GWIAZDY NA KONIEC ROKU

 

Gwiazdy zawsze fascynowały. I fascynują. Zarówno te na niebie, jak i te na czerwonym dywanie. Lubimy je oglądać. A teraz mimo końca roku widać je na niebie gołym okiem. Gwiazdozbiory polubiła moda. Dla współczesnej mody odkryła je Coco Chanel w 1932r. zaprojektowała kolekcję biżuterii Bijoux de Diamonds – naszyjniki i kolczyki z gwiazdami rozświetlającymi paryskie niebo. Diamentowa kolekcja stała się hitem. Gwiazdy dołączyły do zbioru dekoracji i motywów wykorzystywanych przez wielu projektantów. Co takiego jest w gwiazdach, że tak nas pociągają? Lubimy spoglądać na rozgwieżdżone niebo, w sierpniu kiedy spadają myślimy sobie marzenia. Gwiazdy żyją swoim życiem. Mają swój wiek, masę, nazwę, łączą się w konstelacje, starzeją się, święcą różną jasnością, można prześledzić ich drogę. No i oczywiście kończą swoje życie po zaledwie 13 mld lat. Najbliższa Ziemi gwiazda wcale nie  świeci w nocy – Słońce towarzyszy nam w dzień. W tym roku ponownie sięgano po motyw gwiazdy. Człowiek od zarania dziejów uwielbiał łączyć swoje życie, przyszłość z obserwacją zjawisk na niebie, to gwiazdy „mówiły” co należy robić, determinowały los człowieka. Wielu uważa, że człowiek rodzi się pod „dobrą” lub „złą” gwiazdą, w wierzeniach ludowych każdy człowiek ma swoją gwiazdę w dniu urodzin, gaśnie w dniu jego śmierci. Gwiazdy posiadają rozliczne znaczenia, utożsamiono je z nieskończonością, stałością, wzniosłością, ambicją, niedoścignionym ideałem, a także rewolucją. Na fladze USA symbolizują 49 stanów, na fladze Izraela widnieje Gwiazda Dawida, ale też komunizm używał gwiazdy, w kolorze czerwonym. Pierwszy zaprezentował suknie z motywem gwiazdy Tom Ford, świecą u niego intensywnie. Sprawdzają się na każdą okazję.Gosia Baczyńska projektuje dla gwiazd. Gwiazda z gwiazdą? Dlaczego nie. Dries van Noten używa tego motywu w biżuterii. Podobną fascynację gwiazdą odnajdujemy w kolekcji YES zaprojektowanej przez Anię Kuczyńską – bransoletki i kolczyki z gwiazdami ozdobią niejedną kreację. Lulu Frost ma też naszyjnik z gwiazdą. Jimmy Choo umieścił gwiazdki na torebkach. Nawet stateczne firmy zegarmistrzowskie ulegają sile gwiazd – Omega wypuściła zegarek „Constellation Orbis”.

Gwiazda jest symbolem najsłynniejszych trampek świata – Converse, Takahiro Miyashita zaproponował złotą wersję tych popularnych trampek. Golden Goose też umieszcza gwiazdę na sportowych butach. Firmy kosmetyczne też sięgają po magiczne gwiazdy – gwiazda zdobi flakon Angel Thierry Muglera. Marka Givenchy  na Gwiazdkę 2013 wypuściła specjalną edycję palety cieni z gwiazdą. Makijaż polubił gwiazdkowe naklejanki – powiekach, paznokciach. Firma Tous wypuściła świąteczną reklamę z gwiazdami – Merry Tous – zapal swoją gwiazdę. Design też polubił gwiazdy – Vitra proponuje Turbine Clock. A w okresie świąt gwiazdy przeżywają swój renesans – zdobią wnętrza, dekorują stoły, ozdabiają drzewka. Święcą prawdziwym blaskiem. Słowo gwiazda ma też inne znaczenie, o znanych artystach, aktorach, muzykach mówi się, że jest gwiazdą. A my żyjemy życiem gwiazd. Śledzimy różne portale, gazetki, podpatrujemy ich wygląd, nowe miłości, rozstania, dramaty. A może chociaż w tą rozbawioną, sylwestrową noc przemienimy się same w gwiazdę?

ŚWIĄTECZNE TRENDY

 

Do tej pory żyłam w nieświadomości. Wydawało mi się, że święta Bożego Narodzenia spędzamy tradycyjnie, tak jak to dawniej bywało. Szykujemy wigilijne potrawy, nadal obowiązuje dylemat czy barszczyk z uszkami, czy grzybowa, choinka pachnie choinką, a tutaj ze zdziwieniem dowiaduje się, że tradycja jest modyfikowana. Nowe czasy, nowe wyzwania, święta też muszą dostosować.

Czy bożonarodzeniowe drzewko może podlegać trendom? Znana trend watcherka, Zuza Skalska proponuje własną, modną wersję.

Przecież lubi się stroić….lubi błyskotki i świecidełka. Zielona jodła, świerk odchodzą do lamusa. Teraz choinka ma malowane końcówki, na biało, srebrno, złoto, z brokatem… choinkowy manicure. Wymarzoną choinkę można sobie zamówić. Dla dziewczynki może być w kolorze różowym, z lalką Barbie, lub przytulankami, dla smakoszy może być obwieszona rarytasami kulinarnymi, do zjedzenia. dla piwoszy..Nawet nie musi mieć igieł. Dmuchana nie stoi na podłodze – Balloon Tree to nowy sposób na oderwanie się od ziemi. Choinkę można zrobić samemu, majsterkowicze polubią choinkę, na której gałązki są przybite do metalowego stelaża, trochę rustykalnie – Twig Tree. A dla majsterkowiczów, zrób to sam.

Dla praktycznych drzewko z tektury, które daje się składać, można po świętach przechować w pawlaczu. Dla lubiących czytać z książek, nie muszą sięgać do biblioteczki. Okazuje się, że choinka nie musi być zielona. Może być w dowolnym kolorze, dla fashionistów w tym najmodniejszym danego sezonu. Wystarczy farba w spray’u i już mamy choinkę w wymarzonym kolorze. Nawet możemy ją spryskać zapachem świeżego drzewka. Tak naprawdę to można klasyczne drzewko zastąpić inną jego wersją – światełka, naklejki na ścianie w kształcie choinki, wystarczy tylko uruchomić wyobraźnię. Choinka może być z książek, paczek, tkaniny… może mieć oryginalne ozdoby zrobione własnoręcznie, i wcale nie muszą to być bombki. Miasta też prześcigają się w oryginalnych choinkach. 

Tokijska

Dziwaczna, czy oryginalna?

Czyżby rodziła się nowa tradycja? Więc może proponuję dla uwielbiających luksusowe marki choinkę ozdobioną metkami domów mody. Dla uzależnionych od logo – choinkę w luksusowej torbie, z apaszką Hermesa i gwiazdami Toma Forda. Może to jest jakiś pomysł dla domów mody? Powinni wypuścić specjalną, limitowaną wersję swoich drzewek, choinka Gucci, Prada, Lanvin…. I ekologiczna choinka Stelli McCartney. A co by nam zaproponował Karl Lagerfeld? Czarną choinkę z czarnymi bombkami we wzór chanelowskiego tweedu, czy pikowanej 2.55 i złotymi łańcuchami? Jeśli pojawią się takie drzewka to proszę o przesłanie na konto udziałów w zysków ze sprzedaży. Choinka jest tylko symbolem świąt. Ale szaleństwo świąteczne przybiera coraz dziwniejsze formy. Ameryka lubi święta od dawna. U nich świąteczne zawrót głowy zaczyna się tuż po Halloween. Dynie przerobione na zupę, indyk zjedzony, więc można myśleć o kolejnej okazji do wydawania pieniędzy. Amerykanie uwielbiają blichtr, więc u nich święta muszą być udekorowane. Świeci się. Szczególnie właściciele domków prześcigają się w dekoracjach świątecznych. Domy i ogrody są udekorowane tysiącami światełek. Rekordzista umieścić około 200tys lampek. Niektórzy boleśnie to odczują, rachunki za prąd mogą osiągnąć nawet 3 tys. $.   Inną fantazją amerykańską są dekoracje świąteczne i nie chodzi tu o dekoracje domu. Amerykanie lubią wszystkie świąteczne symbole. Choinkę ubierają już w listopadzie, najpóźniej  w pierwszych dniach grudnia. Sami też starają się podkreślić ten świąteczny nastrój. Popularne są wszystkie przedmioty z gwiazdkami, choinkami, reniferami. W kolorze czerwonym lub zielonym. Można zakupić sobie czapeczkę z pluszową choinką. W wigilię najpopularniejszym ubraniem są sweterki z motywami świątecznymi. Nasi czworonodzy przyjaciele też świętują. Noszą rogi reniferów i mają swoje świąteczne ubranka, nie tylko czapeczki, szaliczki, ale sweterki, kurteczki i specjalne kostiumy, np. Śnieżynki, czy Mikołaja. Do tego można sprawić im fantastyczne prezenty, w tym roku popularne są gry planszowe dla psów, rozkładane łóżka, czy inteligentne kuwety dla kotów. Po drugiej stronie globu jest jeszcze większe szaleństwo. Prym wiodą Chiny. No cóż jest to największy producent dekoracji i prezentów świątecznych. Ale że sami ulegają magii zakupów na Boże Narodzenie? Po prostu są uzależnieni od shoppingu, a każda okazja do wydawania pieniędzy jest dobra. Nawet jak nie są katolikami. Powstają nawet lokalne wersje kolęd.Chińczycy lubią karaoke, więc uczą się śpiewać w oryginalnym języku. Nie zdziwi nas więc kolęda „ Bóg się rodzi” śpiewana przez chińskie dzieci. Pekin żyje świętami, sprzedawcy, kelnerzy noszą od początku grudnia czapki Mikołaja.

Można nawet zamówić specjalne, wigilijne kolacje. Może nie ma na nich tradycyjnych potraw, ale próbują, kapusta kiszona? Nie ma problemu. Największym dylematem są dla nich prezenty. Mają tak szeroką i bogatą ofertę, że nie wiadomo, co wybrać z masy.

Ja jednak wybieram tradycyjne święta, takie jakie zapamiętałam z dzieciństwa. Może już nie ma Mikołaja, może więcej pomaga się mamie w wigilijnej kolacji, ale przeżycia są podobne. I ta sama magia. Magia jedynego takiego dnia, kiedy jesteśmy razem, blisko.

PS na białe święta nie mamy nadziei, bo aura bardziej przypomina Wielkanoc, to proponuję przepis na śnieg własnej roboty – można nabyć pieluchy, wydobyć ich wnętrze i podlać wodą, taki śnieg utrzymuje się nawet 2 lata.

MIEDŹ CZY MIEĆ – BŁYSZCZY SIĘ

 

Od kilku sezonów lubimy błysk, nawet jeśli nie to i tak pojawia się w tendencjach. Nie tylko zimą nosiłyśmy cekiny we wszystkich odmianach. Moda kocha błysk, ale design też go polubił. Płatki złota stosuje się w kuchni. Nie do pomyślenia, ale do jedzenia. Dawniej złoto stosowano w malarstwie. Jest do tej pory synonimem luksusu. Chociaż niekiedy złoto kojarzy się z kiczem, jak choćby złote łańcuchy na piersiach wielu macho. Złote klamerki z logo D&G nie jest wyznacznikiem dobrego smaku. Okres świąteczny kojarzy mi się z błyskiem złota, migotaniem, błyszczącą lametą, czyli  tzw.„włosami anioła”, migoczącymi światełkami, pobłyskującymi bombkami. Stara tradycja coraz częściej jest modyfikowana. Dostosowana do naszych potrzeb i stylu życia. Ale miało być o błysku.

Złoto jest nieodłącznym towarzyszem mody. Uwielbiały je wszystkie epoki. Dodawało splendoru. Złoto było zarezerwowane dla władców. Mówiło o zajmowanej pozycji. Było cenną walutą. Stanowiło zabezpieczenie, spokojnie leżakowały w sejfach bankowych sztabki złota.  W czym tkwi magia złota, że złote szaleństwo opanowało wielu ludzi. Skąd wzięła się tzw. gorączka złota i słynne Eldorado? Król Midas pokochał tak złoto, że wszystko czego dotknął zamieniało się w złoto. Dopadła go proza życia – złota nie dało się zjeść. Złoto było używane jako symbol czystości, wartości, królewskości. Złoto jako symbol bogactwa i prestiżu zostało wyśmiane przez Thomasa More’a w traktacie Utopia. Na wymyślonej wyspie złoto było tak powszechne, że było używane do robienia łańcuchów dla niewolników, zastawy stołowej i desek klozetowych, kiedy przybyli ambasadorzy z innych krajów, ubrani w złoto, Utopianie wzięli ich za zwykłe sługi, składając hołdy najskromniej ubranym spośród ich grupy. Paradoks? Dla niektórych osób złoto straciło swój błysk i wartość. W latach 30 XXw. pojawiła się platyna, lżejsza stanowiła białą alternatywę dla złota. Lata 80 polubiły tradycyjne, żółte złoto. Nie tylko w modzie. Modni muzycy nosili ciężką, złotą biżuterię w postaci łańcuchów, sygnetów. Ale ten okres lubił błysk nawet w postaci kul dyskotekowych.

 Duet Dolce & Gabbana mając kłopoty z urzędem podatkowym zaprojektował kolekcję inspirowaną Bizancjum. Kapie od złota i połyskuje klejnotami. Na bogato. Panowie zawsze uwielbiali złoto. Często nieudolnie kopiowane w tandetnych próbkach. Roberto Cavalli też lubi złoto i błysk. Nieżyjący już Gianni Versace pokochał blask złoto, złota Meduza w logo, złote elementy nawet w naczyniach dla Rosenthala. Miucci Prada zachwyca się błyskiem i złotem co jakiś czas. Ale złoto coraz częściej ustępuje miejsca innym metalom. Srebro wydaje się szlachetniejsze i mniej wyzywające. W tym sezonie prym wiedzie odcień miedzi. Nie tylko metaliczny połysk, ale też kolory nawiązujące do miedzi. A czy wiecie, że miedź znajduje się w ostrygach, sezamie, kakao, czekoladzie, suszonych pomidorach i pestkach dyni? Ale w już od kilku sezonów złoto i srebro zastępuje miedź. W modzie i designie. Miedź stała się nowym złotem. Miedziany połysk pokochał Tom Dixon. To nowy król miedziany, uczynił z tego koloru swój znak rozpoznawczy. Zaprojektował serię lamp i innych akcesoriów w kolorze miedzi. Marcel Wanders polubił złoto. W nieoczywisty sposób, bo złoto nie musi epatować swoim błyskiem na zewnątrz – złoto we wnętrzu lampy.

W miłości do połysku i złota prym wiodą firmy kosmetyczne. Drobinki złota pojawiają się w wielu kosmetykach, olejki, balsamy. Prym wiodą preparaty nabłyszczające, mieniące się. Do tego bogactwo metalicznych cieni i lakierów do paznokci. Połyskliwy zawrót głowy. Miedż warto mieć, w każdej postaci.

PACHNIE, NIE TYLKO PERFUMAMI

 

Zapachowa mapa miasta? Dziwne, ale możliwe. Każda miejsce, dzielnica ma swoją specyficzną woń, niektóre pachną pieniędzmi, inne kuchnią orientalną, kebabami, przyprawami, biedą. Zapachy są niepowtarzalne, podobnie jak odciski palców. Każdy ma swój zapach – przeczytajcie „Pachnidło” Süskinda lub obejrzyjcie film (reż.Tom Tykwer), bohater postrzega świat poprzez zmysł węchu, poszukuje idealnego zapachu. Ludzie bowiem mogą zamykać oczy na wielkość, na grozę, na piękno, i mogą zamykać uszy na melodie albo bałamutne słowa. Ale nie mogą uciec przed zapachem. Zapach bowiem jest bratem oddechu. Zapach wnika do ludzkiego wnętrza wraz z oddechem i ludzie nie mogą się przed nim obronić, (..). Nasze wspomnienia też mają swoją indywidualną nutę zapachową. Mleko zapamiętane z dzieciństwa, zapach świąt Bożego Narodzenia – choinka wymieszana z wanilią i pomarańczami, zapach koszonej trawy latem. Z zapachów mogłabym zbudować swój pamiętnik. Kakao na śniadanie, pasta do podłogi przed świętami, czerwcowe truskawki, obozowe ognisko… Mama używająca perfum „Być może”. Zapach papieru tego nowo przeglądanego i zupełnie innego, ze starych książek. Zapach świeżego chleba kupowanego w piekarni. Zapach to potężna siła. Feromony… działają nawet na twardzieli. Zapach towarzyszy nam od zawsze. Może być wstrętny, albo pociągający, intrygujący, zatykający. Sami nauczyliśmy się sterować  zapachem. Bo podobnie jak pierwszy dostrzeżony obraz, tak i zapach decyduje o naszych uczuciach. Przez wieki ludzie wykorzystywali potęgę zapachu, wierzyli w jego ochronną moc. Upiększał, leczył, kamuflował. W Centrum Nauki Kopernik (Warszawa) można obejrzeć, albo raczej powąchać wystawę „Zapach – niewidzialny kod” opowiadającą o historii zapachu, pokazującą jeden z przykładów nowatorskiego podejścia do sztuki kreowania zapachów. To właśnie na tej wystawie można odwiedzić część “Zapachy miast” zaprojektowaną przez Sissel Tolaas – biochemiczkę, artystkę, „ekspertkę zapachową”.Jej

prace są ekscentryczne, stymulujące dla nosa i wyobraźni. W starożytnym Egipcie dbano o zapach, używano specjalnych pomad do włosów, a raczej peruk, bo Egipcjanie depilowali całe ciało. Kleopatra uwielbiała korzenne i ambrowe zapachy, używała ich na ciało i ubranie, skrapiała nimi przedmioty. Pomady produkowali kapłani. Kiedy na początku 20w. odkryto grobowiec Tutenchamona, pośród przedmiotów złożonych tam, odnaleziono pachnącą pomadę. Po jej  otwarciu okazało się, że zachowała swój zapach. Chińczycy stosowali perfumowany proszek, który umieszczano w specjalnych saszetkach i wkładano do pościeli,  zapalano kadzidła i brano aromatyczne kąpiele. Zapach jaśminu miał niwelować skutki nadużycia alkoholu. Perfumowane w Chinach były także drukowane na jedwabiu pieniądze. Jako pierwsi odkryli moc aromaterapii i docenili zapachy kwiatowe, szczególnie wiśni, jaśminu i paczuli. Rzymianie perfumowali wszystko, co było pod ręką. Fontanny z aromatyczną wodą, komnaty, w sypialniach materace wypchane płatkami róż to luksus w rzymskiej wersji. Nawet zwykły obywatel smarował pachnącymi olejkami nie tylko siebie, ale także swoje konie i psy średnio trzy razy dziennie. Cesarz Neron kazał pokrywać grubą warstwą płatków różanych posadzki w swoim złotym pałacu. Historia perfum nie byłaby możliwa bez Arabów, którzy odkryli metodę destylacji alkoholowej i udoskonalili proces filtracji. Średniowiecze nie lubiło perfum. Uznano je za dzieło szatana. A później ludzie docenili zalety zapachowych mikstur, były szczególnie mocne I zabijały inne zapachy. Rzadko się myli. Nawet w ulubionych perukach umieszczano naczynka wydzielające aromaty. A później już kreatorzy przejęli władzę nad królestwem zapachu. O mocy zapachu przekonała się Coco Chanel.

Misia Godebski powiedziała jej “ perfumy to interes na całe życie, na wszelkie kryzysy”. I miała rację. Stworzyła słynne Chanel No 5, jej zyski w dużej mierze były wspomagane sprzedażą perfum. Bo jeśli nie stać cię na ubrania kreatorów, to możesz chociaż kupić perfumy.“Ubierała się w nie Marilyn Monroe. Perfumy nie istnieją bez flakonów, to małe dzieła sztuki dekoracyjnej. Klasyczna butelka Chanel No 5 była przetwarzana przez artystów. Zagroziła jej Jeanne Lanvin wypuszczając słynne „Arpège”. A potem jej rywalka Elsa Schiaparelli wypuściła perfumy zamknięte we flakonie o kształcie manekina krawieckiego w kolorze shocking pink. Perfumy to niekwestionowany zysk w wynikach sprzedaży. Niektórzy bazują na klasycznych zapachach, inni co sezon wprowadzają nowe. Perfumy odzwierciedlają nastroje ludzi, trendy. Przypomnijmy tylko Calvin Klein Number One – perfumy unisex. Obecnie dzięki nowym metodom pozyskiwania i przetwarzania zapachów możliwe jest stworzenie najdziwniejszych kompozycji, jak zapach asfaltu, spermy, krwi, pieniędzy czy ludzkich odchodów. Perfum używają wszyscy, chcąc lub nie chcąc. Dla niemowląt Burberry przygotowało zapach Baby Touch .Dla naszych zwierzaków mamy Oh! My Dog oraz Oh! My Cat. Z oryginalnych zapachów słynie Comme des Garçons, zadziwiające kolekcje Rei Kawakubo nie mogły pachnieć tradycyjnymi perfumami, więc opracowano Odeur 53, na który składały się 53 składniki, m.in. woń metalu, palonej gumy, prania suszącego się na wietrze, piaszczystych wydm czy lakieru do paznokci. Pokochali je fashioniści na całym świecie. Dalej była seria perfum imitujących kadzidła używane w kościołach różnych wyznań oraz ekscentryczne mieszanki zawierające niezwykłe składniki, jak zapach smoły, papierosów, smaru, płyt PCV. I zaskakujące – A New Perfume – o zapachu taśmy klejącej. Im dalej tym dziwniej  pojawiają się  perfumy o zaskakujących aromatach – Flame o zapachu hamburgera, Money Pefrum o zapachu pieniędzy, Gou Brands Private na bazie uryny małpek kapucynek. Moc aromatów jest tak wielka, że nawet projektuje się muzea, w których atakuje się wszystkie zmysły – wzroku, słuchu, węchu. W Muzeum Chopina pachnie fiołkami. Aromamarketing to może nie nowe odkrycie, ale na pewno nowoczesne narzędzie dzisiejszego marketingu. I nie są to przypadkowe zapachy rozpylane w butikach. Mają tak działać, żebyśmy kupowali. O zapachach można pisać długo. Ale wracam do robienia ciasteczek świątecznych przeznaczonych na prezenty. Od zapachu wanilii, imbiru kręci w nosie.

MODA W ROZMIARZE PLUS

 

Coś na pokrzepienie przed zbliżającymi się świętami. Niektóre z nas katują się drakońskimi dietami chcąc w święta połasuchować. Ale często ciało staje się naszą obsesją. Karl Lagerfeld (teraz twierdzi, iż nie pamięta, żeby nosił rozmiar większy niż obecnie, a projektując dla H&M był zdziwiony, że sprzedają ubrania w większym niż M rozmiarze). Marc Jacobs zmienili też swój wygląd. Obaj projektanci zmienili swój wygląd – czytaj drastycznie schudli – dla swoich miłości. Nie byli w tym odosobnieni.  Christian Dior też miał problemy z nadwagą, czuł się nieatrakcyjnym. Mimo, że jego młodemu kochankowi podobał się takim jakim był zdecydował się na intensywną kurację odchudzającą. Nie posłuchał nawet swojej astrolożki, która odradzała tą podróż. Jak widać miała rację, bo wyjazd skończył się śmiercią Diora. Donna Karan dziesięć lat temu pozbyła się 10 kg. Nowy tryb życia. Obserwuję coraz dziwniejsze zjawisko. Moda jest coraz mniejsza, a ludzie są w coraz to większym rozmiarze. Tyjemy. Nawet Francuzki tyją. Mimo jedzenia sałaty i picia wody. Kiedyś nie do pomyślenia, żeby nosiły większy rozmiar niż 38 z bardzo wąskimi rękawami. Teraz przeszły na rozmiar 40. Zmiana pokoleniowa? A pamiętam, jak moja znajoma opowiadała, że chciała kupić coś dla siebie w modnej Galerii Lafayette. Poprosiła o rozmiar 40, sprzedawczyni popatrzyła na nią z wyraźnym obrzydzeniem podając jej ubranie. Dalej było tylko gorzej, bo koleżanka w 40 „nie wbiła się.” Poprosiła o większy rozmiar. Na co usłyszała, że większych rozmiarów nie mają. Poczuła się jak słonica. W domu mody Diora sprzedawczynie musiały mieć odpowiedni rozmiar, bo przecież miały na sobie Diora. Świat mody do tej pory nie uznawał innego rozmiaru jak XS, albo jak uważają Amerykanie -1 ( w USA obowiązuje inna rozmiarówka sygnowana pojedynczą cyfrą) . Ilość  ciała świadczy o zamożności. Im jego mniej tym lepszy stan konta. Zamożny=szczupły, w NY mówi się – im mniejszy rozmiar tym większy apartament. Kobiety zachodząc w ciążę nie chcą przytyć, więc się głodzą. Uparcie lansowana moda na bardzo szczupłą sylwetkę nie przystaje do rzeczywistości. Ludzie mają coraz więcej ciała. Z czułością wspominam butik w Nowym Jorku oferujący małe, duże rozmiary. Amerykanie uwielbiają iluzję, rozmiary na metkach nie odpowiadają rzeczywistym rozmiarom. Nawet mając rozmiar 40+ można nosić XS. W USA tyje się łatwo, tam jeść można 24 h na dobę. Fast foody i zmodyfikowana żywność są plagą naszych czasów. Ale nie chcę pisać o monstrach rozmiarowych. Raczej o kobietach, które mają trochę więcej ciała i je zaakceptowały. Miałam kiedyś przyjemność spotkać wielką damę polskiej sceny muzycznej – Danutę Rinn. Nie miała wymaganego drobnego ciała, wręcz przeciwnie. Ale kochała swoje krągłości, czyniąc z nich atut. Hania Gajos (dziennikarz mody) mówi o takich kobietach, nie puszyste, tylko kobiety o większej powierzchni doznań. Pięknie. Kolejna kobieta lubiąca swoje ciało nawet w większym rozmiarze to Dorota Wellman. Z pozornych niedoskonałości zrobiła atut. Stało się ono swego rodzaju marką. Sprzedaje nie tylko swoją „gębę”, ale całość. Coraz częściej osoby nie przypominające anorektycznych modelek osiągają karierę i są podziwiane. Bo mają to coś, talent, iskrę bożą. Być może ludzie kochają ich, bo są ludzcy. Ze swoimi wadami i zaletami. Adele. Jak na gwiazdę nie posiada wymarzonego rozmiaru. Ale ma głos, a reszta ciała pozwoliła jej na stworzenie stylizacji, którą uwielbiamy. Kolejna kobieta pokochana za talent i wygląd to Monica Bellucci. (czym starsza tym piękniejsza, jak włoskie wino) Jest uznawana za jedną z seksowniejszych kobiet. Jako nastolatka pracowała jako modelka i wielokrotnie słyszała, że powinna schudnąć. Zamiast tego zajęła się aktorstwem. Twierdzi, że nie zmieni swoich przyzwyczajeń, uwielbia włoską kuchnię i swoje krągłości, nie zamierza się katować dietami i treningami. Możemy ją podziwiać w filmach i reklamie Dolce&Gabbana. Beth Ditto (wokalistka grupy Gossip)  o tej artystce można dużo mówić i pisać, wyłamuje się wszelkim konwencjom. Lesbijka i feministka. Też nie nosi rozmiaru XS, lubi swoje ciało i nie zamierza chudnąć. Walczy z wychudzonym wyglądem wielu gwiazd, uważa, że to projektanci geje wymyślili androgeniczny wygląd modelek i narzucili światu wygląd w nieistniejącym rozmiarze.Nadmiar ciała nie stoi na przeszkodzie, żeby była uznana za ikonę mody, w lutym 2009 roku wzięła udział w odważnej sesji magazynu „LOVE”, a

 pół roku później we współpracy z marką odzieżową Evans zaprojektowała kolekcję ubrań. Kawał kobiety I głosu. Tessa von Ditta (gwiazda burleski) uwielbia świat modę, jej stylizacje są inspiracją, ale nie ma rozmiaru modelek. Kawalek seksownego ciała.

W modzie o wieku I rozmiarze nie rozmawiało się. Temat tabu. Wszyscy byli piękni, młodzi I szczupli. Bo nie można być modnym starym w rozmiarze XL. Firmy luksusowe nie miały oferty ubrań w większych rozmiarach. Klient zamożny to klient szczupły. U Yves Saint Laurenta jak stale klientki przybierały z wiekiem na wadze zmieniało się ich manekin na większy zachowując ten sam rozmiar na metce. Iluzja? Ale dobrze się sprzedawała. Ale jednak nie da się ukryć, że nabieramy ciała. 1/3 kobiet twierdzi, że nie może znaleźć ubrań w swoim rozmiarze. Torby I buty mogą kupować osoby grubsze, ale co z ubraniami?. Czy maja być prezentowane tylko na wybiegach I sesjach? Moda jest biznesem, więc nie może pozostać obojętna na ten problem. Coraz więcej marek (Chloe, Isabel Marant, Saint Laurent, Gucci, Stella McCartney) proponuje ubrania w rozmiarze większym niż 40. Nowy trend? Polubiłyśmy swój wiek (patrz wpis Piękno 50+), teraz czas na polubienie swojego ciała. Zmarszczki I krągłości mogą stanowić atut, jak umiejętnie je nosimy. W niektórych krajach zakazane są reklamy na anorektycznych modelkach. Jak nie przystajemy do sztucznego ideału to rozsądniej jest polubić siebie. Wydarzeniem ostatniego fashion week’a był pokaz Ricka Owensa. Amerykański projektant zaskoczył Paryż. Nie tylko formą pokazu, ale też osobami biorącymi w nim udział. W pokazie nie było modelek na wysokich obcasach. Na scenę kolejno wychodziło cztery grupy czarnoskórych tancerek, umięśnionych, tańczących. Modelki w rozmiarze plus, mistrzynie stepingu (rytmiczny sport na pograniczu tańca i wojkowego drylu).Moda może być wygodna i dla osób o większym rozmiarze? Max Mara już od dawna proponuje linię dla tęższych pod nazwą Marina Rinaldi. Może należy zweryfikować swoje ideały. Dostosować je do rzeczywistości. Bo czy warto ingerować w naturę produkując szczupłe klony o sztucznej twarzy? Photoshop to nowe narzędzie ingerujące w nasz wygląd