ZNANE, NIEZNANE, CZY ZAPOMNIANE

 

To, ze obecnie światem mody rządzą mężczyźni, nie oznacza, że tak było zawsze. Prym wiedli i wiodą projektanci płci męskiej projektujący dla kobiet. Począwszy od Charlesa F. Wortha,  Paula Poiret’a, Christiana Diora, Yves’a Saint Laurenta, Cristobala Balenciagę, Huberta de Givenchy i współcześnie Riccarda Tisci, Alexandra Wanga, Rafa Simonsa  i kilku innych mężczyźni swoimi kreacjami uwodzą kobiety. Ale kilka kobiet pokazuje, że w modzie liczy się nie tylko męski punkt widzenia,  Pheoba Philo dla Celine, Frida Giannini dla Gucci, Miucci Prada, Stella McCartney, klan sióstr Fendi, Amerykanki Donna Karan, Diane von Furstenberg. Początek 20w. należał do kobiet. Nie tylko zyskały wolność, prawa, ale zaczęły pracować w zawodach zastrzeżonych dla mężczyzn. Kobiety kreatorki, krawcowe pokazały, iż umiejętnie posługując się tkaniną, krojem, wykończeniami  potrafią stworzyć stroje dostosowane do potrzeb współczesnych im kobiet. Z powodzeniem zarządzały swoimi domami mody wprowadzając wiele innowacyjnych rozwiązań. Do tego Panteonu można zaliczyć Coco Chanel, jej przeciwniczkę Elsę Schiaparelli, Jeanne Lanvin, Vionnet, Jeanne Paquin i wiele innych. Chanel zostawiła po sobie imperium, które do tej pory żonglując jej wynalazkami przynosi milionowe zyski. Podobnie Lanvin, dzięki zatrudnieniu Elbaza dom mody odzyskał swoją świetność. Marki Schiaparelli i Vionnet odeszły w zapomnienie, po retrospektywnych wystawach podejmowane są próby ich reaktywacji. Ale nie o tych projektantkach chcę wspomnieć. Kilka kobiet zrobiło wiele dla świata mody, ale odeszły w zapomnienie. Warto poświęcić im chwilę uwagi, przypomnieć ich osiągnięcia, bo jak mawiała Carven „(….) projektanci nie umierają tak długo, jak długo ich nazwiska pozostają markami”. Wspomniane damy przyczyniły się do zmian w modzie, a szczegóły ich poczynań poznajemy  w książce Bertranda Meyera Stabley’a  „Kobiety, które wstrząsnęły światem mody” (wyd. Rebis).

Trochę to odległa historia, należąca do 18w., ale w tych czasach suknie tworzyły kobiety.  Róża Bertin była pierwowzorem projektantów mody. Doskonała technika, precyzja, perfekcyjne opanowanie sztuki kroju i szycia pozwoliły jej osiągnąć sukces. Ubierała arystokratki, dwory europejskie, ale jej najważniejsza klientką pozostanie Maria Antonina. La Bertin, bo tak nazywano stworzoną przez nią markę zajmowała się sprzedażą wszelkich akcesoriów, ozdób do strojów. Dzisiaj można byłoby nazwać ją stylistką, nie tylko projektowała poszczególne elementy, ale posiadała umiejętność doskonałego ich połączenia, wystylizowania. Była tzw. modniarką (marszandką) , która w zachwycający sposób umiała przyozdobić suknie wykonane przez krawcowe. Ona nadawała sukniom wygląd i styl. Ale przede wszystkim uwielbiała kreować wygląd głowy. No cóż, w tych czasach fryzury i ich ozdoby były nie mniej ważne niż suknie. Głowę zdobiły nakrycia, a z samych włosów wykonywało się małe arcydzieła. Wygląd koafiur odzwierciedlał bieżące wydarzenia, także osobiste. To były niesamowite konstrukcje , czy inscenizacje. Nie była zwykłą krawcową, ale osobowością, prawdziwą gwiazdą, jeśli nie dopiła porannej czekolady kazała czekać na siebie klientkom, nawet księżnym, mniej zamożnymi klientkami zajmowały się asystentki. Snobka prowadząca wystawne życie.  Ona nadawała styl, kreowała modę francuską, a nawet europejską. W żurnalach mody prezentowane były jej kreacje. Miała własny butik przy St. Honore.  Jej pomysły zaskakiwały, wzbudzały emocje, popisowy numer to tzw. pufy, na każde okazje.  Z amorkami, fontannami, kwiatami. Nie opuściła swojej najwierniejszej klientki nawet, kiedy osiadła w Tuileries, a potem w Temple. Wraz z rewolucją francuską skończyła się era Róży.

Jeszcze przed innymi damami świata mody na firmamencie pojawiła się Jeanne Paquin. Była jedną z pierwszych nowoczesnych projektantek. W 1891 r. otworzyła dom mody, pierwszy zarządzany przez kobietę przy okazji wprowadzając liczne innowacje. Jej znakiem rozpoznawczym był kolor czerwony, często łączony z czernią. No i umiała się wylansować, Nasi mogą się od niej uczyć. Wysyłała modelki na VIP-owskie trybuny podczas wyścigów konnych, pokazywała się na charytatywnych balach, wypowiadała się w prasie na temat mody. Co tydzień wypuszczała nowe modele. Z dużą umiejętnością posługiwała się sztuką detalu. W owych czasach zaskakiwała poszukiwaniem prostoty i oryginalnych elementów. W rozwoju firmy pomógł jej małżonek, po jego śmierci nie załamała się, podjęła wyzwanie rozwoju firmy (w szczytowym okresie zatrudniała 2700 osób). Wśród jej klientek były koronowane głowy. Jako pierwsza łączyła pod swoim szyldem produkcję ubrań, futer, bielizny i dodatków. Ale jej interes nie kończył się na pracowni, sponsorowała kolekcję obrazów (obecnie w Petit Palaise), akcje dobroczynne, a swoje pracownice wysyła na urlop nad morze. Po Iwś wycofała się z biznesu.

Madame Grés (prawdziwe nazwisko Germaine Krebs) przez 50 lat tworzyła we własnym stylu bez względu na panujące mody. Ubierała elity i gwiazdy. Tworzyła stroje minimalistyczne, ale nie pozbawione wdzięku, seksapilu. Antyczne draperie zaadoptowała na własne potrzeby. Była jedną z najbardziej skrytych osobowości świata mody poszukującą doskonałości. Pasjonował ją taniec, a sama chciała zostać rzeźbiarką. Talent w rękach poświęciła drapowaniu tkanin i tworzeniu kreacji na ciałach kobiet. Zmieniała nazwy i nazwiska jak rękawiczki,  Alix, Alix Grés, Mademoiselle Grés, Madame Grés. Specjalnie dla niej wyprodukowano jedwabny dżersej, żeby mogła drapować suknie na wzór antycznych posągów. Uważała, że suknia to tkanina udrapowana na ciele poruszającej się kobiety. Inspirował ją antyk i egzotyka, stroje indyjskie, japońskie kimona, egipskie księżniczki. Tworzyła stroje pozbawione zbędnych szwów. Najchętniej pozbyłaby się ich zupełnie. Cięła i upinała materiał, aż uzyskała pożądaną formę. W latach 60 XXw. zmieniła swój styl. Ubierała nowe ikony współczesnych czasów. Lata 80  to koniec sukcesów Madame Grés, zwyciężyła ją bezlitosna ekonomia.

Trzy kobiety, trzy różne życiorysy. Trochę zapomniane, a bez nich świat mody byłby uboższy.

INWAZJA INSEKTÓW

 

Lato już roztacza swoje uroki. Cieplejsze dni, wieczory zachęcają do wyjścia z domu na sjestę, polówkę, piknik, party w ogrodzie. Każdy pomysł jest dobry, o ile można zorganizować go na powietrzu. Mniej ubrania, więcej stylizacji, letnia opalenizna nadaje młody wygląd, poprawia nam nastrój. Urok letnich dni zakłóca inwazja insektów. Mniej lub bardziej przyjemnych. O ile o jakiś przyjemnościach możemy mówić. Wśród owadów pracowite i pożyteczne są pszczoły, ule to wyjątkowo dobrze zorganizowane  spółdzielnie pracy. W efekcie ich pracy powstaje MIÓD,  o różnych smakach, niektóre są wyjątkowo poszukiwane.

My polubiliśmy Pszczółkę Maję i  jej przyjaciela Gucia („…wszyscy Maję znają i kochają…” śpiewała z Wodeckim cała Polska). Pracowitością dorównują im mrówki. Mnie kojarzą się z Chińczykami, ten \sam rodzaj energii.

Przygoda Telimeny z mrówkami została opisana w naszej epopei narodowej. Mrówki w cukrze były ulubionym przysmakiem Salvadora Dali. Podobno jednym z oryginalnych przysmaków są jaja mrówek. Danie wyjątkowe, ponieważ jaja trudno zdobyć, zdesperowany smakosz musi wsadzić rękę w mrowisko. Koneserzy twierdzą jednak, że smak jaj wart jest takiego poświęcenia.  Suszone mrówki są nieodzowne podczas seansów w kinie. W Kolumbii, zastępują popcorn (owady możemy już skosztować w warszawskiej Fabryce Owadów).                                                                 

Ale są jeszcze mrówki faraona, plaga egipska. Estetyczne wrażenia zapewniają motyle, które zazwyczaj efektownie wyglądają. Wśród atrakcji turystycznych na wyspie Rodos jest Dolina Motyli.

Ćmy ich nocne koleżanki raczej nie są tak uwielbiane.

Na top liście umieściłabym ważki. Delikatne skrzydełka, ruchliwe jak śmigła helikoptera, metaliczny połysk. Eteryczne. Ulubiony motyw sztuki Art Deco.  

Za nimi plasują się na mojej liście chrząszcze.

Skarabeusze to rodzina chrząszczy o metalicznym odcieniu, w starożytnym Egipcie były uważane za święte zwierzęta, były symbolem wędrówki słońca po niebie i symbolem odrodzenia. Egipcjanie wierzyli, że skarabeusze rodzą się z niczego, ponieważ ich młode pojawiały się jakby z nicości, wychodząc z kulki gnoju, w której się rozwijały. Z racji swego symbolicznego znaczenia pełnił rolę amuletu.

W Polsce występuje jelonek rogacz, który jest nie mniej imponujący niż jego krewny z Afryki. Ze względu na niezwykły kształt i rozmiary jelonek stanowił również inspirację artystów.

Jego daleka rodzina żuk gnojarek nie miał już takiego powodzenia. Chociaż jest wyjątkowego ubarwienia.  I na nim moja miłość do owadów się kończy. Komary, muszki, meszki, kleszcze… Któż nie miał z nimi do czynienia. Najczęściej był to bolesny kontakt. Insekty rozpanoszyły się nie tylko w powietrzu. Natura zaatakowała design. Robaki, owady panoszą się na ubraniach, tapetach, obsiadły lampy i filiżanki. Może jest to sposób na oswojenie nielubianych intruzów. Projektanci próbują uchwycić ulotne piękno owadów często żyjących tylko 1 dzień, zatrzymać trzepoczące skrzydełka, połysk światła. Sezon na owady czas zacząć. W modzie pojawiają się jako druk, czy motyw na T-shirtach, czyżby projektanci polubili insekty?  Jak zwykle prekursorką tego  trendu jest Miucci Prada. Do współpracy zaprosiła kontrowersyjnego artystę Damiana Hirsta (chyba lubi owady, bo już wykorzystał motyle – czytaj wpis Chodząca Galeria), który ozdobił szklane kuferki chrząszczami, żukami, mrówkami wykonanymi z kamieni, metali szlachetnych.

Co ciekawsze torby nie pojawiły się w butikach, można je było kupić na specjalnej aukcji. Nie była  pierwsza, w latach 30. ubiegłego wieku Elsa Schiaparelli motyw motyli wyhaftowała na sukniach wieczorowych noszonych pod płaszczami o podszewce z siatki o dużych oczkach – motyle złapane w siatkę, guziki w kształcie gąsienic, a także przezroczysty naszyjnik z osadzonymi w nim owadami.

Lisa Farmer wykorzystuje kształt żuków do stworzenia oryginalnych toreb w skali makro.

Owady to ulubiony motyw projektantów biżuterii, stylizowane lub naturalistyczne motyle i inne owady można znaleźć w wielu kolekcjach. np. Miu Miu

Zapomniałam o muchach, których nie lubię, a przecież polubiłyśmy okulary – muchy.

Ale owady chyba najbardziej zaatakowały biżuterię i to nie od dzisiaj. Wiek 19. z secesją, Art Deco polubił owady w sztukach dekoracyjnych. Już w ubiegłym sezonie Alber Elbaz projektujący dla Lanvin zaskoczył oryginalną biżuterią  i owadami.

Projektanci  marki Bottega Veneta wykorzystali motyw skarabeusza.

Iwona Tamborska realizuje biżuterię z wykorzystaniem owadów. Prawdziwych.

Nie dawno brytyjska artystka, Jessica Harrisonoim blogu umieściła filmik z wykonanym własnoręcznie makijażem, do stworzenia rzęs użyła nóg muchy. Efektowne?

Jeśli nie lubimy by owady łaziły po nas to możemy założyć  rajstopy w mrówki Les Queues de Sardines by M+O, sprzedawane w Phoebe Cate w NY.

Owady polubili projektanci wnętrz. Lampy z motylami.

moja ulubiona proj. Ingo Mauera z owadami wykonanymi przez znanego z nich Grahama Owena

Na tapetach, w formie siedziska, stołu,

ulotne motyle odmierzają czas.

Mrówki obsiadły ręcznie malowane filiżanki proj.Evelyn Brochlow.

Jeśli nie potrafimy się ochronić przed owadami, to nośmy je na nadrukowane na T-shirtach, umieszczajmy ich repliki we wnetzrach. Polubić owady? Czy je oswoić? W wersji proponowanej przez projektantów są atrakcyjne i nie dokuczają.

TRZY KOLORY LATA

 

Trzy kolory, nie tylko nam Polakom, kojarzą się z kinem. Mistrz Kieślowski i jego „Trzy kolory “Niebieski, Biały, Czerwony”.  Skojarzenia oczywiste – kolory nawiązują do kolorów flagi francuskiej symbolizującej ‘ Wolność, Równość, Braterstwo” (ironia historii – są to też kolory flagi rosyjskiej). Każdy kolor ma inną symbolikę, inaczej jest postrzegany w różnych kulturach. Ale i tak globalnie to połączenie kolorów dla świata mody oznacza styl marynarski, w różnych konfiguracjach, połączeniach. Raz styl nadmorskich kurortów (patrz Francuska Riwiera), innym razem rozbitek na bezludnej wyspie, samotny biały żagiel  lub w wersji  de luxe stylizacje z ekskluzywnych klubów jachtowych.  Styl marine to paski, bluzy, szerokie spodnie. Prekursorką tego stylu była Coco Chanel. Otwierając butiki w modnych miejscowościach nadmorskich proponowała ubiory na letni wypoczynek. Doskonałą inspiracją były stroje marynarzy. Z powodzeniem adoptowała je do kobiecej garderoby. Luźne swetry  w jasnym kolorze z granatowym paskiem, szerokie spodnie,  bluzy w z kołnierzem marynarskim, sama też nosiła bluzki w paski. Marynarskie paski i czapeczkę polubił Jean Paul Gaultier. Kilka marek robi świetny interes na strojach inspirowanych żeglarstwem lub dla żeglarzy, którzy zeszli na ląd.                             

W tym sezonie świat mody stawia na inne 3 kolory. Energetyczny żółty, alternatywnie pomarańczowy, intensywny róż, chłodna tonacja należy do odcieni niebiesko-szafirowych, w wersji popularnej bardziej turkusowych.

Kolor żółty nie koniecznie lubią Polki. Ale Włosi lansują „bananowy song”.

Jednak nie sposób się nie zgodzić, że Włoszki lepiej w nim wyglądają. Miucci Prada i Donatella Versace postawiły tego lata na słoneczny kolor.

       

Chociaż żółty ma wiele odcieni, w naszym języku trudno znaleźć odpowiednie określenia dla oddania koloru. Lepiej z tym poradzili sobie Francuzi, już w 18w. mieli kilkanaście określeń opisujących odcienie żółtego. Żółty może być bois, chamonis, doré, marron, nankin, orangé, revers de bottes, rouille, serin, souci, ventre de biche ( trudno to nawet przetłumaczyć –  drewniany, szampański, żółtawy, pomarańczowy, rdzawy, kanarkowy, słonecznikowy, nagietkowy, itd.). A dodając jeszcze do tej gamy kolory owoców, bananowy, ananasowy, kolor mirabelki to robi się bardzo długa lista. Ale niezależnie od odcieni  kolor żółty towarzyszy nam tego lata. Jak podkreślić słoneczny blask? Projektanci znaleźli na to sposób, ubrania w tym kolorze są wykonane z połyskliwych, lśniących tkanin lub są zdobione kryształkami odbijającymi światło. Jeśli nie polubiłyśmy żółtego to możemy przetestować odcienie pomarańczowe.

Są nie mniej energetyczne niż żółty, a bardziej twarzowe. Latem pomarańcz może zastąpić czerń.

                                               

Różowa pantera  to tytuł niezwykle popularnego w latach 60., 70. filmu Blake’a Edwards’a z Peterem Sellersem w roli głównej, charakterystyczną, animowaną czołówkę z muzyką Henry Manciniego rozpoznawali chyba wszyscy.

Kolor różowy nie kojarzy się pozytywnie. Postrzegany jako kolor zarezerwowany dla dziewczynek, nieodłącznie związany  z lalką Barbie (to przecież jej ulubiony kolor), przesłodzony, cukierkowaty, kolor nr 1 pięcioletnich elegantek. A przecież świat widziany przez różowe okulary jest lepszy, piękniejszy.

            

Moda jednak wybrała nie ten słodki odcień różu, ale bardziej intensywny, zadziorny, robiący wrażenie. A róż w wersji drapieżnych wzorów może budzić respekt. To już nie przysłowiowa Dzidzia, ale rzeczywiście gibka, różowa pantera.

Kolor, bez którego nie ma lata. Jest z nim nierozerwalnie związany.                    

Od lazuru nieba, przez kolor chabrów i niezapominajek, szafir aż po kolor wody, czy granat nocy. Odcieni niebieskiego jest co najmniej setka.  Doskonale wyglądają na całej sylwetce, ale także w połączeniu z innymi kolorami. Gładkie powierzchnie, często połyskliwe, mieniące się jak tafla wody, dominuje we wzorach, jest podstawą marynarskich pasków. Cały świat pokochał odcień indygo charakterystyczny dla dżinsów. Nie mając pomysłu na intensywny niebieski możemy zawsze bezpiecznie sięgnąć po ulubiony uniform dżinsowy.

Intensywne kolory opanowały akcesoria

Valextra Bottega Veneta McQ Alexander McQueen Nike Miu Miu Christian Louboutin Proenza Schouler Saint Laurent Fendi 

i makijaż

.

Pojawiają się na paznokciach.

Kolory lata doskonale wyglądają w słońcu, więc korzystajmy z uroków słonecznych dni i cieszmy się kolorem nie tylko podczas wakacji, urlopu.

YVES SAINT LAURENT

 

Genialny kreator. Następca Diora. Spadkobierca Coco Chanel. Jeden z ostatnich pośród wielkimi. Nieśmiały introwertyk. Yves  Saint Laurent, a właściwie Yves Henri Donat Mathieu Saint Laurent.  Wiedział, że urodził się po to, by tworzyć modę. To kolejny,  po Chanel projektant, którym zainteresowało się kino. Kilka lat wcześniej Pierre Thorettone  nakręcił dokument o YSL, zatytułowany „Szalona miłość”, historia mody, miłości do piękna i związku projektanta  z miłością jego życia. Film jest osobistym hołdem na rzecz dekadencji i piękna, złożonym słynnemu projektantowi za jego konsekwentną postawę, łamiącą wszelkie obowiązujące wówczas zasady i granice myślenia oraz działania. Film w reżyserii Jalila Lesperta wszedł w Polsce na ekrany w maju,  odtwórcą roli Yves’a  jest młodym aktor Comedie Francaise – Pierre Niney

W filmie zagrały obok aktorów oryginalne stroje zaprojektowane przez YSL. Przyjeżdżały na plan w specjalnych pokrowcach prosto z chłodni. Film pokazuje kulisy narodzin marki, ale też jest opowieścią o miłości. Yves Saint Laurent i Pierre Berge. Bez tego drugiego nie byłoby tego pierwszego. Tworzyli związek nie tylko w życiu prywatnym, ale tez w życiu zawodowym. Pierre Berge stał za sukcesem narodzin i rozwoju marki Saint Laurent Rive Gauche. Bez jego zaangażowania i wiary nie byłoby takiego domu mody.

Yves Saint Laurent kochał kobiety. Chanel dała im swobodę, a on dał im wolność i siłę ubierając je w prawie męskie garnitury (1966), proponując  spodnie. Słynne zdjęcie Helmuta Newtona – przedstawiało modelkę w smokingu z papierosem. Było wyrazem siły i niezależności kobiety. Smoking stal się znakiem rozpoznawczym kreatora. Na swoim ostatnim, pożegnalnym pokazie 40 modelek zaprezentowało jego 40 wersji.

Swój talent zaprezentował już jako nastolatek, projekty jego autorstwa wygrały konkursy Izby Wełny. Dzięki poparciu dyrektora francuskiego Vogue’a Michela de Brunhoffa zachwyconego rysunkami  i projektami utalentowanego chłopaka, rekomendował go  Christianowi  Diorowi. Uczył się od mistrza sztuki krawieckiej, ale jego pomysły zachwycały publikę i klientki. Po nagłej śmierci Diora to właśnie jemu powierzono ciężar utrzymania pozycji tego domu mody, jak na 20latka to nie tylko wyzwanie, ale też duża odpowiedzialność. A jemu się udało. Pierwsza samodzielna kolekcja została przyjęta z aplauzem.  Dior był „Królem Słońce”, a YSL nazywano  „Małym Księciem”. Niestety dzieje historii postarały się o nieoczekiwane zmiany. Yves wylądował w armii francuskiej, przeżył depresję i stracił posad u Diora. Pierre Berge pomógł mu wrócić do życia. Dzięki jego staraniom powstał dom mody YSL. Znalazł inwestora, był menadżerem, szefem produkcji, organizatorem pokazów, nie umiał tylko szyć. A właściwie dlaczego nie nakręcono dokumentu o Pierre Berge? Bez niego nie powstałby i nie funkcjonowałby dom mody YSL. Podobno Chanel chciała go zdobyć dla swojego domu mody. Zaprosiła Pierre’a na kolację, wręczyła mu umowę, w której pozostało puste miejsce na sumę angażu. Berge zdziwiony zapytał o to, a Coco Chanel z wdziękiem odpowiedziała – Wpisze pan tam sumę, która uważa. Wiele łączyło go z Chanel. I YSL, i Chanel podnieśli swój zawód do rangi kapłaństwa. Ona upinała tkaniny, a on rysował. Jego rysunki to obrazy, które należało zreprodukować i odtworzyć w tkaninie. Widziała w nim sukcesora mody, którą pokazywała. Ona podarowała kobietom spodnie, ale w wersji poza miejskiej, on ubrał kobiety w spodnie  w miastach. Ona podarowała kobietom małą czarną, a on czarny smoking noszony na gołe ciało. Oboje wyzwolili kobiety. Oboje kochali czerń, uczynili z tego koloru swój znak rozpoznawczy.  Laurent pojmował elegancję jako bycie sobą. Inspiracji poszukiwał w sztuce i wokół siebie. Umiał wyczuć ducha swoich czasów, podążał za nowoczesnością i potrzebami nawet nie uświadomionymi kobiet nowych czasów, które chciały żyć szybciej. Jego słynna kolekcja „Mondrian” jest nadal ponadczasowa, wielokrotni pokazywana, kopiowana, nawet nie w modzie. Za co możemy kochać Yves’a?

przede wszystkim stworzył Rive Gauche

- nobilitował czerń – kolor nie tylko  zarezerwowany na wieczór

- podarował nam spodnie, nie tylko w wersji wakacyjnej, ale także miejskiej

- ukradł garnitur, smoking mężczyznom i zaadoptował je do potrzeb kobiecej sylwetki

- za styl safari  – zamszowe bluzy i mini spódniczki w wersji de luxe np. z koralików

- cygańskie spódnice, styl hippi

- pokazał  nam współczesną sztukę w ludzkim wymiarze 

-dał światu Opium

- bo kochał kobiety wraz z ich nieraz ułomnym ciałem. .

 

WSPÓŁCZESNY NOMADA

 

Każdy dłuższy weekend zachęca do aktywności. Ruchliwości. Częściej się spotykamy, odwiedzamy znajomych i nowe/stare miejsca. Czyżby brak pracy wymuszał na nas inną formę aktywności? Gdzieś gromadzona energia musi się wyładować. Wielu z nas wyrusza w swych stalowych rumakach na spotkanie z przygodą. No może już nie poszukujemy ekscytujących doświadczeń, każde nowe miejsce traktujemy jako dom przejściowy, adoptujemy je do swoich potrzeb, ale praktyka pokazuje, że coraz więcej miejsc traci swój lokalny klimat, charakter, a świat staje się globalną wioską. Nasze życie nabrało tempa, a odległości niepokojąco zmniejszyły. Nawet będąc na drugiej półkuli możemy kontaktować się z naszymi znajomymi, w odległych miejscach możemy kupić swoje ulubione rzeczy. Podróżowanie stało się łatwe, praktycznie wystarcza bagaż podręczny, paszport i karty kredytowe. Coraz częściej czytamy o osobach porzucających swoją intratną posadę, dobrze płatną pracę, znajomych i wyruszających w podróż w nieznane. Czyżby zjawisko Nomadów odżyło w erze nowoczesności, w 21w.? Coraz częściej spotykamy się z tym określeniem we współczesnym dizajnie, czy life style’u. Aby zrozumieć to nowe-stare zjawisko sięgnijmy do początków. Nomada to określenie koczownika, wędrowca, w tłumaczeniu „wędrujący w poszukiwaniu pastwisk”, nieposiadający stałego miejsca zamieszkania, przemieszczający się z miejsca na miejsce. Z jakiego powodu? Wiał niepokojący wiatr, brakowało wody, pożywienia, pojawiały się niekorzystne warunki klimatyczne, nowe otoczenie ich nie akceptowało. Ale dzięki nim szybciej rozprzestrzeniały się informacje, nowości i nowinki. Nie tylko te plotkarskie. Współcześnie żyjący Nomadzi to Beduini, Romowie, Pigmeje, Buszmeni, Lapończycy, Czukcze, Aborygeni. 21 w. to czas współczesnych Nomadów. Coraz szybciej i częściej się przemieszczamy. Li Edelkoort, światowej sławy trend forecasterka w swojej nowej “Trend Book” pisze o tym zjawisku, jesteśmy bardziej mobilni, także umysłowo. Nie musimy być w jednym miejscu cały czas, żeby wykonać swoją pracę. Możemy pracować wszędzie, w ogrodzie, barze lub we własnym łóżku. Powstaje coraz więcej platform komunikacji wirtualnej, które ułatwiają przemieszczanie się i odnalezienie w nowym miejscu, np. Couchsurfing. Teraz łatwiej nam porzucić ukochane gniazdko na rzecz nowych wyzwań, doświadczeń (może to być bardziej interesująca posada, lepsze zarobki, czy odkrywanie samego siebie), sprzyja temu łatwość podróżowania, komunikacji. Nowy nomada propaguje inny tryb życia i pracy, mobilny styl ułatwiają nowe gadżety elektroniczne, laptopy, IPady, eBooki, smartfony są lżejsze, mniejsze, mają baterie dłużej wytrzymujące i coraz więcej funkcji, powstają serwery, gdzie można przechowywać swoje dokumenty, materiały niezbędne do pracy i mamy do nich dostęp z każdego miejsca. Nowy nomada przemieszcza się z łatwością w przestrzeni realnej i wirtualnej. Nawet będąc na krańcach świata możemy kontaktować się z naszymi starymi i nowymi znajomymi. Możemy pracować w dowolnym miejscu i kontaktować się ze swoją firmą, Skype, wideokonferencje ułatwiają to, a teraz jeszcze technologia 3D. Współczesny nomada nie kupuje mieszkań, nie wije stałego gniazdka. Podróżując wynajmuje lokum, bo przecież hotele są tylko bezosobowym przystankiem. A nomada lubi mieć coś, co może udomowić, spersonalizować. Urządzić choćby na moment po swojemu. David Celento, architekt i dizajner, sam często podróżujący zaproponował tworzenie pomieszczeń do mieszkania z prefabrykatów, łatwych do transportu, np. stare kontenery służące do transportu towarów statkami. Takie pomieszczenia można ustawiać dowolnie, czyli tymczasowe osadnictwo. Front Architects zaprojektowali Soc Hauz.

Ewentualnie może ustawić swój namiot proj. Mikasi. Duet chmara.rosinke proponują mobilny kubik, w którym znajdują się niezbędne do mieszkania sprzęty, biurko może być blatem kuchennym. A Nina Woroniecka jest autorką niezbędnika do mieszkania dla studenta. W skrzyni na kółkach znajdują się wszystkie niezbędne przedmioty. Znane marki podchwyciły to zjawisko. W zeszłym roku marka Louis Vuitton, mająca ponad 150-letnią tradycję w produkcji i sprzedaży akcesoriach do podróży, kufrach, skrzyniach, zaprosiła znanych dizajnerów do stworzenia limitowanej kolekcji obiektów dla współczesnych nomadów. Objects Nomades zaprezentowano w Miami.

Początkowo będą prezentowane na wystawach, później trafią do sprzedaży w wybranych butikach. A co wymyślili projektanci dla mobilnych klientów LV? składane meble i akcesoria do podróży. Fernando i Humerto Campana zaprojektowali obiekt kokon wykonany z pasków skóry, zebranych w warsztatach LV będący wiszącą szafą podróżną.

A Atelier Oi hamak skórzany i składany stołek inspirowany origami.

Francuz Christian Liaigre zaprojektował skórzane biurko, które daje się składać i wygląda jak walizka. Nendo lampę z perforowanej skóry w charakterystyczną dla LV szachownicę, inna lampę – ze skórzanymi paskami, zasilaną solarnie proponują Brytyjczycy – Edward Barber i Jay Osgerby. Patricia Urquiola jest autorką Swing Chair.

H&M wprowadzając na rynek linię H&M Home ogłosił konkurs „Współczesny nomada/współczesny osadnik”.  Jak wyjaśniają twórcy konkursu obecnie pojawiają się dwa trendy, związane z trybem życia, pracą, potrzebami  – nomada i osadnik. Celem było zaprojektowanie instalacji. Wygrała Malwina Mąka, a jury wyróżniło także projekt Kasi Dobiechy i Magdy Pryzny – przenośne meble.

A ja rezygnując z nadmiaru przedmiotów w swoim otoczeniu zastanawiam się, co bym zabrała wyruszając w inne miejsca. Co tak naprawdę potrzebuję?

WIELKANOCNE KRÓLICZKI

 

Wiosenne święta nieodmiennie kojarzą się ze zwierzątkami – puszystymi kurczaczkami, białymi barankami i ślicznymi króliczkami, zajączkami. No właśnie tutaj jest mała niejednoznaczność, czy to są króliki, czy już zające. Zające mają dłuższe uszy i kończyny. W sumie to jedna rodzina, bo króliki też należą do zającowatych. W ich rodzinie jest więcej znanych królików. Cytując Kubusia Puchatka -  przecież to i tak wszyscy krewni i znajomi Królika. Jedna klika. Wielkanocne króliczki są cudownie mięciutkie, idealne do przytulania. Dlaczego są symbolem Wielkanocy? Trochę dlatego, że zaplątały się w religię. Ale zgodnie z tradycja to zając wielkanocny chodzi z koszykiem zostawiając prezenty w pierwszy dzień świąt. A inni w Wielkanoc szukają ukrytych jaj z niespodzianką, szczególnie lubią to Włosi. W 1680 roku powstała pierwsza historia o zającu składającym świąteczne jaja, które zostały ukryte w ogrodzie. Bajka pojawiła się w Stanach Zjednoczonych w XVIII wieku, kiedy to niemieccy emigranci zasiedlili Pensylwanię. Niestety i króliki, i zające są  pożądane, nie tylko ze względu na swoje walory smakowe, ale też estetyczne. Elegantki nosiły futerka z królika, a i często zimowe paltoty podbijano tymi skórkami. Królicze skórki miały wg wierzeń wiele innych uzdrawiających właściwości.Okres świąt sprzyja refleksji, więc w ramach relaksu spisałam osobistą listę króliczych idoli.

Pierwszą pozycję zajmuje Królik z Kubusia Puchatka. Niecierpliwy, ale pracowity, lubi marchewkę i dlatego uprawia ogródek warzywny, z tego powodu nie lubi tygrysiego brykania. Oczywiście jest najmądrzejszy, często obwołuje się samozwańczym przywódcą i obmyśla niesamowite plany, których wyniki budzą zdumienie i zaskoczenie. I jego powiedzenie: Zawsze jest dobrze wiedzieć, gdzie jest jaki krewny-i-znajomy, czy się go potrzebuje, czy nie.

Lubię naszego Misia Uszatka. Wśród jego przyjaciół jest Zajączek. Roztrzepany, impulsywny, zapominalski, trochę gapa. Ale w całej serii zmienia swoje ubarwienie, jest brązowy, szary lub oliwkowy, lubi styl sportowy, obcisłe T-shirty. W dobranocce pojawiają się tez bliźniacy – para Króliczków, nieodpowiedzialne dzieciuchy, same kłopoty z nimi,  w ubieraniu naśladują Zajączka.

Rodzime zajączki próbował przebić amerykański import, czyli Królik Bugs ze swoim nieodzownym Co jest Doktorku? Szary, sprany Królik lubiący marchewkę. Dowcipne riposty, stoicki spokój, zaskakujące fortele rozbrajają każdego przeciwnika. Uwielbia święty spokój. Ujmuje inteligentnym wdziękiem. Ma już swoje lata, wymyślony w 1938. Gwiazdor. Wystąpił z Michaelem Jordanem w „Kosmicznym meczu”. W 2002 magazyn TV Guide ogłosił go największą osobowością filmu rysunkowego. Nasi wschodni sąsiedzi wprowadzili Zająca prześladowanego przez Wilka.

I jeszcze Biały Królik z Alicji w Krainie Czarów. Widząc go niosącego zegarek kieszonkowy podąża za nim do nory. Trochę tchórzliwy, może dlatego, że Alicja w jego domku to maleje, to rośnie, a on sam nie może wejść do domu.

Gigantyczny, żółty Królik pojawił się w Szwecji, w Örebro,, ma wys. 13 m i szer. 16 m. Olbrzymia przytulanka, wykonana z metalu, drewna i lokalnie produkowanego gontu została „porzucona” obok pomnika Engelbrekt, dzięki projektowi Florentijna Hofmana, holenderskiego artysty. Do budowy tej fantastycznej instalacji zgłosiło się  ponad 25 wolontariuszy i rzemieślników.

Lampa Rabbit, czyli lampa Królik to jeden z bardziej pożądanych przedmiotów. Dziewczyny z Front Studio wykorzystały postać przycupniętego królika jako podstawę lampy zaprojektowanej dla Moooi. Bojówka projektowa LessDesign ozdabia ściany króliczymi głowami. Zdobione ręcznie przy użyciu tradycyjnych bolesławieckich stempli w połączeniu z nowoczesnym wzorem kalkomanii.

Królik po berlińsku to wcale nie nazwa jakieś wykwintnej potrawy, ale nazwa polskiego dokumentu filmowego autorstwa Bartka Konopki i Piotra Rosołowskiego . Opowiada o historii zwierząt żyjących pomiędzy dwiema liniami muru berlińskiego. Ironiczno-dwuznaczny obraz. Komentarza Michała Ogórka czyta Krystyna Czubówna.

I na końcu listy plasują się króliczki Playboya. Męski punkt widzenia na kobiecą zmysłowość. I nie tylko. Pierwszy taki klub Hugh Hefner założył w 1960 w Chicago, był znany z kelnerek przebranych za króliczki. Żeby zostać Króliczkiem, trzeba było znać prawie 150 gatunków alkoholi i umieć robić drinki, mieć seksowny wygląd. Kelnerki musiały odpowiednio się poruszać i stać, w tym celu przechodziły specjalne szkolenia. Były podzielone według pełnionych funkcji: podawania drinków, papierosów, witania gości. Nie zapominajmy o stroju, który składał się z gorsetu, króliczych uszu, kołnierzyka, mankietów i puchatego ogonka. I przeszedł już do historii stając  się symbolem seksu i męskich wyobrażeń. Brutalnie skonfrontowała go z rzeczywistością Bridget Jones, która bynajmniej nie była uosobieniem męskich fantazji. Senatorowa Halinka Kozioł (serial Ranczo) wybrała seksowny, różowy kostium króliczka.

Nawet Alber Elbaz projektujący dla Lanvin uległ urokowi króliczych uszu i w nich sportretował go Tim Walkers.

I takie są zajączki, króliki, tylko do kochania, przytulania i schrupania, czego wszystkim życzę w wielkanocny czas.

CHODZĄCA GALERIA

 

Moda pokochała sztukę. Związki między projektantami i artystami są coraz silniejsze i bardziej zauważalne. Projektanci mody lubią sięgać po inspiracje do świata sztuki. Domy mody są mecenasami sztuki, opiekują się artystycznymi działaniami, artystami, organizują wystawy, kupują dzieła. Często artyści są zapraszani do współpracy z domami mody. Znani architekci, artyści zajmują się projektami nowych butików, witryn. Prym w takich działaniach wiódł dom mody Louis Vuitton. Artyści projektowani nowy wygląd znanych toreb, w ten sposób wypuszczano limitowane kolekcje znanych modeli, a klientki pożądały nowych – starych toreb. Artystów zapraszano do wykonania projektów nowych apaszek. Znany m.in. ze swojej kryształowej czaszki Damien Hirst zaprojektował limitowaną serię 30 apaszek dla marki McQueen. Apaszki zdobią motywy owadów – motyli, żuków i pająków, tworzących kalejdoskopowe wzory, charakteryzujące się geometryzacją i symetrią. Elementy  są rozmieszczone tak, aby ułożyć się w rozpoznawalny dla obu panów kształt – czaszkę. Ceny nawet nie chcę znać, oscyluje w granicach 600$. Czyżby wystarczyło kupić apaszkę zamiast płótna do powieszenia na ścianie? W tym sezonie należy znać się odrobinę na sztuce. Projektanci sięgnęli po artystyczne inspiracje. Moda z wybiegów to jak chodząca galeria sztuki. Projektanci kreują nowe trendy, wyprzedzają te obowiązujące. Ale ta tendencja ma szansę przybliżyć ludziom sztukę. Oczywiście na pierwsze miejsce wysuwa się Prada, Miucci jak zwykle podniosła poprzeczkę. Co sezon zaskakuje niesamowitymi pomysłami, ale tym razem kobiety nawet  nie spodziewały się, że będą nosić takie rzeczy. Projektantka znana jest ze swojej miłości do sztuki. Wraz z mężem stworzyli galerię sztuki nowoczesnej. W tym sezonie Miucci Prada zaprojektowała ubrania, które wyglądają jak obrazy. Zainspirowała się wizerunkami kobiecych twarzy umieszczonych na murialach oraz obrazach Richarda Lindnera. Włoska projektantka sięgnęła  po cytaty ze sztuki muralistów Los Angeles, Europy i Ameryki Południowej, wykorzystując kolor oraz charakterystyczne motywy ze street artu. Na ubraniach i w scenografii pokazu, pojawiły się obrazy artystów: El Maca, Mesa, Gabriela Spencera, Stinkfisha, Jeanne Detallante i Pierre Mornet. Na wybiegu oprócz sztuki pokazano wiele elementów sportowych, z których najbardziej szokujące są zapewne bogato dekorowane piłkarskie getry i ekscentryczne buty na gumie. Jak twierdzi sama projektantka, jej kolekcja jest debatą na temat kobiecości oraz politycznym dyskursem, oznajmiającym, że kobieta ze swoimi ubraniami ma prawo robić wszystko, co jej się podoba. „Jeśli cię widzą, to cię słuchają” – wyznaje portalowi Women’s Wear Daily. Takie podejście nie dziwi, w końcu Miucci Prada była działaczką partii komunistycznej . Artystyczne przedstawienia znajdują się także na akcesoriach. Inni projektanci też inspirują się sztuką. Karl Lagerfeld dla Chanel zaprojektował sukienki we wzory jak z obrazów Kandińskiego. Wyczulony na ogólne trendy, Karl nie mógł pozwolić, żeby Chanel nie popełniła po raz kolejny mariażu ze sztuką. Grand Palais, w którym tradycyjnie odbywają się pokazy Chanel zamieniło się na gigantyczną galerię malarstwa i rzeźby. A każdy obiekt miał nawiązania do charakterystycznych produktów Chanel, perfum , torebki 2.55, kamelii. Phoele Philo dla Celine przygotowała wiosenną kolekcję inspirowaną zdjęciami węgierskiego artysty Brassaia. Philo po raz kolejny sięga do świata sztuki, czerpiąc inspiracje ze sztuki prymitywistów, abstrakcjonistów oraz dawnej estetyki paryskich graficiarzy. Ale na plan pierwszy wysuwa się jej zainteresowanie pracami Brassaï’a, przedstawiciela paryskiej awangardy, słynącego z charakterystycznych fotografii sztuki ulicznej nocnego Paryża. Na ubraniach pojawiają się nadruki przypominające dynamiczne ślady pędzla oraz geometryczne wzory. Zaskakuje paleta nasyconych kolorów – czerwień, żółty, zielony, kobalt. Ducha sztuki widać też w kampanii reklamowej marki. Inspiracje sztuka widoczne są w kolekcji Andre Courrage. Młodzi projektanci pracujący dla marki Kenzo, Carol Lim i Humberto Leon lubią mieszać konwencje. W ich kolekcji też pobrzmiewają elementy sztuki. Szczególnie widoczne są nawiązania do japońskich drzeworytów, motywów fali, wzburzonego morza.A ryba staje się motywem przewodnim.

Muzea też pokochały kreatorów, w każdym sezonie odbywają się spektakularne wystawy znanych, obecnych i nieobecnych. Wspomnienie wystawy McQuenna w Metropolitan Museum i kilometrowych kolejek oczekujących na wejście daje świadectwo, że wystawy związane z modą cieszą się takim samym powodzeniem jak wystawy sztuki. Coraz częściej muzea pokazują dorobek kreatorów, nie tylko legendarnych gwiazd, ale nawet tych żyjących. Londyńskie Muzeum Designu pokazało dorobek ulubionego angielskiego projektanta, Paula Smitha. Sam tytuł wystawy jest spektakularny – „Hello, my name is Paul Smith”. Sam może nie dba o rozgłos, nie mniej charakterystyczny dla niego wzór pasków zna wiele osób. Nie marzył o karierze projektanta. Ale gdy wypadek nie pozwolił mu kontynuować kariery kolarskiej zajął się modą. Początkowo projektował kolekcje męskie, bo jak sam stwierdził nie miał po prostu w czym chodzić. Jest uważany za jednego z najlepszych projektantów garniturów. Każdy, choćby klasyczny projekt ma w sobie pewną dozę dowcipu. I to w nim zachwyca. Londyn gości też wystawę włoskiej mody – „The Glamour of Italian Fashion 1945-2014”.

Ja chciałabym obejrzeć wystawę w paryskim Les Arts Decoratifs. Zaprezentowano na niej dorobek mojego ulubionego projektanta, Driesa van Notena. Belgijski projektant wielokrotnie inspirował się sztuką. Jego kolekcje przyciągają rzesze wielbicieli, są zjawiskowe, zaskakują oryginalnością. Twórczość tego projektanta naznaczona jest częstymi konfrontacjami, historycznymi zapożyczeniami i międzykulturowymi motywami. Jak piszą organizatorzy, wystawa jest w pewien sposób zaproszeniem do renesansowego gabinetu osobliwości, gdzie zbierano niezwykłe obiekty, aby potem zaprezentować je oglądającym. Pierwszy etap to inspiracje Driesa, czyli najbardziej znaczące dla niego filmy, piosenki oraz ulubieni projektanci z lat 70. i 80., w galerii osobowości znaleźli się pisarz Marcel Proust, fotograf Cecil Beaton, David Bowie, przedstawiciele amerykańskiej kontrkultury: Divine, Patti Smith i Laurie Anderson, bohaterzy filmów Luchino Viscontiego oraz obrazy Francisa Bacona i prace Damiena Hirsta. Sam Dries w ten sposób komentuje wystawę – Punkt wyjścia do całej ekspozycji może być bardzo dosłowny lub abstrakcyjny. Malarstwo, oczywisty kolor, myśl, gest, zapach, kwiat, cokolwiek. To, co jest dla mnie istotne to podróż od pierwszej inspiracji do ostatecznego celu, indywidualnego projektu i kolekcji. Należy się spieszyć, bo czynna jest tylko do końca sierpnia.

A będąc w Paryżu wiosenną porą warto wstąpić do Centrum Pompidou – gdzie można obejrzeć zjawiskową wystawę fotografii Henri Cartiera – Bressona, ulotne momenty, atmosfera Paryża w poruszających biało-czarnych zdjęciach. A podczas zakupów w butiku warto wejść do galerii L’Espace cultural mieszczącej się wewnątrz. Zaskakująca wystawa Astralis przenosi nas w inną rzeczywistość. Pasję do sztuki można połączyć z miłością do mody lub miłość do sztuki może się łączyć z modą.

FACECI NIE DO WZIĘCIA

 

W tym tygodniu mamy dobra okazję do miłego świętowania, w tym tygodniu mamy dzień chłopaka. W ten sposób sobie też możemy sprawić przyjemność. Zaplanować spotkanie z koleżankami  – oglądanie, słuchanie ulubionych idoli. Miły sposób na spędzenie weekendowego wieczoru. Ja organizuję babskie spotkanie, każda  prezentuje własną listę dream men. Ode mnie oczekuje się topowych nazwisk ze świata mody. Ale ci mężczyźni są poza naszymi marzeniami… Powszechna opinia o projektantach, że są  innej orientacji seksualnej znajduje potwierdzenie. Żonatych jak na lekarstwo. Nie mniej postanowiłam się nie poddawać, przynajmniej pokażę interesujące osobowości. Będzie to moja prywatna lista projektantów, którzy kochają ubierać kobiety.

1 Haider Ackermann – utalentowany projektant, podbił serca intelektualistek i Tildy Swinton. Kocha wolność i niezależność, dlatego nie wiąże się z żadnym domem mody, chociaż plotkowano, ze zastąpi Galliano u Diora. Lagerfeld stwierdził, ze widzi go na swoim miejscu w Chanel. Rocznik 71, urodził się w Bogocie, adoptowany przez francuską rodzinę, poznał z nią kawałek świata. Zadebiutował w 2001 i odniósł sukces. Jego styl da się opisać kilkoma słowami: miejski romantyzm, nowoczesność, dynamizm, inspiruje się różnymi kulturami, uwielbia wysokie krawiectwo i modę ulicy, piękne tkaniny, naturalne skory. Mistrz drapowania, wyrafinowane i eleganckie kolekcje, ale jego ubrania noszone są nonszalancko, podwinięte rękawy, podciągnięte nogawki spodni. Nazywany nowym Yves Saint Laurentem. Kolekcje dla mężczyzn pokazuje jak ma cos nowego do pokazania. Sam tez uwielbia ubierać się z nonszalancją i nie dba o trendy.

2 Riccardo Tisci – kocha kobiety, jest dyrektorem artystycznym w domu mody Givenchy, który dzięki jego talentowi stał się jednym z ważniejszych domów mody. Krytycy nazywają go geniuszem mody. Pochodzi z południa Włoch, z miasteczka Taranto, rocznik 74. Chętnie wspomina dzieciństwo, mimo, ze dorastał w biednej rodzinie, a jego matka nie umiała czytać i pisać, ale nauczyła go kochać ludzi i być dobrym.  Projektuje dla gwiazd sceny muzycznej i Opery Paryskiej. W swoich kolekcjach miesza różne wpływy, new gothic, space-age, katolicyzm i minimalizm. Nie ucieka od postaci z kreskówek, czy nadruków głowy wilka, łączy świat fantazji, bajek z dobra konstrukcją, eleganckie ubrania z bluzami. Włoski przystojniak z delikatnym zarostem.

3 Tom Ford – jeden ze starszych w tym gronie, rocznik 61, ale też jeden z najprzystojniejszych, męski. Urodził się w Austin, czyli Teksańczyk. Początkowo próbował sił w filmach reklamowych. Ale sprawdził się jako reżyser kręcąc Samotnego mężczyznę”. W stałym związku ze swoim długoletnim partnerem. Zaczynał karierę projektanta w Nowym Jorku, szybko zauważony i zaangażowany do domu mody Gucci, dla którego pracował 10 lat. Szokował erotycznością, seksualnością, reklamy jego pomysłu  zachwycały i gorszyły, jak ta z modelką o wygolonym łonie w literę G. Ale kobiety kochały i jego stroje, i jego.  Po odejściu założył markę sygnowana własnym nazwiskiem, tworzył męskie kolekcje (garnitury nosi współczesny James Bond w Skyfall). Na szczęście dla pań wrócił do projektowania kobiecych ubrań. W garniturach, koszulach z rozpiętym kołnierzykiem, z błyskiem w oku  może się podobać męskiej i żeńskiej części.

4 Alber Elbaz – raczej nie należy do przystojniaczków, niewielkiego wzrostu, z krągłościami, okularami o grubych szkłach, nie znajdzie się na liście najprzystojniejszych. Ale talentu nie można mu odmówić. Kobiety w jego kreacjach wyglądają pięknie. Nowocześnie, elegancko, ale z doza nonszalancji. Lubi żartować, jego rysunki i wystroje witryn maja rzesze wielbicieli. Klasyczny dom mody Lanvin, którego jest dyrektorem artystycznym, zyskał nowy blask. Pokazuje się w nonszalancko noszonych garniturach, bez krawata, ale noszonych z butami sportowymi.

5 Alexander Wang – Azjata w Stanach, wygląda niezwykle młodo (ale to przecież rocznik 83), w założeniu biznesu pomogła mu siostra wstawiając ubrania do showroomu, w ciągu kilku dni zamówiło je kilkadziesiąt sklepów. Marka zaczęła się rozwijać, a rodzina pracuje teraz dla marki. O jego talencie możemy przekonać się oglądając kolekcje zaprojektowane dla Balenciagi. Jego ubrania maja prawie architektoniczna konstrukcje, nie szokuje, nie udziwnia, rzeczy nadają się do noszenia na co dzień, umiejętnie miesza elementy mody sportowej, ulicznej, klasycznej. Stylizacje jak u wielu projektantów, dżinsy i T-shirt. Przecież wychował się w amerykańskiej popkulturze.

6 Raf Simons – rocznik 68, po studiach w Antwerpii. Z wykształcenia projektant mebli, stąd jego zamiłowanie do konstrukcji, prostych form. Początkowo projektował tylko dla mężczyzn, w 2005 objął stanowisko dyrektora artystycznego marki Jil Sander, nawet Królowa Minimalizmu zgodziła się na ten wybór. Minimalizm, nowoczesność, czerpanie z przeszłości, eksperymenty z krojem, tkaniną. Teraz zastąpił Galliano u Diora i  zachwyca nowymi kolekcjami, czerpie z tradycji domu mody, ale twórczo rozwija i unowocześnia  New Look. Skromny, nawet nieśmiały. Tak tez się ubiera, prosto i wygodnie.

7 Nicolas Ghesquière – Francuz, rocznik 71, kilkanaście lat pracował dla domu mody Balenciaga. Ale ostatnio nie układało się, więc skorzystał z propozycji zastąpienia Marca Jacobsa w Louis Vuitton. Jeden z fascynujących wizjonerów mody. Od najmłodszych lat interesował się sf literaturą, filmami, wzornictwem, robił zdjęcia polaroidem. Wcześnie zaczęła się jego przygoda z modą (miał 14 lat). Kiedy zostaje dyrektorem kreatywnym Balenciagi chce tworzyć jak mistrz – najwyższej jakości kolekcje. Snobizm dla wybranych. Elitarne pokazy, „namaszcza” go Anna Wintour. Lubi niezobowiązujący styl, ale nosi też dopasowane garnitury, może nie w klasyczny sposób.

Z projektantów najbardziej szokował swoim wizerunkiem John Galliano, Marc Jacobs często nosi męskie spódnice, lub sukienki wzorowanej na koszulce polo lub bez ubrania.Chętnie wymieniłabym jeszcze Helmuta Langa mistrza minimalizmu i Martina Margielę, stworzył markę Maison Martin Margiela, laboratorium formy, eksperymentów, biały wystrój i wszyscy chodzą w fartuchach. Sam się nie pokazuje. Człowiek bez twarzy. Po 20 latach zostawił swój dom mody. Czy na pewno?

MŁODZI CZTERDZIESTOLETNI

 

Jesteśmy coraz młodsi. Paradoks? Nie,  to prawda, nie tylko za pomocą Photoshopa (nasi celebryci często nie są do rozpoznania na okładkach magazynów, czasopism, wybieleni, wyprasowani, ze sztucznym uśmiechem przypominają armię klonów). Staramy się zachować młodość stosując najnowsze preparaty, zabiegi upiększające, czy sięgając po bardziej inwazyjne metody chirurgii estetycznej, plastycznej, w efekcie wyglądamy na mniej lat niż nasze mamy, babcie. Niektóre gwiazdy potrafią pokazać swój wizerunek bez udziału najnowszej techniki.  Kult młodości, młodego wyglądu to powszechne zjawisko towarzyszące nam od lat 70., 80. A przecież określenie młodzież pojawiło się dopiero po II wś. Młodzi ludzie dłużej się uczyli, dłużej byli na utrzymaniu rodziców, później zakładali rodziny, żyli chwilą obecną. Mieli swoje zainteresowania, styl i stroje, bo nie chcieli ubierać się tak jak starsze pokolenie. Ubiór był formą manifestu, protestem przeciwko konsumpcyjnemu społeczeństwu, bogaceniu się. „Beat generation” pragnęło wolności, swobody i praw, dlatego zaadoptowali ubrania ubogich – dżinsy i luźne koszule, nie nosili garniturów i krawatów – dzieci kwiaty. Później świat opanowało szaleństwo młodego wyglądu,  dbano o swój wygląd, ciało. Jane Fonda propagowała aerobik w legginsach z błyszczącej lycry. I teraz tak wygląda. Moda na jogging właśnie wtedy się zaczęła. Stosowano coraz więcej kosmetyków, zabiegi wybielania zębów były niezbędne, żeby bez kompleksów prezentować olśniewający uśmiech, popularne stały się solaria w celu szybkiego  uzyskania efektu opalonej skóry. Bo opalenizna świadczyła o powodzeniu i dobrobycie. Mimo upływu dekad trwa kult młodości, firmy poszukują młodych, dynamicznych z dużym doświadczeniem. Świat oszalał na punkcie młodości, jak wcześniej na punkcie idealnej sylwetki. Czy zadbany = zrobiony? Nie jest to może zjawisko wpisane tylko we współczesne czasy. Przecież z tym kompleksem nie poradził sobie Dorian Gray (bohater powieści Oskara Wilde’a  „Portret Doriana Graya” ), który uważał, że sensem życia jest piękno i młodość, więc na jego portrecie odbijały się grzechy i upływ czasu. Już od starożytnych czasów dbano o atrakcyjność cielesną, Elżbieta I stosowała specjalną mączkę ryżową, żeby ukryć zmarszczki na twarzy, Kleopatra kąpała się w oślim mleku. A Faust zawarł pakt z diabłem. Niedawno pewna 40-letnia Rosjanka zawarła pakt z diabłem, żeby zdobyć dwudziestolatka. Oddała swoją duszę za młody wygląd, ruble i jaguara. Ponieważ diabeł nie wywiązał się z umowy posłużyła się nowoczesnymi metodami, wynajęła gangstera. Sama znalazła się na sali sądowej. Wypracowany, zadbany wizerunek ma nas uczynić szczęśliwszymi, lepszymi. Czy tak naprawdę jest? Czy w dążąc do pozyskania dobrej pracy, udanego związku młody wizerunek, idealna sylwetka zapewni nam 100% sukces? Powszechne stało się zjawisko, iż rzeczywisty wiek  nie zgadza się z tym wiekiem na jaki wyglądamy, czy na jaki się czujemy. Wiek metrykalny pozostaje nierozpoznawalny, chyba, że podajemy PESEL. Patrząc na kogoś trudno oszacować jego wiek. Może tylko spoglądając na ręce – bo je najtrudniej je odmłodzić. Dlatego prawdziwe damy nosiły rękawiczki.  Dawniej zmarszczki, strój sygnalizowały wiek osoby. Kobietom w stanie małżeńskim nie wolno było nosić pewnych ubrań, kolorów, miały być statecznymi matronami bez względu na wiek. Maria Antonina miała zaledwie 13 lat poślubiając Ludwika XVI, a musiała zachowywać się jak własna matka. Kobiety po ślubie zakładały czepiec, czepek, czy wręcz obcinały włosy, rodzaj symbolicznego przejścia na drugą stronę (nadal obowiązuje to w judaizmie). Młode dziewczyny osiągając pełnoletność  debiutowały na balach, żeby poszukać odpowiedniego kandydata na męża. W Średniowieczu średnia wieku to ok. 35 lat, w 19w. 35-latkę uważano za starą, jak pisał Balzac „w pełni dojrzała, około 30-tki”. Po II wś tez obowiązywały surowe zasady. Kończąc naukę, wychodząc za mąż nie można było już nosić ubrań przeznaczonych dla młodych. Obowiązywał wiekowy dress code. Uważano, ze kobiety w tzw. pewnym wieku, na pewno po 30, powinny się ubierać bardziej tradycyjnie, wybierać stonowane kolory, przykrywać kolana. Kobiety po przekroczeniu 50-tki traciły społeczny status, dzieci opuszczały dom, jej zawodowa kariera już się nie rozwijała, mąż często miał młodszą kochankę, życie dla nich się kończyło. A teraz? Matka i córka wyglądają podobnie (francuska firma Comptoir des Cotonniers uczyniła z tego swój atut –  w kampaniach matki pozują z córkami podobnie ubrane) . A często to córka ubiera się bardziej zachowawczo niż jej rodzicielka. Psycholodzy sygnalizują nowe zjawisko – pokolenie kobiet przekraczających 40-tkę nie zwraca uwagi na mijający czas. Kobiety chcą wyglądać młodo stosują zabiegi i ubierają się jak młodzi. Często są  singielkami, umiejętnie budują swoją karierę i wizerunek. Nie chcą powielać schematu życia swoich matek, nie będą kurą domową. Na razie nie chcą mieć rodziny, dzieci. Przypominają sobie o tym za późno, bo medycyny nie da się oszukać. Taki Piotruś Pan w wersji kobiecej. Tak też są nazywane – Princesses Pan. Wieczne dzieci, a raczej podlotki, lubią się bawić, używać życia, spotykać z koleżankami. Interesują się trendami, są w centrum wydarzeń. Skupione głównie na sobie, nie angażują się w stale związki. Mają dobrą pracę, świetnie zarabiają, robią kariery. I dbają o siebie. Mając wszystko mogą spełniać swoje zachcianki. O starości nie myślą, bo ich nie dotyczy. Przecież młodość można zatrzymać. Niekoniecznie oddając duszę diabłu. Raczej korzystając z osiągnięć nowoczesnej medycyny, nauki. Suplementy, chirurgia estetyczna, plastyczna pozwalają na uzyskanie idealnego wyglądu. Mają pieniądze i mogą za to płacić. Nie patrząc w przyszłość, nie licząc się z konsekwencjami. Żyją tu i teraz. Dojrzałość oby nie nadeszła, bo dojrzałość to starość, nie nadążanie, skostniałe myślenie – pokolenie dinozaurów. Mieliśmy różne epoki teraz obowiązuje epoka narcystyczna, skoncentrowanie na sobie. Czy rzeczywiście młody wygląd da nam szczęście? Może warto wyluzować i pogodzić się z upływającym czasem. Starzeć można się pięknie, jak Małgorzata Braunek, Ewa Błaszczyk, Danuta Stenka, Beata Tyszkiewicz, Monika Bellucci, Meryl Streep, Sophia Loren, Catherine Deneuve, z młodszego pokolenia Cameron Diaz, Salma Hayek, Penelopa Cruz, Naomi Campbell, Kate Moss. Lista byłaby jeszcze dłuższa, ale mało miejsca. Każdy może uzupełnić ją o swoje ikony. Bo czy warto tak obsesyjnie myśleć o wyglądzie i nie móc się śmiać serdecznie?

WIOSENNE NOWALIJKI

 

Nie da się ukryć, że wiosna tuż tuz. Zimy prawie nie mieliśmy, wiosna już za naszymi oknami,  szczególnie w naszej głowie, więc czas, żeby zająć się porządkowaniem garderoby, pochować ciepłe okrycia, a szaliki, czapki, rękawiczki odesłać do lamusa. O ile zrobienie czystki w garderobie metodą eliminacji jest sprawą łatwą, o ile nie przywiązujemy się do ubrań, to skomponowanie nowej garderoby może nastręczać wiele problemów. Po pierwsze – czy wszystko wyrzucać? Może jednak coś ocalić z zakupów z poprzednich sezonów? Mając na uwadze kilka nowych wytycznych dotyczących etyki mody, które teorie są niezwykle popularne wśród fashionistek, trendsetterek radzę zastanowić się co wyrzucamy. A może lepiej byłoby zorganizować swap party? Albo oddać rzeczy potrzebującym. Lepiej się poczujemy. Może nasza garderoba będzie lżejsza o kilka kilogramów, ale za to jaka satysfakcja i przyjemność. Puste miejsce należy czymś uzupełnić.Kilka głównych wytycznych obowiązujących w nowym, wiosennym sezonie pomoże nam zorganizować swój nowy look.

- Po pierwsze i nie po ostatnie – biel+ czerń, nuda?  Ależ to klasyka mody. Nieśmiertelny zestaw od kliku sezonów, od kilkudziesięciu lat. Teraz pojawia się jak zwykle w wielu odmianach, klasycznej i sportowej, melanżowe sploty, żakardy, nadruki. Przygotowane outfity mogą być całkowicie białe vel czarne, od stóp po głowę, o zróżnicowanych fakturach. Zestaw biało-czarny może być przełamany akcentem koloru – buty, torba. I to dość intensywnego, najlepiej. Ale nie tylko biały i czarny będą rządzić modą w nowym sezonie. Po tych klasykach uwagę przyciągają odcienie pastelowe. Wśród nich prym wiedzie róż. Skąd to zamiłowanie do koloru lubianego przez pięciolatki? Róż w każdym odcieniu, od tego bladego, pastelowego, różu rozbielonego przez odcienie bardziej morelowe, landrynkowe aż do mocnego rózu, intensywnej fuksji, Magenty. Róż wyraźnie wysuwa się na prowadzenie. Ale inne odcienie pastelowe nie pozostają  niezauważone. Świecą swoim blaskiem gwiazd tego sezonu. Od gamy miętowej, poprzez odcienie letniego nieba, delikatne waniliowe tony, aż do lawendy. Pastelowe odcienie polubiły szerokie spódnice, kobiece sukienki, lekko prześwitujące koronki, jedwabie. Lub dla kontrastu męskie stylizacje w delikatnych kolorach.

Kolor, który zawsze emanuje swoją słoneczną mocną energią to ŻÓŁTY. Projektanci  lubią go wiosną. Nawet w tym bardzo świecącym odcieniu limonki. Ale w tym sezonie będzie modna słoneczna odmiana tego koloru. Wiem, ze w Polsce ten kolor nie ma łatwo, ilekroć pojawia się w tendencjach producenci odzieży stawiają mu zakaz wstępu. Podobno żółty się nie sprzedaje. Ale mogą pojawić się jego akcenty. Odmian żółtego jest tak wiele – od soczystej cytryny, aż po odcień żółtych taksówek nowojorskich, czy delikatnych odcieni pastelowych. Ekstremalna wersja to odcień limonkowy. Kolor żółty pojawia się nie tylko w sportowych stylizacjach, romantycznych sukienkach lub minimalistycznych formach, długich sukienkach. W przypadku żółtego ostrożnie z dodatkami i innymi kolorami. Nie każdy chce wyglądać jak Pszczółka Maja.

Lato lubi etniczne klimaty ( tęsknota  za wakacjami i podróżami?). W tym sezonie projektanci postawili na misterne wykończenia. Szczególną uwagę przyciąga kolekcja Valentino -  przepiękne, bogate hafty, luksusowe etno wykonane z najwyższą pieczołowitością ręcznego rękodzieła. Bo etno w tym sezonie nie ma w sobie nic z niedbałości, ludowości, przaśności. Teraz temu stylowi nadaje się luksusowy charakter, misterne hafty, ornamenty, plecionki. W wersjach tańszych motywy etniczne są drukowane. Modowa podróż dookoła świata. Hawajskie rośliny, indiańskie totemy, afrykańskie klimaty. Proste, pudełkowe żakiety, luźne bluzki, ołówkowe spódnice. Ważny jest kolor i detal.

- Sport nie dla ubogich – elementy sportowe polubiła moda. Nawet Lagerfeld w tym sezonie pokazał kolekcję haute couture Chanel w towarzystwie sportowych butów. Elementy z odzieży sportowej na stałe zagościły w kolekcjach na co dzień, miejskich ubraniach. Szorty, T-shirty, bluzy, spodnie dresowe, dzianinowe, ale oczywiście uszyte z wysokogatunkowych tkanin i dzianin. Dominuje kurtka/bluza typu bomber (w Polsce zwana wiatrówką)  z różnych tkanin, w rozbudowanej lub zminiaturyzowanej wersji. obszerna lub blisko ciała. To numer jeden wiosennych kolekcji, ramoneska walczy o palmę pierwszeństwa. W tym sezonie należy mówić o wzorach. Lato zawsze je lubi. Kropki groszki, kropy. Marc Jacobs przywrócił je modzie na nowo. Gorący motyw sezonu. Ale i inni projektanci je polubili, w różnej skali, konfiguracjach. Dominują biel, czerń i czerwień. Wzory kwiatowe, komiksowe, ornamenty, bardzo realistyczne  przedstawienia – wszystko to możliwe dzięki nowoczesnym technologiom druku. Motywy różnego typu, a najczęściej kwiatowe o różnym charakterze wykorzystuje się w kolekcjach nie tylko damskich. W męskiej wersji wzory kwiatowe nie są tak barwne. Projektanci mody lubią związki ze sztuką i w tym sezonie dali temu wyraz, Miucci Prada zaskoczyła ozdabiając ubrania  murialami, sukienki, spódnice zdominowały wielkie twarze. Inni projektanci zdecydowali się na odmienne, artystyczne kierunki.  Stroje stają się chodzącą wystawą sztuki.

Do tzw. must have’ów sezonu należy rozkloszowana spódnica, może być w wersji mini, do kolan i do połowy łydki. Powinna być lekko rozkloszowana lub bardziej pofałdowana, dla większego efektu wzbogacona wstawianymi godetami. Zestawiane z kurtkami sportowymi, bluzami, swetrami, topami. Efektowne w każdym stylu.

I krótko o dodatkach. Kolorowe torby – nie tylko w jednym kolorze, ale najczęściej w różnych połączeniach,  pudełka, kopertówki o geometrycznych kształtach. Buty – nie tylko szpilki, modne są buty w męskim stylu, ale też na koturnach, platformach, niższe i wyższe obcasy, słupki i szpilki, modele sportowe, espadryle, no i oczywiście klapki jak Birkenstocki (obuwie zdrowotne) w wersji skórzanej, luksusowej.Ciepła zima wymusiła wcześniejsze wiosenne porządki, czas przewietrzyć garderobę i uzupełnić ją o świeżynki.