FACECI NIE DO WZIĘCIA

 

W tym tygodniu mamy dobra okazję do miłego świętowania, w tym tygodniu mamy dzień chłopaka. W ten sposób sobie też możemy sprawić przyjemność. Zaplanować spotkanie z koleżankami  – oglądanie, słuchanie ulubionych idoli. Miły sposób na spędzenie weekendowego wieczoru. Ja organizuję babskie spotkanie, każda  prezentuje własną listę dream men. Ode mnie oczekuje się topowych nazwisk ze świata mody. Ale ci mężczyźni są poza naszymi marzeniami… Powszechna opinia o projektantach, że są  innej orientacji seksualnej znajduje potwierdzenie. Żonatych jak na lekarstwo. Nie mniej postanowiłam się nie poddawać, przynajmniej pokażę interesujące osobowości. Będzie to moja prywatna lista projektantów, którzy kochają ubierać kobiety.

1 Haider Ackermann – utalentowany projektant, podbił serca intelektualistek i Tildy Swinton. Kocha wolność i niezależność, dlatego nie wiąże się z żadnym domem mody, chociaż plotkowano, ze zastąpi Galliano u Diora. Lagerfeld stwierdził, ze widzi go na swoim miejscu w Chanel. Rocznik 71, urodził się w Bogocie, adoptowany przez francuską rodzinę, poznał z nią kawałek świata. Zadebiutował w 2001 i odniósł sukces. Jego styl da się opisać kilkoma słowami: miejski romantyzm, nowoczesność, dynamizm, inspiruje się różnymi kulturami, uwielbia wysokie krawiectwo i modę ulicy, piękne tkaniny, naturalne skory. Mistrz drapowania, wyrafinowane i eleganckie kolekcje, ale jego ubrania noszone są nonszalancko, podwinięte rękawy, podciągnięte nogawki spodni. Nazywany nowym Yves Saint Laurentem. Kolekcje dla mężczyzn pokazuje jak ma cos nowego do pokazania. Sam tez uwielbia ubierać się z nonszalancją i nie dba o trendy.

2 Riccardo Tisci – kocha kobiety, jest dyrektorem artystycznym w domu mody Givenchy, który dzięki jego talentowi stał się jednym z ważniejszych domów mody. Krytycy nazywają go geniuszem mody. Pochodzi z południa Włoch, z miasteczka Taranto, rocznik 74. Chętnie wspomina dzieciństwo, mimo, ze dorastał w biednej rodzinie, a jego matka nie umiała czytać i pisać, ale nauczyła go kochać ludzi i być dobrym.  Projektuje dla gwiazd sceny muzycznej i Opery Paryskiej. W swoich kolekcjach miesza różne wpływy, new gothic, space-age, katolicyzm i minimalizm. Nie ucieka od postaci z kreskówek, czy nadruków głowy wilka, łączy świat fantazji, bajek z dobra konstrukcją, eleganckie ubrania z bluzami. Włoski przystojniak z delikatnym zarostem.

3 Tom Ford – jeden ze starszych w tym gronie, rocznik 61, ale też jeden z najprzystojniejszych, męski. Urodził się w Austin, czyli Teksańczyk. Początkowo próbował sił w filmach reklamowych. Ale sprawdził się jako reżyser kręcąc Samotnego mężczyznę”. W stałym związku ze swoim długoletnim partnerem. Zaczynał karierę projektanta w Nowym Jorku, szybko zauważony i zaangażowany do domu mody Gucci, dla którego pracował 10 lat. Szokował erotycznością, seksualnością, reklamy jego pomysłu  zachwycały i gorszyły, jak ta z modelką o wygolonym łonie w literę G. Ale kobiety kochały i jego stroje, i jego.  Po odejściu założył markę sygnowana własnym nazwiskiem, tworzył męskie kolekcje (garnitury nosi współczesny James Bond w Skyfall). Na szczęście dla pań wrócił do projektowania kobiecych ubrań. W garniturach, koszulach z rozpiętym kołnierzykiem, z błyskiem w oku  może się podobać męskiej i żeńskiej części.

4 Alber Elbaz – raczej nie należy do przystojniaczków, niewielkiego wzrostu, z krągłościami, okularami o grubych szkłach, nie znajdzie się na liście najprzystojniejszych. Ale talentu nie można mu odmówić. Kobiety w jego kreacjach wyglądają pięknie. Nowocześnie, elegancko, ale z doza nonszalancji. Lubi żartować, jego rysunki i wystroje witryn maja rzesze wielbicieli. Klasyczny dom mody Lanvin, którego jest dyrektorem artystycznym, zyskał nowy blask. Pokazuje się w nonszalancko noszonych garniturach, bez krawata, ale noszonych z butami sportowymi.

5 Alexander Wang – Azjata w Stanach, wygląda niezwykle młodo (ale to przecież rocznik 83), w założeniu biznesu pomogła mu siostra wstawiając ubrania do showroomu, w ciągu kilku dni zamówiło je kilkadziesiąt sklepów. Marka zaczęła się rozwijać, a rodzina pracuje teraz dla marki. O jego talencie możemy przekonać się oglądając kolekcje zaprojektowane dla Balenciagi. Jego ubrania maja prawie architektoniczna konstrukcje, nie szokuje, nie udziwnia, rzeczy nadają się do noszenia na co dzień, umiejętnie miesza elementy mody sportowej, ulicznej, klasycznej. Stylizacje jak u wielu projektantów, dżinsy i T-shirt. Przecież wychował się w amerykańskiej popkulturze.

6 Raf Simons – rocznik 68, po studiach w Antwerpii. Z wykształcenia projektant mebli, stąd jego zamiłowanie do konstrukcji, prostych form. Początkowo projektował tylko dla mężczyzn, w 2005 objął stanowisko dyrektora artystycznego marki Jil Sander, nawet Królowa Minimalizmu zgodziła się na ten wybór. Minimalizm, nowoczesność, czerpanie z przeszłości, eksperymenty z krojem, tkaniną. Teraz zastąpił Galliano u Diora i  zachwyca nowymi kolekcjami, czerpie z tradycji domu mody, ale twórczo rozwija i unowocześnia  New Look. Skromny, nawet nieśmiały. Tak tez się ubiera, prosto i wygodnie.

7 Nicolas Ghesquière – Francuz, rocznik 71, kilkanaście lat pracował dla domu mody Balenciaga. Ale ostatnio nie układało się, więc skorzystał z propozycji zastąpienia Marca Jacobsa w Louis Vuitton. Jeden z fascynujących wizjonerów mody. Od najmłodszych lat interesował się sf literaturą, filmami, wzornictwem, robił zdjęcia polaroidem. Wcześnie zaczęła się jego przygoda z modą (miał 14 lat). Kiedy zostaje dyrektorem kreatywnym Balenciagi chce tworzyć jak mistrz – najwyższej jakości kolekcje. Snobizm dla wybranych. Elitarne pokazy, „namaszcza” go Anna Wintour. Lubi niezobowiązujący styl, ale nosi też dopasowane garnitury, może nie w klasyczny sposób.

Z projektantów najbardziej szokował swoim wizerunkiem John Galliano, Marc Jacobs często nosi męskie spódnice, lub sukienki wzorowanej na koszulce polo lub bez ubrania.Chętnie wymieniłabym jeszcze Helmuta Langa mistrza minimalizmu i Martina Margielę, stworzył markę Maison Martin Margiela, laboratorium formy, eksperymentów, biały wystrój i wszyscy chodzą w fartuchach. Sam się nie pokazuje. Człowiek bez twarzy. Po 20 latach zostawił swój dom mody. Czy na pewno?

MŁODZI CZTERDZIESTOLETNI

 

Jesteśmy coraz młodsi. Paradoks? Nie,  to prawda, nie tylko za pomocą Photoshopa (nasi celebryci często nie są do rozpoznania na okładkach magazynów, czasopism, wybieleni, wyprasowani, ze sztucznym uśmiechem przypominają armię klonów). Staramy się zachować młodość stosując najnowsze preparaty, zabiegi upiększające, czy sięgając po bardziej inwazyjne metody chirurgii estetycznej, plastycznej, w efekcie wyglądamy na mniej lat niż nasze mamy, babcie. Niektóre gwiazdy potrafią pokazać swój wizerunek bez udziału najnowszej techniki.  Kult młodości, młodego wyglądu to powszechne zjawisko towarzyszące nam od lat 70., 80. A przecież określenie młodzież pojawiło się dopiero po II wś. Młodzi ludzie dłużej się uczyli, dłużej byli na utrzymaniu rodziców, później zakładali rodziny, żyli chwilą obecną. Mieli swoje zainteresowania, styl i stroje, bo nie chcieli ubierać się tak jak starsze pokolenie. Ubiór był formą manifestu, protestem przeciwko konsumpcyjnemu społeczeństwu, bogaceniu się. „Beat generation” pragnęło wolności, swobody i praw, dlatego zaadoptowali ubrania ubogich – dżinsy i luźne koszule, nie nosili garniturów i krawatów – dzieci kwiaty. Później świat opanowało szaleństwo młodego wyglądu,  dbano o swój wygląd, ciało. Jane Fonda propagowała aerobik w legginsach z błyszczącej lycry. I teraz tak wygląda. Moda na jogging właśnie wtedy się zaczęła. Stosowano coraz więcej kosmetyków, zabiegi wybielania zębów były niezbędne, żeby bez kompleksów prezentować olśniewający uśmiech, popularne stały się solaria w celu szybkiego  uzyskania efektu opalonej skóry. Bo opalenizna świadczyła o powodzeniu i dobrobycie. Mimo upływu dekad trwa kult młodości, firmy poszukują młodych, dynamicznych z dużym doświadczeniem. Świat oszalał na punkcie młodości, jak wcześniej na punkcie idealnej sylwetki. Czy zadbany = zrobiony? Nie jest to może zjawisko wpisane tylko we współczesne czasy. Przecież z tym kompleksem nie poradził sobie Dorian Gray (bohater powieści Oskara Wilde’a  „Portret Doriana Graya” ), który uważał, że sensem życia jest piękno i młodość, więc na jego portrecie odbijały się grzechy i upływ czasu. Już od starożytnych czasów dbano o atrakcyjność cielesną, Elżbieta I stosowała specjalną mączkę ryżową, żeby ukryć zmarszczki na twarzy, Kleopatra kąpała się w oślim mleku. A Faust zawarł pakt z diabłem. Niedawno pewna 40-letnia Rosjanka zawarła pakt z diabłem, żeby zdobyć dwudziestolatka. Oddała swoją duszę za młody wygląd, ruble i jaguara. Ponieważ diabeł nie wywiązał się z umowy posłużyła się nowoczesnymi metodami, wynajęła gangstera. Sama znalazła się na sali sądowej. Wypracowany, zadbany wizerunek ma nas uczynić szczęśliwszymi, lepszymi. Czy tak naprawdę jest? Czy w dążąc do pozyskania dobrej pracy, udanego związku młody wizerunek, idealna sylwetka zapewni nam 100% sukces? Powszechne stało się zjawisko, iż rzeczywisty wiek  nie zgadza się z tym wiekiem na jaki wyglądamy, czy na jaki się czujemy. Wiek metrykalny pozostaje nierozpoznawalny, chyba, że podajemy PESEL. Patrząc na kogoś trudno oszacować jego wiek. Może tylko spoglądając na ręce – bo je najtrudniej je odmłodzić. Dlatego prawdziwe damy nosiły rękawiczki.  Dawniej zmarszczki, strój sygnalizowały wiek osoby. Kobietom w stanie małżeńskim nie wolno było nosić pewnych ubrań, kolorów, miały być statecznymi matronami bez względu na wiek. Maria Antonina miała zaledwie 13 lat poślubiając Ludwika XVI, a musiała zachowywać się jak własna matka. Kobiety po ślubie zakładały czepiec, czepek, czy wręcz obcinały włosy, rodzaj symbolicznego przejścia na drugą stronę (nadal obowiązuje to w judaizmie). Młode dziewczyny osiągając pełnoletność  debiutowały na balach, żeby poszukać odpowiedniego kandydata na męża. W Średniowieczu średnia wieku to ok. 35 lat, w 19w. 35-latkę uważano za starą, jak pisał Balzac „w pełni dojrzała, około 30-tki”. Po II wś tez obowiązywały surowe zasady. Kończąc naukę, wychodząc za mąż nie można było już nosić ubrań przeznaczonych dla młodych. Obowiązywał wiekowy dress code. Uważano, ze kobiety w tzw. pewnym wieku, na pewno po 30, powinny się ubierać bardziej tradycyjnie, wybierać stonowane kolory, przykrywać kolana. Kobiety po przekroczeniu 50-tki traciły społeczny status, dzieci opuszczały dom, jej zawodowa kariera już się nie rozwijała, mąż często miał młodszą kochankę, życie dla nich się kończyło. A teraz? Matka i córka wyglądają podobnie (francuska firma Comptoir des Cotonniers uczyniła z tego swój atut –  w kampaniach matki pozują z córkami podobnie ubrane) . A często to córka ubiera się bardziej zachowawczo niż jej rodzicielka. Psycholodzy sygnalizują nowe zjawisko – pokolenie kobiet przekraczających 40-tkę nie zwraca uwagi na mijający czas. Kobiety chcą wyglądać młodo stosują zabiegi i ubierają się jak młodzi. Często są  singielkami, umiejętnie budują swoją karierę i wizerunek. Nie chcą powielać schematu życia swoich matek, nie będą kurą domową. Na razie nie chcą mieć rodziny, dzieci. Przypominają sobie o tym za późno, bo medycyny nie da się oszukać. Taki Piotruś Pan w wersji kobiecej. Tak też są nazywane – Princesses Pan. Wieczne dzieci, a raczej podlotki, lubią się bawić, używać życia, spotykać z koleżankami. Interesują się trendami, są w centrum wydarzeń. Skupione głównie na sobie, nie angażują się w stale związki. Mają dobrą pracę, świetnie zarabiają, robią kariery. I dbają o siebie. Mając wszystko mogą spełniać swoje zachcianki. O starości nie myślą, bo ich nie dotyczy. Przecież młodość można zatrzymać. Niekoniecznie oddając duszę diabłu. Raczej korzystając z osiągnięć nowoczesnej medycyny, nauki. Suplementy, chirurgia estetyczna, plastyczna pozwalają na uzyskanie idealnego wyglądu. Mają pieniądze i mogą za to płacić. Nie patrząc w przyszłość, nie licząc się z konsekwencjami. Żyją tu i teraz. Dojrzałość oby nie nadeszła, bo dojrzałość to starość, nie nadążanie, skostniałe myślenie – pokolenie dinozaurów. Mieliśmy różne epoki teraz obowiązuje epoka narcystyczna, skoncentrowanie na sobie. Czy rzeczywiście młody wygląd da nam szczęście? Może warto wyluzować i pogodzić się z upływającym czasem. Starzeć można się pięknie, jak Małgorzata Braunek, Ewa Błaszczyk, Danuta Stenka, Beata Tyszkiewicz, Monika Bellucci, Meryl Streep, Sophia Loren, Catherine Deneuve, z młodszego pokolenia Cameron Diaz, Salma Hayek, Penelopa Cruz, Naomi Campbell, Kate Moss. Lista byłaby jeszcze dłuższa, ale mało miejsca. Każdy może uzupełnić ją o swoje ikony. Bo czy warto tak obsesyjnie myśleć o wyglądzie i nie móc się śmiać serdecznie?

WIOSENNE NOWALIJKI

 

Nie da się ukryć, że wiosna tuż tuz. Zimy prawie nie mieliśmy, wiosna już za naszymi oknami,  szczególnie w naszej głowie, więc czas, żeby zająć się porządkowaniem garderoby, pochować ciepłe okrycia, a szaliki, czapki, rękawiczki odesłać do lamusa. O ile zrobienie czystki w garderobie metodą eliminacji jest sprawą łatwą, o ile nie przywiązujemy się do ubrań, to skomponowanie nowej garderoby może nastręczać wiele problemów. Po pierwsze – czy wszystko wyrzucać? Może jednak coś ocalić z zakupów z poprzednich sezonów? Mając na uwadze kilka nowych wytycznych dotyczących etyki mody, które teorie są niezwykle popularne wśród fashionistek, trendsetterek radzę zastanowić się co wyrzucamy. A może lepiej byłoby zorganizować swap party? Albo oddać rzeczy potrzebującym. Lepiej się poczujemy. Może nasza garderoba będzie lżejsza o kilka kilogramów, ale za to jaka satysfakcja i przyjemność. Puste miejsce należy czymś uzupełnić.Kilka głównych wytycznych obowiązujących w nowym, wiosennym sezonie pomoże nam zorganizować swój nowy look.

- Po pierwsze i nie po ostatnie – biel+ czerń, nuda?  Ależ to klasyka mody. Nieśmiertelny zestaw od kliku sezonów, od kilkudziesięciu lat. Teraz pojawia się jak zwykle w wielu odmianach, klasycznej i sportowej, melanżowe sploty, żakardy, nadruki. Przygotowane outfity mogą być całkowicie białe vel czarne, od stóp po głowę, o zróżnicowanych fakturach. Zestaw biało-czarny może być przełamany akcentem koloru – buty, torba. I to dość intensywnego, najlepiej. Ale nie tylko biały i czarny będą rządzić modą w nowym sezonie. Po tych klasykach uwagę przyciągają odcienie pastelowe. Wśród nich prym wiedzie róż. Skąd to zamiłowanie do koloru lubianego przez pięciolatki? Róż w każdym odcieniu, od tego bladego, pastelowego, różu rozbielonego przez odcienie bardziej morelowe, landrynkowe aż do mocnego rózu, intensywnej fuksji, Magenty. Róż wyraźnie wysuwa się na prowadzenie. Ale inne odcienie pastelowe nie pozostają  niezauważone. Świecą swoim blaskiem gwiazd tego sezonu. Od gamy miętowej, poprzez odcienie letniego nieba, delikatne waniliowe tony, aż do lawendy. Pastelowe odcienie polubiły szerokie spódnice, kobiece sukienki, lekko prześwitujące koronki, jedwabie. Lub dla kontrastu męskie stylizacje w delikatnych kolorach.

Kolor, który zawsze emanuje swoją słoneczną mocną energią to ŻÓŁTY. Projektanci  lubią go wiosną. Nawet w tym bardzo świecącym odcieniu limonki. Ale w tym sezonie będzie modna słoneczna odmiana tego koloru. Wiem, ze w Polsce ten kolor nie ma łatwo, ilekroć pojawia się w tendencjach producenci odzieży stawiają mu zakaz wstępu. Podobno żółty się nie sprzedaje. Ale mogą pojawić się jego akcenty. Odmian żółtego jest tak wiele – od soczystej cytryny, aż po odcień żółtych taksówek nowojorskich, czy delikatnych odcieni pastelowych. Ekstremalna wersja to odcień limonkowy. Kolor żółty pojawia się nie tylko w sportowych stylizacjach, romantycznych sukienkach lub minimalistycznych formach, długich sukienkach. W przypadku żółtego ostrożnie z dodatkami i innymi kolorami. Nie każdy chce wyglądać jak Pszczółka Maja.

Lato lubi etniczne klimaty ( tęsknota  za wakacjami i podróżami?). W tym sezonie projektanci postawili na misterne wykończenia. Szczególną uwagę przyciąga kolekcja Valentino -  przepiękne, bogate hafty, luksusowe etno wykonane z najwyższą pieczołowitością ręcznego rękodzieła. Bo etno w tym sezonie nie ma w sobie nic z niedbałości, ludowości, przaśności. Teraz temu stylowi nadaje się luksusowy charakter, misterne hafty, ornamenty, plecionki. W wersjach tańszych motywy etniczne są drukowane. Modowa podróż dookoła świata. Hawajskie rośliny, indiańskie totemy, afrykańskie klimaty. Proste, pudełkowe żakiety, luźne bluzki, ołówkowe spódnice. Ważny jest kolor i detal.

- Sport nie dla ubogich – elementy sportowe polubiła moda. Nawet Lagerfeld w tym sezonie pokazał kolekcję haute couture Chanel w towarzystwie sportowych butów. Elementy z odzieży sportowej na stałe zagościły w kolekcjach na co dzień, miejskich ubraniach. Szorty, T-shirty, bluzy, spodnie dresowe, dzianinowe, ale oczywiście uszyte z wysokogatunkowych tkanin i dzianin. Dominuje kurtka/bluza typu bomber (w Polsce zwana wiatrówką)  z różnych tkanin, w rozbudowanej lub zminiaturyzowanej wersji. obszerna lub blisko ciała. To numer jeden wiosennych kolekcji, ramoneska walczy o palmę pierwszeństwa. W tym sezonie należy mówić o wzorach. Lato zawsze je lubi. Kropki groszki, kropy. Marc Jacobs przywrócił je modzie na nowo. Gorący motyw sezonu. Ale i inni projektanci je polubili, w różnej skali, konfiguracjach. Dominują biel, czerń i czerwień. Wzory kwiatowe, komiksowe, ornamenty, bardzo realistyczne  przedstawienia – wszystko to możliwe dzięki nowoczesnym technologiom druku. Motywy różnego typu, a najczęściej kwiatowe o różnym charakterze wykorzystuje się w kolekcjach nie tylko damskich. W męskiej wersji wzory kwiatowe nie są tak barwne. Projektanci mody lubią związki ze sztuką i w tym sezonie dali temu wyraz, Miucci Prada zaskoczyła ozdabiając ubrania  murialami, sukienki, spódnice zdominowały wielkie twarze. Inni projektanci zdecydowali się na odmienne, artystyczne kierunki.  Stroje stają się chodzącą wystawą sztuki.

Do tzw. must have’ów sezonu należy rozkloszowana spódnica, może być w wersji mini, do kolan i do połowy łydki. Powinna być lekko rozkloszowana lub bardziej pofałdowana, dla większego efektu wzbogacona wstawianymi godetami. Zestawiane z kurtkami sportowymi, bluzami, swetrami, topami. Efektowne w każdym stylu.

I krótko o dodatkach. Kolorowe torby – nie tylko w jednym kolorze, ale najczęściej w różnych połączeniach,  pudełka, kopertówki o geometrycznych kształtach. Buty – nie tylko szpilki, modne są buty w męskim stylu, ale też na koturnach, platformach, niższe i wyższe obcasy, słupki i szpilki, modele sportowe, espadryle, no i oczywiście klapki jak Birkenstocki (obuwie zdrowotne) w wersji skórzanej, luksusowej.Ciepła zima wymusiła wcześniejsze wiosenne porządki, czas przewietrzyć garderobę i uzupełnić ją o świeżynki.

MOJA MIŁOŚĆ LIZBONA

 

Moja miłość ma już nowy adres, to Lizbona

Moja miłość, wszystko czego pragnę to Lizbona

Niestety nie są to tylko moje słowa. Swoją miłość do Lizbony wyśpiewała Anna Maria Jopek w albumie Sobremesa (czyli. Coś na desert). Może nie jestem konsekwentna, bo deklarowałam miłość do Florencji. Ale to zupełnie inny klimat, świat, chociaż słońce świeci podobnie. Kiedy masz nostalgię w duszy, zapraszam do Lizbony, uwielbiam to miasto, jak zresztą całą Portugalię i Portugalczyków. Lista wielbicieli tego miejsca jest długa. Anna Maria Jopek, „zaraziła” tą miłością Marcina Kydryńskiego, który napisał książkę „Lizbona. Muzyka moich ulic”. Wim Wenders nakręcił film „Lisbon Story”, miasto polubiła Edyta Górniak, Marcin Tyszka nie tylko lubi tutaj pracować, realizować sesje modowe, ale też mieszkać. Lista byłaby długa, ale nie jest to moim celem. Ja mogłabym zostać Mrs President klubu wielbicieli Lizbony. Portugalię poznałam i polubiłam kilkanaście lat temu. Jeszcze nie należała do EU, wąziutki pas ziemi wzdłuż zachodniego wybrzeża Europy, kraj będący w przeszłości potęgą, posiadający kolonie zamorskie, to z Lizbony wypływał Krzysztof Kolumb, a Vasco da Gama był portugalskim żeglarzem, odkrywcą. Na samym krańcu mieści się tutaj najdalej wysunięty kraniec Europy południowo-zachodniej, Przylądek św. Wincentego. Byłam, widziałam. W wiekach średnich uważano, że w tym miejscu kończy się ziemia. Moja pierwsza wyprawa dotarła na północ. Wylądowałam w Porto i odwiedziłam kilka okolicznych miejscowości, zawodowo i turystycznie. Porto zachwyciło mnie ze względu na skalę. Miasto w miniaturze. Ale nad Duoro rysuje się przepiękna sylwetka mostu zaprojektowana przez G. Eiffla. Wystarczy nim przejść i znajdujemy się w innym świecie, gliną utwardzone uliczki, z rynsztokami prowadzą w górę do winnic, gdzie powstaje niesamowite w smaku porto. Porto, podobnie jak Lizbona to miasta skrojone na moją miarę, niewielkie, łatwo je zwiedzać pieszo (tak jak lubię najbardziej), budynki niewysokie, nie przytłaczają. Ludzie i krajobraz pomimo pozornej surowości okazują się mili i ciepli. W zgodzie ze swoją prostotą. Po Porto kolejnym punktem na mapie była Lizbona. Moja pierwsza wizyta miała miejsce w maju. Najcudowniejszy czas, kwintesencja portugalskich atrakcji. I fell in love, a może raczej eu me apaixonei. Zapachy, wieczorne procesje z noszoną na platformach Madonną o świecącej aureoli, świece i pieśni, przepiękne domy, pałace, kamienice, mimo zniszczenia świadectwo bogactwa, z przepięknie zachowanymi azulejos, czyli płytkami ceramicznymi zdobiącymi fasady, no i wszechobecne fado, muzyka nostalgii. Do tego lokalne potrawy, klimat z lat 70., czyścibuci na ulicach, portugalscy machos w wielu 70+. Ja to pokochałam. Kilka lat temu okazało się, że Lizbona to także moda 9mie tylko produkcja dla znanych marek). Moda Lisboa to kameralny Fashion Week, ale ma już swoją tradycję i historię. Swoje kolekcje pokazują portugalscy projektanci, wielu z nich ma już ustaloną renomę, sieć sprzedaży, butiki. Od kilku lat mamy tutaj akcent polski. Swoje kolekcje pokazują projektanci z Polski specjalnie zapraszani. Organizatorzy polskiej edycji Fashion Philosophy zaprosili Portugalczyków do Polski. Polską modę, atmosferę pokochał Tiago (organizator Moda Lisboa) i projektanci. Współpraca rozwija się owocnie. Gościmy się nawzajem. Zgodnie z polska i portugalską zasadą gościnności. O projektantach jeszcze napiszę. Ale chciałabym pokazać kilka ulubionych miejsc, które polubiła, do których chcę wracać. Zakończony w niedzielę Fashion Week był doskonałą okazją do kolejnej wizyty w Lizbonie i pokazania jej moim znajomym.Lista miejsc nie jest ustawiona wg klasyfikacji i pozycjonowania. To mój subiektywny wybór i raczej kieruję się wspomnieniami i wrażeniami.

1 – Avenida de Liberdade – jedna  z najpiękniejszych ulic, warto się nią przejść, to nie tylko historyczny pasaż, na parterze przepięknych kamienic mieszczą się butiki znanych projektantów, raczej nie portugalskich, ale tych podtrzymujących klasykę – Donna Karan, Armani, Ralph Lauren itd. Warto przejść się przepięknym pasażem wybrukowanym biało-czarną kostką w dekoracyjne wzory, z egzotyczną roślinnością i drzewami. Pomyśleć, ze kamienne kostki szlifowało przed nami tysiące osób. Damy w długich sukniach z wachlarzami…. Do tej pory można tutaj spotkać czyścibutów z całym wyposażeniem polujących na lepszą klientelę. W sobotę odbywają się tutaj ciągnące się kilometrami targi staroci. Króluje vintage – stara biżuteria, torebki, okulary, poza tym wiele innych drobiazgów. Można wynaleźć cacuszka.

2 – Idąc dalej w dół dochodzimy do jednego z kilku tutaj wybudowanych i odremontowanych budynków dworca. Niesamowite, że dworzec może tak wyglądać. Zbaczając w lewo trafiamy na uliczkę, przy której mieszczą się najlepsze knajpki z seafood. Nie trafić tam to grzech. Czas przyjemnie spędzony i do tego jakie smaki. Idąc dalej mijamy bramę wchodząc na Baixe. Główna ulica z popularnymi markami, których oferta jest inna niż u nas, małe uliczki z klimatycznymi miejscami i wreszcie niesamowita winda. Może nie do nieba.

3 – Wracając na główny trakt nie sposób ominąć Muzeum Designu i Mody. To miejsce może nie ma wiekowej tradycji, ale ma już wielu fanów i sympatyków. Wystawa projektów zaskoczyła mnie aranżacją – w lustrzanych kubikach świat nabierał  nowego wyrazu. Poznawanie historii mody poprzez jej związek z dizajnem to też dobra szkoła.Kilkanaście kroków dalej spotykamy nową knajpkę – Amazing. Pomysłowo zaaranżowany wystrój, opierający się na starych elementach zaaranżowanych na nowo. puszki po oliwie, sardynkach zdobią ściany, a jedzenie przepyszne.

4 – Po wrażeniach artystyczno-modowych czas na przejażdżkę tramwajem. To numer jeden lizbońskich doświadczeń. Przejazd  starym, żółtym tramwajem pnący się pod górę wzdłuż maleńkich uliczek to przygoda życia. Miasto na wyciągnięcie ręki. Knajpki z widokiem na Tag, smaczne jedzenie w knajpkach, które nie są wizją dizajnerskich projektów, raczej kameralną wersją domowych projektów. Warto się poddać tym klimatom, bo jedzenie mimo otoczenia jest przepyszne.

cdn

KARNAWAŁOWE SZALEŃSTWO

 

Za nami ostatni weekend karnawału, w tym roku zresztą wyjątkowo długiego, bo przecież w kalendarzu już marzec. Ale przed nami jeszcze szaleństwo ostatków, czyli tzw. zapustów.  Skąd tradycja karnawału? Nazwa pochodzi od włoskiego zwrotu carne vale, czyli pożegnania z mięsem. Karnawał wywodzi się z kultów płodności i agrarnych. Już od dawnych wieków utrzymywało się przekonanie, że im wyższe będą skoki, tym wyżej będzie rodziło zboże, dlatego Karnawał jest ściśle związany z tańcami. Po wtorkowych szaleństwach przed nami pokuta w Środę Popielcową i okres Wielkiego Postu przez kolejne 60 dni. W tym czasie powinniśmy wystrzegać się wszelkich uciech i przyjemności (ale jak pozbawiać się przyjemności zakupów na wiosnę?) przypomina mi się scena z aromatycznego filmu Czekolada. Juliette Binoche w okresie postu kusiła mieszkańców miasteczka niesamowitymi słodkościami, mimo zakazów burmistrza wiele osób uległo czekoladowej magii, nawet pies. Grzeszyć jest łatwo, a często bardzo przyjemnie. Z karnawałowym szaleństwem nierozerwalnie związany jest taniec.Taniec uważany za grzeszny lub za sztukę. No cóż, mając w pamięci karnawał w Rio, w Brazylii to trudno odmówić prawdy temu stwierdzeniu, półnagie tancerki posągowo zbudowane, korowody tancerzy, pióra, muzyka działająca na zmysły, a wszystko z podtekstem seksualnym. Jednym z bardziej klimatycznych jest karnawał w Wenecji. Może zawdzięcza to tajemniczej atmosferze, wąskim uliczkom, maskom zakrywającym twarze? Dzięki maskom można ukryć swoją tożsamość, ale też stać się kimś innym. Maria Antonina udając się na zakazane zabawy do Paryża zakładała aksamitną maseczkę i dzięki niej udawała, że nie jest królową najpotężniejszego mocarstwa. Wenecki karnawał oferuje jeszcze jedno niezwykłe wydarzenie – Lot Anioła, czyli zjazd po linie z dzwonnicy wykonany przez znane osobistości. Z karnawałem nierozerwalnie związany jest taniec. Różnie postrzegany. Podziwiany i przeklęty, piękny i wulgarny, uduchowiony i erotyczny. Grzeszny i dzieło sztuki. Taniec towarzyszy człowiekowi od początków cywilizacji. Co ciekawe początkowo tańczyły same kobiety, mężczyźni przyglądali się i zaczęli się ekscytować. Ale to pogańskie kobiety tańczyły ku czci Słońca, na cześć życia, w Indiach do dzisiaj każdemu z bogów poświęcony jest inny taniec. najbardziej ekstatyczne były tance ku czci boga Dionizosa. Podobno nawet budzący różne opinie taniec na rurze wywodzi się z rytualnych tańców wykonywanych przez kobiety wokół totemów, slupów. Taniec brzucha ma też długą historię, wykonywany był Mezopotamii  4 tys. lat p.n.e. ! Co prawda wcześniej tańczono go w haremach, ale potem Hollywood zmieniło jego charakter i strój, wywołujące większe emocje, stał się atrakcją turystyczną krajów Wschodu. Kolejny taniec też budził skrajne emocje. Kankan. Paryżanie, szczególnie męska część, polubili ten rodzaj rozrywki. Było to nie tylko szokujące, ale też erotyczne przeżycie. Czy tancerki rzeczywiście nie nosiły majtek? Nawet jeśli nie jest to prawdą, to i tak widok halek, koronkowej bielizny, zgrabnych nóg w czarnych pończochach pobudzał wyobraźnię. Także artystów. Hrabia Toulouse Lautrec stworzył przepiękne rysunki tancerek. Ale też plakaty promujące Moulin Rouge. Po nim już tylko komercja. Kankan gorszył. Ale także piękny walc. Dziwne? Był to pierwszy, europejski taniec, w którym mężczyzna obejmował ramionami kobietę, dziennikarz The Times pisał w 1816r., że to lubieżne przeplatanie się kończyn i bliski uścisk ciał w tańcu. Scena z Przeminęło z wiatrem, kiedy młoda wdowa, Scarlett O‘Hara grana przez Vivien Leigh przebiera nóżkami na zabawie tanecznej nie mogąc zatańczyć, wreszcie znany ze swojej złej reputacji Clarke Gable ratuje ją z męczarni i porywa do tańca. A nasza Trędowata, kochana Stefcia? Przezywała upokorzenie tańcząc z ordynatem Michorowskim, arystokracja wtedy nazwala ją trędowatą i potępiła ten mezalians. I wreszcie tango, kolejny taniec budzi skrajne emocje. Podobno tango to smutek, który się tańczy. Tango pochodzi z Ameryki Łacińskiej, narodziło się w Argentynie i Urugwaju w 19w., chociaż już kilka krajów przyznaje się do jego narodzin. Ale to w biednej dzielnicy portowej, La Boca, gdzie spotykali się emigranci, marynarze, robotnicy narodziło się tango. Pierwsze. La Marocha – Czarnuszka, poświęcone było tancerce i śpiewaczce Loli Candales. Było wykonane w Paryżu w 1907r. szokowało. Podobnie jak kolejne słynne tanga, np. c która stała się nieoficjalnym hymnem Urugwaju. W dramacie Sławomira Mrożka Tango właśnie do “La Cumparsita” Edek i Eugeniusz tańczą tytułowe tango.Tango porównuje się do prowadzonej gry miłosnej, tylko w bardzo wysublimowanej formie, rozmowa dwojga, tańczyć tango to tańczyć Zycie. W Argentynie tango nadal tańczy się na ulicach, a 11 grudnia obchodzony jest Dzień Tanga. Ja lubię scenę tanga z Pół żartem, pół serio, z różą w zębach. Sami tancerze tez lubili wywoływać skandale. Isadora Duncan zmieniła pojęcie tańca, stworzyła nową koncepcję tańca wyzwolonego, taniec wypływał z odczuwania muzyki, ciało wyrażało ekspresję płynącą z muzyki. A ona tańczyła boso w białej tunice, bez scenografii, na pustej scenie. Josephine Baker nie była tak uduchowiona. Już jej uroda budziła sensację, czekoladowa karnacja, świetne ciało, dlatego nazywana Czarną Perlą, Czarnym Aksamitem. Szokowała pełnym erotyki tańcem, który doskonale wpasował się w klimat wyzwolonych lat 20. w Paryżu. Ale nie tylko jej taniec budził emocje, jej skandalizujące życie, przyznawała się do biseksualizmu, jak Colette, kostiumy, słynna spódniczka z bananów, ekscentryczny tryb życia, posiadała nie tylko ponad 1500 wielbicieli pragnących ją poślubić, ale tez menażerię dzikich zwierząt, po mieście chodziła z gepardem. Paryż w tym okresie był areną wielu skandali. Szokiem dla wielu były występy Baletów Rosyjskich. Wcześniej stanowiły rozrywkę dworu carskiego. Potem przeszły transformację. W tańcu połączono wszystkie awangardowe nurty sztuki, sam balet, z którym współpracowali znani artyści, projektanci wyznaczał trendy, inspirował. Głównym hasłem założyciela, Siergieja Diagielewa było szokowanie, prowokacja. Doskonale spełniał to Wacław Niżyński, tancerz, choreograf. Jego występom towarzyszyła atmosfera skandalu. Nie tylko ze względu na bardzo ekspresyjny i erotyczny wyraz, zakładał sam trykot bez wymaganych spodnich spodenek. I do tego był kochankiem Diagielewa. I na koniec, taniec może zagrażać zdrowiu, a szczególnie dancehall. Dancinghall Party odbywa się na ulicach. to jedna z form seksualnej wulgarności, sam taniec, stroje, utwory muzyczne, szokują wulgarnością.Tańczy się wszędzie, na samochodach, głośnikach, przyczepach, kobiety skaczą na mężczyzn, a mężczyźni miotają kobietami, lekarze uważają, że ten taniec może przyczynić się do urazów genitaliów. Taniec jest niewątpliwe przyjemnością, także tą erotyczną. W szczególności jeśli przeżywa się go osobiście, wszystkimi zmysłami, neuronami, komórkami. Zatracenie się w tańcu w ten jeden wieczór, wyjątkowy i niepowtarzalny to miła perspektywa. Więc wszystkim tego życzę.