek kataru

-       1 suknia do pracy zimowa

-       2 suknie do pracy letnie

-       1 suknia domowa zimowa

-       1 fartuch domowy

-       1 suknia odświętna zimowa

-       1 suknia odświętna letnia

-       1 płaszcz zimowy

-       1 płaszcz letni ze spódniczką i bluzką

-       1 kapelusz letni

-       1 kapelusz zimowy

-       1 para rękawiczek zimowych, wełnianych

-       1 para rękawiczek skórkowych

-       1 para śniegowców

-       1 parasol

-       1 torebka.

Wszystko oczywiście w stonowanej kolorystyce najlepiej brązowej.  No proszę. I co na to dzisiejsze fashionistki? Czy udałoby im się ograniczyć garderobę do minimum  i nadal wyglądać dobrze?

 

I na koniec – kostium kąpielowy z wełny nie pełznie jak tez z bawełny.

WSPOMINKI

 

Początek listopada to okres wspominek. Refleksji. Wspomnień o tych, którzy odeszli.  O tych zwyczajnych, prostych ludziach, naszych bliskich i tych, którzy przeszli do historii. Swoimi dokonaniami wzbogacili świat. Ludzie, którzy próbowali zmienić otaczający świat, wbrew panującemu porządkowi. Kreatorzy? Wizjonerzy? Dzisiaj krótka refleksja – kogo zabrakło w świecie mody, ze stratą kogo trudno się pogodzić. To subiektywne rozmyślania. Chciałabym przypomnieć osobowości, które wiele wniosły do rozwoju mody, a które odeszły w niepamięć. Osoby, które stworzyły domy mody o renomowanej sławie, a teraz przeżywające wzloty i upadki. Bo zabrakło mistrza.

Moją ulubioną projektantką jest Madeleine Vionnet – słynna Madame Vionnet. Jest jedną z największych osobowości mody. Historia dziewczyny z podparyskiej wsi. Wcześnie poznała tajniki krawiectwa pomagając mamie-szwaczce. Nieudane małżeństwo dało jej siłę do wyjazdu do Londynu. Chciała się uczyć sztuki krawieckiej, poznać tajniki kroju. Uczyła się rzemiosła, techniki szycia i kroju, które doprowadziła do perfekcji, ale zwiedzała także muzea. Jej umiejętności i talent pozwoliły na tworzenie sukien, które były idealnie dopasowane do ciała, jednocześnie dając możliwość swobodnego ruchu. Ze szwów uczyniła element ozdobny. Pracowała drapując suknie na 80-cm manekinie. To był poligon, na którym próbowała nowych tkanin i ich układalności. Mówiła: „Gdy pani się uśmiecha, suknia musi się uśmiechać wraz z panią”. Unikała zapięć, potrafiła tak wymodelować suknię, że zapinała się na jedną agrafę. Była „architektem krawiectwa”. Pierwsza (w Paryżu) wprowadziła ukośne cięcie, którego nauczyła się u angielskich krawców. „Tworzyła Rolls-Royce’e”. To ona zmusiła producentów do przygotowania materiałów o szerokości 2m, a nie 90cm, to pozwoliło jej na owijanie tkaniny wokół ciała bez szwów. Salon Vionnet mieścił się na słynnej Rivoli, który zamieniła na kamienicę przy avenue Montaigne (obecnie siedziba domu mody Dior). Była bardzo dobrym pracodawcą, zapewniała bezpłatną kantynę i opiekę medyczną swoim pracownikom. A kolekcji strzegła jak największego skarbu, dopiero po zamówieniach prywatnych mogli zamawiać konfekcjonerzy. Żaden model nie mógł być wyniesiony na zewnątrz. Była niewątpliwie mistrzynią kroju, doprowadziła tą technikę do perfekcji.  Inspirowała się  sztuką grecką, japońską. Kreacje Vionnet były jednymi z najkosztowniejszych i najbardziej pracochłonnymi. Czas wykonania pojedynczej kreacji mógł zajmować nawet 1000 godzin!. „Prostota to jest to, co jest najtrudniejsze do osiągnięcia. Jest to ostatni etap doświadczenia i pierwszy krok do doskonałości”. Tak długo upinała, drapowała tkaninę, żeby osiągnąć zadawalający efekt. Po latach zapomnienia udało się reaktywować dom mody Vionnet, w 2010 roku wznowiono jego działalność. Od spadkobierców zostało kupione prawo do wykorzystania nazwy. Dyrektorem artystycznym została urodzona w Kazachstanie projektantka i bizneswoman Goga Ashkenazi (pochodząca z rodziny miliarderów, więc może pieniądze z ropy naftowej utrzymają markę). Karolina Kurkowa w sukni Vionnet na Balu Róż (2012) i Małgosia Bela w kampanii reklamowej (2013)

Kolejną artystką, wielką zapomnianą jest Alix Grés. Pracowała podobnie jak Madame Vionnet, modelowała suknie na ciele modelki. Chciała studiować rzeźbiarstwo. Aby zarobić na utrzymanie skończyła kurs kroju i szycia. Suknia jej autorstwa “zrobiła wrażenie” na wydawcy Vogue’a –  wówczas był nim Michel Brunhoff. Zaproponował Alix uszycie 5 sukien, które później zostały pokazane na łamach magazynu. Alix Grés stała się znana. Punktem wyjścia dla niej była tkanina, jej “grecki styl” był rozpoznawalny. Specjalnie dla niej Rodier wyprodukował elastyczny, jedwabny dżersej. Podobnie jak Vionnet starała się wyeliminować szwy. Bolało ją, jak miała pociąć tkaninę. Tworzyła więc kreacje z całej szerokości dżerseju. Szczególnie lubię jej zdanie: “Garderoba składająca się z modeli haute couture ma nieprzemijającą wartość. Można ją uzupełniać od czasu do czasu elementami mody masowej, lecz zawsze będzie w niej tkwić indywidualizm. Gdy jubiler lansuje nową kolekcję klejnotów, jego klientka nie wyrzuca dotychczasowo kupionych ozdób; nosi je nadal, uzupełniając ewentualnie jednym czy drugim nowym klejnotem. To samo dotyczy moich modeli. Są ponadczasowe. Ponad jakimikolwiek tendencjami mody.” I tutaj miała rację, modele jej  sukien są rozpoznawalne i kopiowane mimo upływu lat. “Chciałam być rzeźbiarką. Praca z tkaniną i kamieniem to dla mnie to samo – mawiała. Wymyśliła technikę formowania sukni na halce modelującej sylwetkę. Sama materia “tańczyła” na tym podkładzie tworząc wyrafinowane układy. Potrafiła tworzyć niepowtarzalne kreacje, wykorzystując nawet 20m tkaniny, tworzyła suknie, których tył można było wykorzystać jako pelerynę. Jej sukinie były trudne do skopiowania I niemożliwe w produkcji masowej. Ale z jej pomysłów korzysta nadal świat mody.

Chciałabym jeszcze wspomnieć o Yves Saint Laurent, Alexandrze McQueen, czy wielkim nieobecnym, nieznanym – Martinie Margieli. Ale chyba pozostanę przy kobiecych osobowościach. Na koniec jeszcze o jednej – Jadwidze Grabowskiej. Kobiecie, która w trudnych latach komunizmu stworzyła dom mody – Modę Polską. Mówiło się: “Paryż ma Chanelkę – Warszawa ma Grabolkę”. W zrujnowanej Warszawie otworzyła pierwszy po wojnie salon mody. A potem stworzyła Modę Polską – nadała jej styl i markę, której nie miała żadna podobna instytucja w demoludach. Dlaczego pozwolono jej odejść w niepamięć? “Mam ją przed oczyma: zawsze w świetnie skrojonym kostiumiku i w nieodłącznym turbanie na głowie. Turbanów miała dziesiątki. Inne kobiety siwiały, łysiały, a ona była nienaganna w swoim nakryciu głowy” – mówi Grażyna Hase, za czasów Grabowskiej modelka Mody Polskiej. Projektantka pochodziła z zamożnej rodziny żydowskiej. Wykształcona – znała francuski, niemiecki, angielski, włoski, rosyjski, podobno przed wojną uczyła się dziennikarstwa w Warszawie, móże też na Sorbonie. Dbała o rozwój swoich wspólpracowników, do Paryża przywoziła Janę Wysocką, krojczynię Mody Polskiej. Mówiła: “Ja z niej zrobię drugiego Balenciagę”, bo była to niesłychanie utalentowana krojczyni.

Podobnie jak w Paryżu, Jadwiga Grabowska z teamem Mody Polskiej dwa razy do roku przygotowywała “kolekcję wiodącą”. To były pojedyncze modele, które miały być wskazówką dla państwowego przemysłu i handlu. Modele te były naśladowane. Sama Grabowska miała nosa do modelek. Wylansowała Malgorzatę Krzeszowską. Mimo upływu lat, fascynowała się nową modą. Mówiła “Jureczku, (do Jerzego Antkowiaka) zrobimy tak: w środku będzie Pierre Cardin, kapelusz w stylu Givenchy, a płaszcz najnowocześniejszy w stylu Courreges’a, z ceraty. Ale już na przykład Yves’a Saint Laurenta nienawidziła, nowa moda, kobiety w męskich ubraniach, to było dla niej nie do przyjęcia. Tak naprawdę moda u Grabolki zakończyła się na Coco Chanel.

Kobiety, które zmieniły modę, odeszły I prawie o nich zapomniano. A warto o nich pamiętać.

BLACK & WHITE

 

BLACK & WHITE

Październikowa aura zachwyca bogactwem złotej jesieni, takiej pięknej kolorystyki może pozazdrościć niejeden dyrektor artystyczny odpowiedzialny za kolekcję. Odcienie, niuanse barw zmieniające się codziennie nieodmiennie budzą zachwyt. Wielu projektantów ulega czarowi jesiennej kolorystki i wokół niej budują swoją opowieść o nowym sezonie. Też zachwyciłam się kolorytem cygańskich taborów w poprzednim wpisie. Ale nieodmiennie wracam do magii bieli i czerni. To chyba moje dwa ulubione kolory, poza szarością. No cóż, nie jestem w tym odkrywcza. Coco Chanel uwielbiała te dwie barwy, wprowadziła je do mody i wylansowała. Jej mała czarna – stała się kultową sukienką, do tego białe perły, kamee. Żakiet wykańczany białą lamówką, baletki z czarnym noskiem. Sukcesor jej dziedzictwa, Karl Lagerfeld swoje stylizacje komponuje na bazie  czarnego garnituru, białej koszuli z wysoką stójką i krawatu. Do tego biała kitka siwych włosów, nieodłączne skórzane rękawiczki i ciemne okulary. Zaskakujące jak można różnie interpretować czerń i biel. Biały w naszej kulturze to symbol niewinności, czystości, panny młode mają białe suknie. W Azji kolor biały jest kolorem żałoby, podobnie jak u nas czerń. Czarny dodaje powagi, stąd czarne togi sędziów i czarne mundury SS. Ale razem tworzą połączenie Yang i Yin.

Minęły już czasy niemego kina, gwiazd biało-czarnych filmów, Pola Negri, Marlena Dietrich, Greta Garbo, Rudolf Valentino… czy też rodzimi amanci Bodo, Żabczyński stworzyli niezwykłe kreacje grając w biało-czarnym świecie.

Ale świat filmu, fotografii i mody uwielbia klimaty czarno-białe nadal. „Ptaki” Hitchcocka, „Dziecko Rosemary” Polańskiego, czy niedawno nakręcony „Artysta”  (film w reż. Michaela Hazanaviciusa w konwencji niemego biało-czarnego filmu) wykorzystują biało-czarną konwencję dla stworzenia klimatu.

Mistrzem biało-czarnej fotografii był Helmut Newton, smoking autorstwa Yves Saint Laurent wylansował niezwykłym zdjęciem, w rewelacyjny sposób oddał ducha tego projektu. Od tego momentu smoking stał się znakiem rozpoznawczym YSL, a kobiety go pokochały.

Kakafonia kolorów zaczyna nas męczyć, firmy wyczuwają to, więc coraz więcej kampanii w wersji monochromatycznej. Burberry od czasów Christophera Bailey’a lansuje biało-czarne reklamy, mimo charakterystycznej beżowo-czerwonej kratki. Dior wypuścił jesienną kampanię w monochromatycznej kolorystyce, „Secret Garden” nawiązuje do „Śniadania na trawie” Maneta. Zdjęcia zrobiono w Wersalu, ich twórcami są Inez van Lamsweerde i Vinoodh Matadin. Lagerfeld lubi fotografować w tych odcieniach, kampania reklamująca nowy model torby Boy też była biało-czarna. Biało-czarnych kampanii jest więcej po te klimaty sięgają nawet tańsze marki. Ktoś kiedyś powiedział, że połączenie bieli i czerni nigdy nie wychodzi z mody, jest mniej lub bardziej modne. Albo jest na top liście, albo wycofuje się na bezpieczne pozycje. W tym sezonie warto poważniej zainteresować się połączeniem bieli i czerni. Jeśli zaczynamy poważnie myśleć o tym stylu to najlepiej zakupić klasyczną białą koszulę (zawsze się przyda, nawet w innym wydaniu), czarną marynarkę, model dowolny i spodnie typu rurki. Do tego czarne szpilki, nie muszą być Blahnika. No i obowiązkowo w garderobie powinna znaleźć się mała czarna, forma dowolna. To tak jak układanie biało-czarnego domina. Prosta układanka, a niesie tyle możliwości.

W tym sezonie biel z czernią można nosić na różne sposoby. W wersji romantycznej jak u Valentino. 

Klasyczna elegancja to kolekcje Diora wg Rafa Simonsa.

W męskim wydaniu u Vanessy Bruno.

W Chanel jak zwykle te kolory muszą być, do tego wyjątkowo długie białe lub czarne kozaki z łańcuchami. 

Gareth Pugh – podróż w przeszłość.

Celine niezobowiązująca klasyka na co dzień.

Sportmax w wersji wyluzowanej. Adidas z połączenia czerni i trzech białych pasków uczynił swój znak firmowy.

Kolekcja Y-3

I wielu innych projektantów łączy te dwa kolory w dowolny sposób. Nie tylko w ubraniach, ale też w torbach i butach. 

Połączenie bieli i czerni lubi natura – białe dalmatyńczyki w czarne cętki były pożądane przez Cruelę de Mon, chciała mieć z nich oryginalne futerko. Ja uwielbiam białe i czarne szkockie teriery. Białe i czarne perfumy. Chanel i Tom Ford. W kosmetyce też biel i czerń, białe perły i  czarny kawior w kremach.Oszronione białym tuszem rzęsy lub dramatycznie czarne. Ja mam kolejną białą koszulę i czarny lakier do paznokci.