MOJA MIŁOŚĆ LIZBONA

 

Moja miłość ma już nowy adres, to Lizbona

Moja miłość, wszystko czego pragnę to Lizbona

Niestety nie są to tylko moje słowa. Swoją miłość do Lizbony wyśpiewała Anna Maria Jopek w albumie Sobremesa (czyli. Coś na desert). Może nie jestem konsekwentna, bo deklarowałam miłość do Florencji. Ale to zupełnie inny klimat, świat, chociaż słońce świeci podobnie. Kiedy masz nostalgię w duszy, zapraszam do Lizbony, uwielbiam to miasto, jak zresztą całą Portugalię i Portugalczyków. Lista wielbicieli tego miejsca jest długa. Anna Maria Jopek, „zaraziła” tą miłością Marcina Kydryńskiego, który napisał książkę „Lizbona. Muzyka moich ulic”. Wim Wenders nakręcił film „Lisbon Story”, miasto polubiła Edyta Górniak, Marcin Tyszka nie tylko lubi tutaj pracować, realizować sesje modowe, ale też mieszkać. Lista byłaby długa, ale nie jest to moim celem. Ja mogłabym zostać Mrs President klubu wielbicieli Lizbony. Portugalię poznałam i polubiłam kilkanaście lat temu. Jeszcze nie należała do EU, wąziutki pas ziemi wzdłuż zachodniego wybrzeża Europy, kraj będący w przeszłości potęgą, posiadający kolonie zamorskie, to z Lizbony wypływał Krzysztof Kolumb, a Vasco da Gama był portugalskim żeglarzem, odkrywcą. Na samym krańcu mieści się tutaj najdalej wysunięty kraniec Europy południowo-zachodniej, Przylądek św. Wincentego. Byłam, widziałam. W wiekach średnich uważano, że w tym miejscu kończy się ziemia. Moja pierwsza wyprawa dotarła na północ. Wylądowałam w Porto i odwiedziłam kilka okolicznych miejscowości, zawodowo i turystycznie. Porto zachwyciło mnie ze względu na skalę. Miasto w miniaturze. Ale nad Duoro rysuje się przepiękna sylwetka mostu zaprojektowana przez G. Eiffla. Wystarczy nim przejść i znajdujemy się w innym świecie, gliną utwardzone uliczki, z rynsztokami prowadzą w górę do winnic, gdzie powstaje niesamowite w smaku porto. Porto, podobnie jak Lizbona to miasta skrojone na moją miarę, niewielkie, łatwo je zwiedzać pieszo (tak jak lubię najbardziej), budynki niewysokie, nie przytłaczają. Ludzie i krajobraz pomimo pozornej surowości okazują się mili i ciepli. W zgodzie ze swoją prostotą. Po Porto kolejnym punktem na mapie była Lizbona. Moja pierwsza wizyta miała miejsce w maju. Najcudowniejszy czas, kwintesencja portugalskich atrakcji. I fell in love, a może raczej eu me apaixonei. Zapachy, wieczorne procesje z noszoną na platformach Madonną o świecącej aureoli, świece i pieśni, przepiękne domy, pałace, kamienice, mimo zniszczenia świadectwo bogactwa, z przepięknie zachowanymi azulejos, czyli płytkami ceramicznymi zdobiącymi fasady, no i wszechobecne fado, muzyka nostalgii. Do tego lokalne potrawy, klimat z lat 70., czyścibuci na ulicach, portugalscy machos w wielu 70+. Ja to pokochałam. Kilka lat temu okazało się, że Lizbona to także moda 9mie tylko produkcja dla znanych marek). Moda Lisboa to kameralny Fashion Week, ale ma już swoją tradycję i historię. Swoje kolekcje pokazują portugalscy projektanci, wielu z nich ma już ustaloną renomę, sieć sprzedaży, butiki. Od kilku lat mamy tutaj akcent polski. Swoje kolekcje pokazują projektanci z Polski specjalnie zapraszani. Organizatorzy polskiej edycji Fashion Philosophy zaprosili Portugalczyków do Polski. Polską modę, atmosferę pokochał Tiago (organizator Moda Lisboa) i projektanci. Współpraca rozwija się owocnie. Gościmy się nawzajem. Zgodnie z polska i portugalską zasadą gościnności. O projektantach jeszcze napiszę. Ale chciałabym pokazać kilka ulubionych miejsc, które polubiła, do których chcę wracać. Zakończony w niedzielę Fashion Week był doskonałą okazją do kolejnej wizyty w Lizbonie i pokazania jej moim znajomym.Lista miejsc nie jest ustawiona wg klasyfikacji i pozycjonowania. To mój subiektywny wybór i raczej kieruję się wspomnieniami i wrażeniami.

1 – Avenida de Liberdade – jedna  z najpiękniejszych ulic, warto się nią przejść, to nie tylko historyczny pasaż, na parterze przepięknych kamienic mieszczą się butiki znanych projektantów, raczej nie portugalskich, ale tych podtrzymujących klasykę – Donna Karan, Armani, Ralph Lauren itd. Warto przejść się przepięknym pasażem wybrukowanym biało-czarną kostką w dekoracyjne wzory, z egzotyczną roślinnością i drzewami. Pomyśleć, ze kamienne kostki szlifowało przed nami tysiące osób. Damy w długich sukniach z wachlarzami…. Do tej pory można tutaj spotkać czyścibutów z całym wyposażeniem polujących na lepszą klientelę. W sobotę odbywają się tutaj ciągnące się kilometrami targi staroci. Króluje vintage – stara biżuteria, torebki, okulary, poza tym wiele innych drobiazgów. Można wynaleźć cacuszka.

2 – Idąc dalej w dół dochodzimy do jednego z kilku tutaj wybudowanych i odremontowanych budynków dworca. Niesamowite, że dworzec może tak wyglądać. Zbaczając w lewo trafiamy na uliczkę, przy której mieszczą się najlepsze knajpki z seafood. Nie trafić tam to grzech. Czas przyjemnie spędzony i do tego jakie smaki. Idąc dalej mijamy bramę wchodząc na Baixe. Główna ulica z popularnymi markami, których oferta jest inna niż u nas, małe uliczki z klimatycznymi miejscami i wreszcie niesamowita winda. Może nie do nieba.

3 – Wracając na główny trakt nie sposób ominąć Muzeum Designu i Mody. To miejsce może nie ma wiekowej tradycji, ale ma już wielu fanów i sympatyków. Wystawa projektów zaskoczyła mnie aranżacją – w lustrzanych kubikach świat nabierał  nowego wyrazu. Poznawanie historii mody poprzez jej związek z dizajnem to też dobra szkoła.Kilkanaście kroków dalej spotykamy nową knajpkę – Amazing. Pomysłowo zaaranżowany wystrój, opierający się na starych elementach zaaranżowanych na nowo. puszki po oliwie, sardynkach zdobią ściany, a jedzenie przepyszne.

4 – Po wrażeniach artystyczno-modowych czas na przejażdżkę tramwajem. To numer jeden lizbońskich doświadczeń. Przejazd  starym, żółtym tramwajem pnący się pod górę wzdłuż maleńkich uliczek to przygoda życia. Miasto na wyciągnięcie ręki. Knajpki z widokiem na Tag, smaczne jedzenie w knajpkach, które nie są wizją dizajnerskich projektów, raczej kameralną wersją domowych projektów. Warto się poddać tym klimatom, bo jedzenie mimo otoczenia jest przepyszne.

cdn

KARNAWAŁOWE SZALEŃSTWO

 

Za nami ostatni weekend karnawału, w tym roku zresztą wyjątkowo długiego, bo przecież w kalendarzu już marzec. Ale przed nami jeszcze szaleństwo ostatków, czyli tzw. zapustów.  Skąd tradycja karnawału? Nazwa pochodzi od włoskiego zwrotu carne vale, czyli pożegnania z mięsem. Karnawał wywodzi się z kultów płodności i agrarnych. Już od dawnych wieków utrzymywało się przekonanie, że im wyższe będą skoki, tym wyżej będzie rodziło zboże, dlatego Karnawał jest ściśle związany z tańcami. Po wtorkowych szaleństwach przed nami pokuta w Środę Popielcową i okres Wielkiego Postu przez kolejne 60 dni. W tym czasie powinniśmy wystrzegać się wszelkich uciech i przyjemności (ale jak pozbawiać się przyjemności zakupów na wiosnę?) przypomina mi się scena z aromatycznego filmu Czekolada. Juliette Binoche w okresie postu kusiła mieszkańców miasteczka niesamowitymi słodkościami, mimo zakazów burmistrza wiele osób uległo czekoladowej magii, nawet pies. Grzeszyć jest łatwo, a często bardzo przyjemnie. Z karnawałowym szaleństwem nierozerwalnie związany jest taniec.Taniec uważany za grzeszny lub za sztukę. No cóż, mając w pamięci karnawał w Rio, w Brazylii to trudno odmówić prawdy temu stwierdzeniu, półnagie tancerki posągowo zbudowane, korowody tancerzy, pióra, muzyka działająca na zmysły, a wszystko z podtekstem seksualnym. Jednym z bardziej klimatycznych jest karnawał w Wenecji. Może zawdzięcza to tajemniczej atmosferze, wąskim uliczkom, maskom zakrywającym twarze? Dzięki maskom można ukryć swoją tożsamość, ale też stać się kimś innym. Maria Antonina udając się na zakazane zabawy do Paryża zakładała aksamitną maseczkę i dzięki niej udawała, że nie jest królową najpotężniejszego mocarstwa. Wenecki karnawał oferuje jeszcze jedno niezwykłe wydarzenie – Lot Anioła, czyli zjazd po linie z dzwonnicy wykonany przez znane osobistości. Z karnawałem nierozerwalnie związany jest taniec. Różnie postrzegany. Podziwiany i przeklęty, piękny i wulgarny, uduchowiony i erotyczny. Grzeszny i dzieło sztuki. Taniec towarzyszy człowiekowi od początków cywilizacji. Co ciekawe początkowo tańczyły same kobiety, mężczyźni przyglądali się i zaczęli się ekscytować. Ale to pogańskie kobiety tańczyły ku czci Słońca, na cześć życia, w Indiach do dzisiaj każdemu z bogów poświęcony jest inny taniec. najbardziej ekstatyczne były tance ku czci boga Dionizosa. Podobno nawet budzący różne opinie taniec na rurze wywodzi się z rytualnych tańców wykonywanych przez kobiety wokół totemów, slupów. Taniec brzucha ma też długą historię, wykonywany był Mezopotamii  4 tys. lat p.n.e. ! Co prawda wcześniej tańczono go w haremach, ale potem Hollywood zmieniło jego charakter i strój, wywołujące większe emocje, stał się atrakcją turystyczną krajów Wschodu. Kolejny taniec też budził skrajne emocje. Kankan. Paryżanie, szczególnie męska część, polubili ten rodzaj rozrywki. Było to nie tylko szokujące, ale też erotyczne przeżycie. Czy tancerki rzeczywiście nie nosiły majtek? Nawet jeśli nie jest to prawdą, to i tak widok halek, koronkowej bielizny, zgrabnych nóg w czarnych pończochach pobudzał wyobraźnię. Także artystów. Hrabia Toulouse Lautrec stworzył przepiękne rysunki tancerek. Ale też plakaty promujące Moulin Rouge. Po nim już tylko komercja. Kankan gorszył. Ale także piękny walc. Dziwne? Był to pierwszy, europejski taniec, w którym mężczyzna obejmował ramionami kobietę, dziennikarz The Times pisał w 1816r., że to lubieżne przeplatanie się kończyn i bliski uścisk ciał w tańcu. Scena z Przeminęło z wiatrem, kiedy młoda wdowa, Scarlett O‘Hara grana przez Vivien Leigh przebiera nóżkami na zabawie tanecznej nie mogąc zatańczyć, wreszcie znany ze swojej złej reputacji Clarke Gable ratuje ją z męczarni i porywa do tańca. A nasza Trędowata, kochana Stefcia? Przezywała upokorzenie tańcząc z ordynatem Michorowskim, arystokracja wtedy nazwala ją trędowatą i potępiła ten mezalians. I wreszcie tango, kolejny taniec budzi skrajne emocje. Podobno tango to smutek, który się tańczy. Tango pochodzi z Ameryki Łacińskiej, narodziło się w Argentynie i Urugwaju w 19w., chociaż już kilka krajów przyznaje się do jego narodzin. Ale to w biednej dzielnicy portowej, La Boca, gdzie spotykali się emigranci, marynarze, robotnicy narodziło się tango. Pierwsze. La Marocha – Czarnuszka, poświęcone było tancerce i śpiewaczce Loli Candales. Było wykonane w Paryżu w 1907r. szokowało. Podobnie jak kolejne słynne tanga, np. c która stała się nieoficjalnym hymnem Urugwaju. W dramacie Sławomira Mrożka Tango właśnie do “La Cumparsita” Edek i Eugeniusz tańczą tytułowe tango.Tango porównuje się do prowadzonej gry miłosnej, tylko w bardzo wysublimowanej formie, rozmowa dwojga, tańczyć tango to tańczyć Zycie. W Argentynie tango nadal tańczy się na ulicach, a 11 grudnia obchodzony jest Dzień Tanga. Ja lubię scenę tanga z Pół żartem, pół serio, z różą w zębach. Sami tancerze tez lubili wywoływać skandale. Isadora Duncan zmieniła pojęcie tańca, stworzyła nową koncepcję tańca wyzwolonego, taniec wypływał z odczuwania muzyki, ciało wyrażało ekspresję płynącą z muzyki. A ona tańczyła boso w białej tunice, bez scenografii, na pustej scenie. Josephine Baker nie była tak uduchowiona. Już jej uroda budziła sensację, czekoladowa karnacja, świetne ciało, dlatego nazywana Czarną Perlą, Czarnym Aksamitem. Szokowała pełnym erotyki tańcem, który doskonale wpasował się w klimat wyzwolonych lat 20. w Paryżu. Ale nie tylko jej taniec budził emocje, jej skandalizujące życie, przyznawała się do biseksualizmu, jak Colette, kostiumy, słynna spódniczka z bananów, ekscentryczny tryb życia, posiadała nie tylko ponad 1500 wielbicieli pragnących ją poślubić, ale tez menażerię dzikich zwierząt, po mieście chodziła z gepardem. Paryż w tym okresie był areną wielu skandali. Szokiem dla wielu były występy Baletów Rosyjskich. Wcześniej stanowiły rozrywkę dworu carskiego. Potem przeszły transformację. W tańcu połączono wszystkie awangardowe nurty sztuki, sam balet, z którym współpracowali znani artyści, projektanci wyznaczał trendy, inspirował. Głównym hasłem założyciela, Siergieja Diagielewa było szokowanie, prowokacja. Doskonale spełniał to Wacław Niżyński, tancerz, choreograf. Jego występom towarzyszyła atmosfera skandalu. Nie tylko ze względu na bardzo ekspresyjny i erotyczny wyraz, zakładał sam trykot bez wymaganych spodnich spodenek. I do tego był kochankiem Diagielewa. I na koniec, taniec może zagrażać zdrowiu, a szczególnie dancehall. Dancinghall Party odbywa się na ulicach. to jedna z form seksualnej wulgarności, sam taniec, stroje, utwory muzyczne, szokują wulgarnością.Tańczy się wszędzie, na samochodach, głośnikach, przyczepach, kobiety skaczą na mężczyzn, a mężczyźni miotają kobietami, lekarze uważają, że ten taniec może przyczynić się do urazów genitaliów. Taniec jest niewątpliwe przyjemnością, także tą erotyczną. W szczególności jeśli przeżywa się go osobiście, wszystkimi zmysłami, neuronami, komórkami. Zatracenie się w tańcu w ten jeden wieczór, wyjątkowy i niepowtarzalny to miła perspektywa. Więc wszystkim tego życzę.

TECHNOLOGIE PRZYSZŁOŚCI TERAŹNIEJSZOŚCIĄ

 

Najnowsze technologię podbijają modę, a właściwie zdobywają ją szturmem. Najnowocześniejsze technologie opracowywane są w laboratoriach, na zlecenie NASA, armii lub na potrzeby sportowców. W latach 60. Pierre Cardin, André Courréges  i wielu innych projektantów zastanawiało się jak będzie wyglądała moda przyszłości. Ich wizje były lekko futurystyczne. Zachwycali się nowymi materiałami, plastikiem, futuryzmem. Kobieta miała wyglądać jak futurystyczna Barbarella.Ich wizje raczej rozminęły się z  współczesnymi realiami. Teraz technologia ma pomagać człowiekowi. W jego aktywnym życiu przede wszystkim, potrzebujemy nie tylko wygodnych ubrań, ale ubrań, które nam pomagają. Chronią, zapobiegają, informują. Termalne koszulki zmieniają kolor, kiedy wzrasta nam temperatura.Termometr odchodzi do  lamusa. Niestety nie sprawdziłam jak długa jest przydatność takiej koszulki, ile razy ją można wstrząsnąć, a raczej uprać, by zachowała swoje zdolności. Podobnych wynalazków jest więcej.  Nanotechnologia to już wyższy stopień wtajemniczenia. Ale dzięki nowym badaniom postała bielizna utrzymująca ciepło. Korzystamy z niej nie tylko uprawiając sporty zimowe, ale wszelkie służby mundurowe mają cieplej. Nawet żołnierze z kompanii reprezentacyjnej. Specjalne zabezpieczenia  pokrywają tkaniny przeznaczone dla alergików, przecież coraz więcej osób jest uczulonych, a chińska produkcja nie spełnia podstawowych norm i atestów. Ale to nie wszystko, technologia wspomaga nas w zdrowym trybie życia. O tym już jest głośno. Rajstopy redukując cellulit, dżinsy działające jak SPA, ubrania chroniące przed szkodliwym promieniowaniem UV. Wszystko to, o czym marzyłyśmy, ale nawet nie wyobrażałyśmy sobie, że możemy to mieć. Elektronicznie sterowane spódnice, które początkowo mają linię ołówka zmieniają swój wygląd pod wpływem elektroniki. Emocjonalny sweter z pracowni Sensoree działający na zasadzie wykrywacza kłamstw, interpretuje nasze emocje i przekłada je na kolor. Idąc dalej – chcąc się ukryć wystarczy nałożyć cudowną pelerynę, w której zastosowano technologię ciekłych kryształów, peleryna dostosowuje się do otoczenia jak kameleon.Mimikra. I już nas nie widać. Sukienka projektu Nange Mergo reaguje na fale wysyłane przez nasz mózg, można sterować kształtem sukienki przy odpowiednim skupieniu. Na mnie robi wrażenie jeden z ostatnich wynalazków, japoński biustonosz monitorowany. Co to oznacza w praktyce? Jeśli nie jesteś zakochana  to nie można go rozpiąć, taki współczesny pas cnoty. Dla uzależnionych od FB Melissa Kit Chow i laboratorium MIT Media Lab opracowali kamizelkę Like A Hug, która pompuje się wraz z liczbą lajków na twoim profilu. Klawiatura telefonu komórkowego może być zintegrowana z kurtką, dzięki czemu wiadomości przesyłane widzisz na rękawie. Nowoczesne torebki mogą być tak zaawansowane jak laptopy. Kalosze ładujące telefony komórkowe wykorzystują ciepło stop, gorzej jak komuś marzną nogi. Moda i technologia idą w parze. Projektantka Ying Yao stworzyła sukienkę przyszłości. NO(where) NOW(here) potrafi śledzić nas swoim wzrokiem, wyposażona jest w czułki podążające za ruchem gałki ocznej osoby, która na nią patrzy. Pytanie czy my oglądamy sukienkę, czy ona nas?  Apple zatrudnił byłego szefa domu mody YSL Paula Derieve zapewniając mu posadę wiceprezesa. Odpowiada za projekty specjalne, np. za I Watch +. Dlaczego? – bo Apple chce być postrzegane jako firma produkująca luksusowe dobra. Ma to być najnowocześniejszy zegarek z funkcjami telefonu. Inżynierem mody jest Hussein Chalayan. Jego kolekcje i pokazy to mariaż mody, pomysłu i rozwiązań technologicznych.Technologia i design wspomagają się. Moda do nich dołączyła. Maja wiele wspólnego. Urządzenia 3D za jednym kliknięciem realizują nasze indywidualne marzenia, powstaje produkt zaprojektowany przez nas, wystarczy drukarka i już to mamy. Drukowanie ubrań to nasza współczesność. Dożyliśmy czasów, w których można wydrukować sobie prawie wszystko. I nie mowa tu o klasycznych dokumentach, zdjęciach. Właściwie nawet cały dom może być z drukarki, co prawda na razie w miniaturze, ale za kilka lat? Któż wie… Architekci wnętrz mają mniej problemów. Nowe meble powstają w sposób organiczny, rosną warstwa po warstwie. Jak w Platform studio. Technologia 3D wcześniej była wykorzystywana do wykonania tylko prototypu. Powstała w latach 80, skąd taka jej dostępność? Niedawno wygasły patenty blokujące do niej dostęp. Coraz więcej rzeczy jest dostępnych do zaprojektowania wg indywidualnych potrzeb klienta. Dr Greg Gibbson uważa, ze za moment będzie można pójść do punktu, jak dawniej do ksero i wydrukować sobie w studiu 3D biżuterię, buty, a nawet ubrania. Już nie tylko z plastiku, ale z metalu, skóry. Firma Inner Leaf specjalizuje się w drukowaniu butów i akcesoriów. Michael Schmidt zaprojektował wieczorowa sukienkę dla Dity von Teese na IPadzie i wydrukował kreację ze specjalnego tworzywa sztucznego. Iris van Harpen przygotowuje kolekcje dzięki technologii 3D, drukuje zaprojektowane ubrania. Już niedługo każda z nas będzie mogła korzystać z dobrodziejstw technologii, dzięki skanerom 3D nasze ciało zostanie dokładnie zeskanowane a wymiary zapisane na karcie, takiej jak dowód osobisty. Dzięki temu będziemy mieć ubrania dostosowane do naszego ciała. I nie są to wizje przyszłości, to nasza współczesność.

KRÓLOWAĆ NA STOKU

 

Już minął tydzień od rozpoczęcia Olimpiady w Soczi. My mamy powody do dumy, bohaterem narodowym został Kamil Stoch, zdobywca dwóch złotych medali, chociaż najwięcej zamieszania wywołał sukces dzielnego strażaka z Łowicza, Zbigniewa Bródki, złotego łyżwiarza. Ale panów przebija i tak królowa Justyna (oczywiście piszę o Justynie Kowalczyk biegaczce narciarskiej). Mimo złamania kości śródstopia i wielu krytycznych głosów po pierwszym wyścigu nie uległa presji i wywalczyła złoto. Do historii językowej wejdzie jej słynne już powiedzenie – „Albo zdechnę, albo wygram”. Życzę wielu takiej determinacji i siły woli, charakteru. Przydałaby się naszym piłkarzom. Ale miało być o sportach zimowych i olimpiadzie. Wokół niej sporo zamieszania i kontrowersji. Pomijając fakt, że Soczi raczej jest kurortem nadmorskim niż miejscowością znaną z tradycji sportów zimowych. Nie mniej udało się otworzyć igrzyska mimo tego, ze nie zapaliło się jedno kółko olimpijskie. Sportowcy mieszkają w wiosce olimpijskiej, której losy ważyły się do ostatnich godzin. Niektórzy mają więcej żarówek niż jest im potrzebne, więc wymieniają je na brakujące klamki. Pomijając wszelkie niedogodności i wiosenną aurę w Soczi zimowy sezon w pełni (może nie u nas, ale w Stanach śniegu pod dostatkiem, a nawet w nadmiarze), warto zrobić przegląd mody zimowo-sportowej. Jednym z największych wybiegów mody sportowej był stadion w Soczi i impreza otwarcia Igrzysk. Niektóre ekipy prezentowały się efektownie. Inne zaskakiwały wątpliwą pomysłowością projektantów. Na pewno w pamięci pozostaną stroje zawodników Stanów Zjednoczonych. Nadwornym projektantem strojów dla ekip olimpijskich jest Rap Lauren (pamiętna afera z letniej Olimpiady w Londynie), ma prawdopodobnie monopol na takie zlecenia. Ale w przypadku zimowych igrzysk należy przyznać, że wyjątkowo dobrze przełożył amerykańskie symbole znane chociażby z flagi na język ubrań. Amerykańscy sportowcy prezentują się niezwykle atrakcyjnie, granat, czerwień i biel, gwiazdy, Ralph Lauren w swoim najlepszym wydaniu. Szaliki i swetry z motywem łosia. To, co Amerykanie lubią najbardziej. Powrót do korzeni. Jednak prezydent Barack Obama nie obejrzał ich w Soczi, czyżby na znak protestu? Gorzej oceniany jest inny znany projektant, słynny Giorgio Armani, lepiej wypadły stroje na olimpiadę letnią. Może mistrz Giorgio nie lubi zimy? Stroje ekipy jak na olimpiadę są za ciemne i smutne. Lepiej wyglądałyby w butikach sygnowanych logo Emporio Armani. A może i tak Rosjanie kupią stroje ze słynnym, stylizowanym orłem Armaniego? Fantazją i kolorami zaskoczyła ekipa niemiecka. Tęczowe stroje zdobione zapięciami z budrysówek podobno mają nawiązywać do grup o innej orientacji seksualnej, a których symbolem jest właśnie tęcza. A niemieckie sportsmenki  wystąpiły w oryginalnych spodniach w kolorze pomarańczowym ozdobionym motywem kwiatów. Może staną się hitem przyszłego sezonu. Francuzi zaskakują modnymi fasonami, przecież Paryż to stolica mody. Dla francuskiej ekipy stroje przygotował dom mody Lacoste. Bardziej znany z polówek niż ze strojów zimowych, więc może dlatego stroje bardziej nadają się na wybieg niż na stok. Zaskoczeniem są stroje Holendrów. Do tej pory kojarzone z kolorem pomarańczowym (kolor królowej) tym razem zaskakują awangardowym projektem, bardzo fashion  – pomarańczowy kolor się pojawia, ale dominuje krata, skąd ten motyw? Nie wiem, przecież nie są Szkotami. Ekipę gospodarzy igrzysk można rozpoznać po wyjątkowo dużym napisie Russia, nie zginą w tłumie, poza tym czerwień, biel i czerń. Poza Holendrami wpadkę zaliczyli Czesi i Norwedzy, ich stroje uznano za brzydkie i tandetne. Co stało się ze słynnym skandynawskim designem? Litwini chcieli świecić, więc w ich strojach dominuje kolor limonki. przypuszcza się, że mogą świecić w ciemności. Plotki nie potwierdzone.  A co z naszą narodową ekipą? Opinii jest wiele, mniej lub bardziej pozytywnych, ale moim zdaniem firma 4F i jej projektantka Ranita Sobańska wypadli lepiej niż podczas olimpiady w Londynie. W strojach polskiej ekipy dominuje biel, szarość + akcenty czerwone. Męskie kurtki ozdobione są nadrukiem stylizowanej śnieżynki, motywem trochę etnicznym, a damskie oryginalnymi kryształkami Swarovskiego (chyba imitują kryształki lodu). Na cały komplet sportowca składa się  40 elementów, kurtki, spodnie, T-shirty, dżinsy, ubrania na galę, casualowe i sportowe, sporo tego, do tego akcesoria. Firma 4F chciała pokazać, że moda to nie tylko wygląd, ale przede wszystkim nowoczesne technologie. Dlatego w rękawach kurtek zamontowano sterowniki do obsługiwania smartfonów. W czasie biegu można posłuchać swojej ulubionej muzyki. Stroje ekip olimpijskich wywołały jak zwykle komentarze. Ale w internecie i wśród komentatorów sportowych huczy już od Vancouver o spodniach norweskiej ekipy specjalizującej się w curlingu. Cóż takiego mogło wywołać dyskusje? Niektórzy uważają, że spodnie sportowców przypominają stroje klaunów. Kratki, paski w kolorach narodowych. Podobno dobrze działają na psychikę zawodników, nawet jak przegrywają. Na znanym portalu społecznościowym  jest już znaczna grupa fanów spodni norweskiej ekipy, ponad 500 tys. wejść. Czyżby design i moda miały aż takie znaczenie? Stroje jamajskich bobsleistów wywołują mniej emocji. Kamil Stoch nasz narodowy bohater może nie lansuje nowych trendów, ale wyróżnia się strojem. A ciekawostką jest fakt, że stroje dla skoczków szyje polska firma założona przez byłego skoczka narciarskiego Stefana Hula – on wie najlepiej jakie wymogi musi spełnić kombinezon zakładany do skoków. Muszą być idealnie dopasowane do sylwetki. Więc w ekipie muszą znaleźć się osoby, które poza sportowymi predyspozycjami mają jeszcze inne umiejętności, np. umieją szyć. Bo mimo tego, iż kombinezony skoczków są perfekcyjnie przygotowane to trzeba mieć nad nimi pieczę w każdej minucie rozgrywek. Więc asystent głównego trenera potrafi szyć na maszynie. Zaskakujące? Ale prawdziwe. Kamil Stoch zaskakuje nie tylko niezwykłymi umiejętnościami, ale tez strojem, zielony kask + malinowy kombinezon i pomarańczowe rękawiczki. Olimpiada w Soczi jest barwna. Ale czy my nie możemy zostać królową stoku, zimy, lodowiska? Pamiętam baśń o Królowej Śniegu autorstwa Andersena. Nie była grzeczną Śnieżynką. Silna, zimna władczyni, której serce zamarzło. Niewrażliwe na żadne uczucia. Ale nie o Królowej Śniegu chciałam pisać. Raczej o modzie na aktywną zimę. Sporty zimowe niezwykle poprawiają nam kondycję Narty i snowboard odchodzą do lamusa, są passé. Zamiast zjeżdżać ze stoku lepiej założyć narty biegowe. Co za oszczędność, nie trzeba wyjeżdżać w Alpy Francuskie, biegać można wszędzie, po parkach, lesie, nawet w polskich warunkach. O bieganiu i modzie na bieganie już pisałam. Ale nie wspomniałam, że biegać można zimą. Podobno, tak uważają specjaliści, najlepiej biegać w temp. 5 st  C. Wystarczy ubranie na cebulkę. Ale dla mnie zimą ukochaną dyscypliną są łyżwy. Cóż może być piękniejszego od szusowania po lodzie? Nawet w kultowym filmie Love Story główny bohater jeździ na lodowisku. Jazda we dwoje może być niezwykle emocjonująca. Pod każdym względem. To moim zdaniem najbardziej erotyczna dyscyplina sportów zimowych. Przypomnijmy sobie występy par łyżwiarskich. Niektóre z nich były parami i poza lodowiskiem.  Moda też pokochała biel. W zimowych kolekcjach sporo bieli. Mimo zmieniającej się aury i globalnemu ociepleniu nadal  lubimy biały, śnieżny puch ?

WALENTYNEK CZAR

 

Luty w modzie to czas pokazów, zaczynając od Nowego Jorku, przez Londyn, Mediolan i kończąc na Paryżu mamy przegląd najnowszych trendów na przyszły sezon. My już polujemy na nowości w sklepach, wyszukujemy ciekawostek i perełek, najlepiej w okazyjnej cenie. Ale przed nami jeszcze Walentynki. No cóż, można nie świętować… bo przecież to nie nasze, lokalne święto.  Ale przecież każda okazja jest dobra do sprawienia sobie i bliskim osobom przyjemności. W Paryżu w dzień św. Walentego trudno znaleźć wolny stolik w jakiejkolwiek restauracji, świętują młodzi i starsi. Nawet pary w wieku emerytalnym spotykają się na uroczystej kolacji. Miło…  A nam nie raz brakuje pomysłu i inicjatywy. Walentynkowe święto to okazja do intymnych spotkań we dwoje lub imprez dla zaprzyjaźnionych par (scena z filmu Julia & Julie – Julia Child z czerwonym serduszkiem serwuje przysmaki kuchni francuskiej). Przypomnijmy sobie sceny Walentynek z kultowego filmu „Sex w Wielkim Mieście”, samotne singielki wybrały się na romantyczną kolację, a Samantha przygotowała niespodziankę – własnoręcznie zrobione sushi umieściła na swoim nagim ciele jak na półmisku. Może nie wszystkim się ten wieczór udał. Bezpieczniej wysłać kartkę. Ale pomysłów na ten wieczór jest wiele i najważniejsze, że to kolejna okazja do sprawiania prezentów. W dowolnej wersji. Mając jeszcze kilka dni możemy pomyśleć nad przygotowaniem tego cudownego wieczoru. A może nawet całego dnia? Bo przecież Walentynki możemy rozpocząć cudownym porannym lenistwem i śniadaniem w łóżku. Nawet omlet można przygotować w kształcie serca. O dalszym rozwoju akcji przemilczę. To jeden z pomysłów na ten dzień. Ale wieczór tez może być ciekawy. Kulinarnych propozycji zawierających różne afrodyzjaki jest mnóstwo. Afrodyzjaków jest wiele…. Uważa się, że wpływają na nasilenie odczuwania bodźców i zwiększenie sprawności seksualnej. Już w starożytnym Rzymie korzystano z dobrodziejstw afrodyzjaków. Do tej pory ulegamy ich działaniu. Imbir np. dodawano do kąpieli – rozgrzewał. Do afrodyzjaków zalicza się ostrygi i owoce morza, żywicę drzew, pomidory, czyli jabłka miłości, jaszczurki, przepiórki. Ostrygi i szampan? Dlaczego nie. Casanova twierdził, że najlepiej rano smakują ostrygi ułożone na piersiach uwiedzionej noc wcześniej kobiety. Potrafił ich skonsumować nawet 50. No nie kobiet tylko ostryg. Nie jestem w tym temacie ekspertem po spożyciu ostryg w Paryżu nabawiłam się uczulenia. Czekolada… o jej magicznym wpływie można mówić długo. Emocje związane z czekolada doskonale pokazane zostały w filmie o tym samym tytule „Czekolada” z Juliette Binoche i Johnem Deppem. Odpowiednio przyprawiona czekolada rozpala zmysły, nawet psie. Znane są czekalodoholiczki (np. nasza Pochanke). Podobno zakonnikom zakazywano jeść czekoladę. W czasach Ludwika XIV uważano, że kobieta przyjmująca czekoladki od mężczyzny sygnalizuje chęć zbliżenia. Motyw wykorzystywany we współczesnych reklamach popularnych kokosowych kulek. A szampan? Musujące bąbelki, podczas picia  tego wyrafinowanego napoju uwalniają się endorfiny i dopaminy, czyli hormony szczęścia. Więc czy można sobie odmówić bąbelków? W połączeniu z truskawkami , które poprawiają seksualną wydolność to niezły pomysł na kolację walentynkową.  A do tego sos waniliowy … wanilia wzbudza pożądanie. Tyle o afrodyzjakach. Ale nawet spędzając ten wieczór na kanapie i oglądając np. „Zakochani w Rzymie” lub „Zakochany kundel”, czy też inne romansidło można ten dzień zapamiętać na całe życie. Pomysłów na niespodziankę w tym dniu jest wiele. Odpada w naszych warunkach lot balonem i skoki ze spadochronu. Nie odpowiednie warunki pogodowe. Można się wybrać w dowolne miejsce na świecie, aby w interesującej lub egzotycznej scenografii spędzić niezapomniane chwile. Podróż do Werony, sceny miłości najsławniejszej pary kochanków, Julii i Romea to już chyba banał. Alternatywą dla nie mających czasu jest spędzenie tego dnia w SPA. Propozycji jest coraz więcej. Masaż we dwoje na cztery ręce…. Dlaczego nie? W internecie propozycji na ten dzień jest wiele. Wystarczy wybrać odpowiedni wariant. Romantyczne, niesamowite, ekologiczne, itd. Nie musimy się za bardzo wysilać wystarczy kliknąć klawisz i zaakceptować. A co w modzie na Walentynki? Przede wszystkim kosmetyki z serduszkiem. Dom mody Lanvin po raz kolejny wypuścił limitowaną serię naszyjników z sercem. A i czerwony kolor moda uwielbia. Mistrzem czerwonych kreacji był Valentino. Stały się jego znakiem rozpoznawczym. Inni projektanci też polubili ten kolor. a my pamiętajmy, że miłość i stan zakochania cudownie działa na zdrowie i wygląd. Warto się kochać…

CHLEBA POWSZEDNIEGO

 

Dziwny temat jak na  blog o modzie. Ale powoli wyjaśnię… Bo paradoksalnie moda i chleb mają podlegają tym samym regułom. Polska chlebem słynęła, może słynie dalej… Polskie zwyczaje staropolskie, czy ludowe lubią chleb. Witamy chlebem i solą, łamiemy się chlebem. Chleb musi być podczas ślubu i wesela, bo chlebem żegna się pannę młodą „wychodzącą z domu” i chlebem wita się parę młoda tuż po uroczystości zaślubin. Polski chleb jest znany na świecie i bardzo lubiany. Piec opalany drewnem, zakwas to tłumaczy fenomen polskiego pieczywa. Pamiętam z dzieciństwa starą, tradycyjną piekarenkę (teraz reklamą jest czas jej powstania –  1926, potomkowie kontynuują dziedzictwo rodziców), ale dla nas, dzieci z osiedla smak świeżo wypiekanego chleba nie był najważniejszy. W piątkowe wieczory spotykaliśmy się w kolejce pod piekarenką czekając na świeżutki bochenek. Tutaj kwitło życie towarzyskie. Bo na chleb trzeba było czekać. A potem z gorącym bochenkiem wracało się do domu ogryzając po drodze rumianą skórkę. Teraz opracowuje się substytut naturalnego zapachu – można już kupić perfumy o zapachu świeżo pieczonego chleba. Chleb znany jest o czasów starożytnych, liczy sobie prawie 11 tys. lat. Był podstawowym pożywieniem. I nie tylko, bo spełniał rolę kultową. Chociaż początkowo nie przypominał tego  wypieczonego bochenka. Raczej był podobny do naszych podpłomyków, macy. Stąd zwyczaj łamania się chlebem, trudno taki chleb kroić. W starożytnej Grecji znano ok. 50 przepisów na chleb. Podobnie jak teraz. Podstawą jest mąka – żytnia, pszenna, kukurydziana…. A dalej to już tradycja i unowocześniane przepisy. Moja babcia piekła chleb w specjalnym koszyku plecionym  z żyta, albo chleb ciemny na co dzień w prostokątnej formie. Z pozostałego ciasta robiła podpłomyki , które piekła na rozgrzanej blasze pieca. Nie było lepszego przysmaku dla nas.Braliśmy je jeszcze gorące i dmuchaliśmy, żeby ostygły. Ale wracając do głównego nurtu. W różnych krajach pieczywo wygląda różnie. Wielość rodzajów i odmian przyprawia o zawrót głowy. Różnego rodzaju chleby, bułki, rogaliki, chałki. We Włoszech na śniadanie zjada się słodką bułkę popijając gorącym espresso, a we Francji croissanta. Francuzi lubią bagietki (i to wcale nie w postaci zapiekanki znanej u nas). To już tradycja, bagietka musi być podawana przed posiłkiem, do sałaty, często zastępuje serwetkę, bo służy do wycierania talerza i wyjadania smakowitych dań. Francuz nie wyobraża sobie początku dnia bez zakupienia świeżutkiej bagietki. Prowansja ceni pieczywo i dobre piekarnie. Każdy rodzaj proponowanego pieczywa przeznaczony jest do określonych potraw. Amerykanie niestety uprościli  nieco sprawę, łatwe do gryzienia, a raczej do połykania, bo nie ma co gryźć, pieczywo, przypomina watę niż tradycyjny chleb. W mojej ukochanej Florencji wypieka się pieczywo bez soli (mam szczęście, bo w Łodzi działa piekarnia, która wg tego przepisu wypieka zaskakujące kształtem bagietki toskańskie). Od niego zaczyna się posiłek – pieczywo maczane w zielonej, cierpkiej oliwie z dodatkiem balsamico, a nawet tartego parmezanu przygotowuje do orgii smaków i prawdziwej rozpusty. Jest też barek, bo nie można tego pomieszczenia 3×2 m nazwać lokalem, który serwuje buły. Bułki z różnym nadzieniem. Z szynką, karczochami, serem, w dowolnych kombinacjach + wino. Przy kontuarze nie ma miejsca na spożywanie, ale wszyscy jedzą zakupione bułki przed barkiem, zawieszone na froncie półeczki są niezwykle użyteczne można odstawić kieliszek z winem. I Due Fratellini to miejsce znane od 1875 roku. Podstawą są bułki, a reszta kompozycji zależy od nas. Smak niebiański. I jak nie zachwycać się chlebem? Z przykrością przeczytałam dane o spożyciu chleba w Polsce – spada ilość spożywanego pieczywa.  Czyżbyśmy ulegali  informacjom o rzekomej szkodliwości pieczywa?  Chleb tuczy… tak spożywany z konserwantami, sztucznymi  spulchaniaczami. Tradycyjne pieczywo pieczone w piecu opalanym drewnem spożywane w rozsądnych ilościach nie przyczyni  się do naszych kilogramów. Zależy też co na to pieczywo kładziemy. Nie dajmy się ogłupiać komunikatami o szkodliwości  pieczywa i nowymi dietami. Dobre pieczywo ma sporo mikroelementów. A teraz o modzie. O modzie na pieczywo. Już od 2-3 lat obserwuję nowe zjawisko, które nie miało miejsca w Polsce. Na początku zachwyciliśmy się możliwością przygotowania i wypiekania chleba w domu. Nic tak nie cieszy jak własnoręcznie wypieczony chleb. I kolejne zjawisko – powstaje coraz więcej miejsc, w których można kupić świeżo wypieczone pieczywo. Czyżbyśmy pozazdrościli Francuzom ich piekarenek? Bo niewątpliwie Francuzi  osiedlający się w Polsce zapoczątkowali modę na małe bistra oferujące świeżo wypiekane pieczywo i  drobne przekąski, często  na bazie pieczywa. Czyli po polsku rzecz nazywając serwują kanapki. Czynne są najczęściej od rana, więc można tam zjeść śniadanie na mieście, poczytać gazetę oraz popracować. Wystarczy przynieść swojego laptopa. Wi-Fi dostępne. W Polsce moda na takie lokaliki dotknęła początkowo stolicę. Słynna Charlotta na placu Zbawiciela szybko stała się nie tylko chętnie odwiedzanym miejscem, ale miejscem, gdzie należy się pokazywać.Można nie znaleźć wolnego  stolika, krzesła, wystarczy usiąść na schodach. Drugim ważnym elementem w tego typu lokalach jest duży stół – wspólny stół, siadają przy nim nieznane sobie osoby. Ale czy to ważne? Przecież można się w ten sposób poznać. Wspólne, nie wspólne ucztowanie jest doskonała rozrywką. A raczej przyjemnością, wracamy do tradycji ucztowania przy stole. Już nie połykamy szybko kanapki w drodze. Mamy dla niej czas. Moda na serwowanie przekąsek i świeżo pieczonego chleba dotarła i do innych miast. W mojej rodzinnej Łodzi prym wiodły małe piekarenki, reklamujące prawdziwy chleb na naturalnym zakwasie. To na czym był poprzednio robiony chleb? A teraz powstają kolejne miejsca, gdzie można kupić pieczywo wypiekane na miejscu, a przede wszystkim zjeść. I proponowane potrawy często oparte są na różnego rodzaju pieczywie. Nowa moda? Może i tak. Ale jeśli dzięki temu odkryjemy smak prawdziwego chleba to warto ulec takiej modzie.

CO ZROBIĆ, ŻEBY NIE PODOBAĆ SIĘ?

 

Trochę przewrotnie. Bo najczęściej chcemy się podobać, podobać się sobie, koleżankom, no i oczywiście mężczyznom. Ale to początek roku i trudno wrócić do normalnego życia po długiej, świątecznej przerwie. Błogi stan nicnierobienia chciałoby się przedłużyć o kolejne kilka dni. Więc teraz mniej poważnie. Chociaż może wyjdzie mi mini poradnik? Ubieramy się dla siebie, czy dla innych? Powiecie, że zależy to od sytuacji… Może i tak. Inaczej ubieramy się na spacer z psem (chociaż możemy w parku spotkać miłość swojego życia), inaczej na ważne spotkanie i zupełnie inaczej na randkę. Często zdarza się nam, że mamy już wymyśloną stylizację, a w ostatniej chwili ją zmieniamy. Pod wpływem impulsu. Lub coś nam w niej nie pasuje. No cóż każdy z nas ma na swoim koncie kilka wpadek ubraniowych. Źle dobrany strój do sytuacji, sylwetki, osoby. Ale dzięki temu mają pożywkę różne plotkarskie portale, czytadła, piśmidła. Rankingi najlepiej i najgorzej ubranych przyciągają uwagę, na gali Oskarowej nie mniej ważne od nagród są kreacje. O wielu imprezach mamy informację tylko dzięki temu, kto był i jak wyglądał. Nie jest to przywara tylko polska. Tak dzieje się na całym świecie. Korzystają z tego blogerzy, świat chce oglądać jak ubierają się zwykli ludzie, podpatrywać, może naśladować. Czy to znaczy, że świat zwariował? Ale sami też lubimy umieszczać swoje udane zdjęcia na różnych profilach społecznościowych. Ubieramy się do pracy, a większość uważa, że ubieramy się dla siebie, chcemy czuć się dobrze, wygodnie. Ubranie powinno stanowić naszą tzw. drugą skórę, a nie przebranie. Oskar de la Renta twierdzi, że stylowe kobiety potrafią dzięki ubiorowi wyrazić osobowość, dobrze ubrana kobieta to ta, która czuje się z sobą dobrze, nawet gdy jest naga. No tak, ale czy wygodny strój, w którym czujemy się dobrze podoba się innym? Czy podążanie za trendami sprawia, że wyglądamy atrakcyjnie? Na pewno wyglądamy modnie, jeśli je umiejętnie wykorzystujemy. Jeśli nie to stajemy się ofiarami mody. No może obecnie ubieramy się dla siebie, chcemy poprzez ubiór wyrazić swoją osobowość, swoje poglądy. Lub wręcz przeciwnie – ubiór stanowi naszą maskę, udajemy kogoś kim tak naprawdę nie jesteśmy. W domu w rozciągniętym dresie, kapciach, a na zewnątrz w markowych rzeczach, na wysokich obcasach. Rzeczywiście tzw. dobry wygląd pomaga.  Nie chodzi tu tylko o modny wygląd, ale o dress code. Może ludzie zakochują się w zapachu drugiej osoby, ale w biznesie liczy się wygląd. Dobre ubranie, wygląd to połowa sukcesu, budowanie swojego wizerunku jest tak samo ważne, jak wiedza, doświadczenie. Prawdziwe jest powiedzenie „jak cię widzą, tak cię piszą”. Na ten temat napisano już wiele opracowań mniej lub bardziej naukowych. Ale wspominając tylko kilka elementów garderoby, które przeszły do historii, to prawdą jest, że wiele osób zawdzięcza karierę właśnie swojemu  wyglądowi i ubiorowi. Grzegorza Ciechowskiego pamiętamy nie tylko dzięki piosenkom, ale też za wygląd – biało-czarne paski na krawatach, czarne garnitury.  Audrey Hepburn żyje w naszej pamięci dzięki niezrównanym kreacjom aktorskim, ale także pamiętamy jej niezwykłe kreacje. Z tych doświadczeń korzystają politycy, mimo, że nie interesują się modą, ale chcą dobrze wyglądać. Andrzej Lepper był bardziej wiarygodny w swetrze niż w markowym garniturze. Itd…itd…

Ale miałam pisać na inny temat. Obojętnie czy ubieramy się dla siebie, dla koleżanek, czy dla mężczyzn to najważniejsze jest, żebyśmy dobrze się czuły w swoim ubraniu. A propose wiele kobiet mówi, że ubiera się, kupuje „fajne ciuchy” dla swoich koleżanek, mają one paść z wrażenia. I jest w tym jakieś ziarno prawdy. Idąc na imprezę z koleżankami nie myślimy, żeby poderwać jakiegoś faceta, ale żeby je zazdrość zjadła na nasz widok. One najlepiej zapamiętają, ocenią, skomentują naszą kreację. Jeśli pojawi się w tym wszystkim nutka zazdrości to o to przecież chodziło, na tym nam zależało. “Kupowanie stroju jest jak szkło powiększające. Jeśli chcemy poprawić sobie samopoczucie, kupujemy sukienkę, o której zawsze marzyłyśmy. Wtedy też często myślimy o swojej wygodzie. Gdy chcemy się pewniej poczuć w pracy, staramy się zrobić strojem wrażenie na koleżankach. Zakupy z myślą o mężczyznach będziemy robić, gdy zbliża się miłość”, to wypowiedź psycholog Jolanty Wąs.

Ale chciałam zwrócić uwagę na inny aspekt. Często podążając za modą, ulegając różnym słabościom kupujemy rzeczy za nie małe pieniądze, ale czy to znaczy, że dzięki temu będziemy się podobać innym (czytaj mężczyznom)? I to miało stanowić istotę dzisiejszego tekstu. Czy mężczyźni, bo przecież na nich nam zależy, zauważą, że mamy sukienkę z najnowszej kolekcji, czy też stylizację polecaną przez modowe magazyny? Chyba nie. Oczywiście jest tu wyjątek, mogą to zauważyć mężczyźni zajmujący się modą, styliści, fotograficy, fryzjerzy. Ale oni też interesują się modą. Sami są dobrze wystylizowani i codziennie przeglądają w internecie strony i blogi powiązane z modą, mr.porter (męski odpowiednik net-a-porter), luisaviaroma, style.com. Moi przyjaciele geje, ale myślę, że hetero też tak uważają, że kobieta powinna chodzić na szpilkach przez cały czas. Najlepiej markowych, jak Carrie Bradshow. Dla nich te buty to fetysz. Wyznacznik kobiecości, przytaczając ich słowa – gdybym był kobietą to chodziłbym tylko na szpilkach. Przecież mogą. Oczywiście niektóre kobiety to potrafią, zakładając szpilki traktują je jako swoją tajną, broń kobiecą. Louboutin uważa, że w szpilkach wyglądasz bardziej seksownie niż w baletkach, a każdy centymetr obcasa odejmuje ci kilogram. Trudno się z tym nie zgodzić, kobieta w szpilkach wygląda kobieco. I seksownie. Taki obraz utrwaliła też kinematografia – Marylin Monroe, Sharon Stone – w najważniejszych filmowych scenach noszą szpilki. Więc jeśli nie chcesz podobać się wybierz aseksualne buty, walonki typu emu, trampki, kalosze nawet z markowym logo. Nogi gołe, czy w pończochach vel rajstopach?   Tutaj nie ma jednoznacznych opinii. Ale na pewno nie spodnie, szczególnie nie lubiane są tzw. haremki, spodnie z opuszczonym krokiem. A dlaczego Arabki noszą takie spodnie? Może już nie muszą się podobać? Naśladowanie wyglądu mężczyzn? Oczywiście, jeśli do garnituru wkładamy szpilki lub nosimy marynarkę na gołe ciało. Czyli nie Greta Garbo, a Marlena Dietrich, niezapomniany Błękitny Anioł, lub Kim Basinger w „9 i ½ tygodnia” udającej mężczyznę w celach erotycznych. Albo smoking w wydaniu Yves Saint Laurenta. Na co dzień można nosić dżinsy, ale te bardziej obcisłe, najlepiej rurki.

Ale najseksowniej wygląda się w sukienkach. Przypomnę tylko kilka znanych z ekranu.

No może powinny być krótsze. Bo mini i szpilki to nasza broń kobieca. A jeśli nie lubimy tej długości? Może midi w wersji klepsydry, z podkreśloną talią? Naśladowanie chłopaków nie sprzyja naszej atrakcyjności, za duży sweter, luźne spodnie, trampki i bejsbolówka, czy grungowa czapka to stylizacja dobra, jeśli nie mamy umówionych spotkań. Czego jeszcze nie lubią mężczyźni? Skórzane kurtki ramoneski, obszerne swetry, legginsy, za luźne dżinsy, spodnie z wysokim stanem, marynarki z poduszkami (patrz „Pracująca dziewczyna”). No i brak makijażu. Naturalność nie do końca. Uwagę przykuwają czerwone usta lub czerwone paznokcie, są traktowane jak fetysz. A jeszcze umalowane oko i podkręcone rzęsy…

Czyli pozostaje nam stereotypowy wygląd blond bóstwa. Chyba, że planujemy spotkanie z przyjaciółkami. One docenią nasze modne starania, zauważą (czytaj docenią lub oplotkują) wszystko.  Każdy detal.

MODNY KALENDARZ NA NOWY ROK

 

Kalendarz na Nowy Rok?

To jeden z bardziej popularnych prezentów, mimo nowoczesnych technologii, które za nas wszystko zaplanują, przypomną lubimy klasyczne kalendarze, gdzie można coś zanotować, zapisać, zaznaczyć.Po latach oglądając nasze stare zapiski zastanawiamy się co mieliśmy na myśli lub przypominamy sobie mile chwile. Oczywiście zamiast takich do noszenia, np. oprawionych w słynne logo LV pojawiają się kalendarze ścienne. Przedmioty pożądane przez wielu. Najsłynniejszy to kalendarz Pirelli, w którym znani twórcy pokazują różnorodne obrazy kobiecego piękna. W sesjach fotograficznych brali udział najlepsi fotografowie i najpiękniejsze modelki, m.in. Richard Avedon, Mario Testino, Peter Lindbergh, Annie Leibovitz, Patrick Demarchelier oraz Sophia Loren, Penelope Cruz, Sienna Miller, Naomi Campbell, Małgosia Bela, Gisele Bündchen, Kate Moss, Cindy Crawford, Milla Jovovich,Heidi Klum, Karolina Kurkova. Pierwszy został wydany w 1964 r., niestety jest trudno dostępny, bo nie jest sprzedawany tylko podarowany ograniczonej liczbie osób. Na 50 rocznicę firma zdecydowała się nie realizować kolejnej edycji tylko wydrukować zdjęcia z minionych lat, które nigdy nie były publikowane. Dziwnym pomysłem jest wydanie kalendarza przez producenta trumien, na „modnych” trumnach pozują mniej kub bardziej  roznegliżowane dziewczyny. Wydawnictwo Taschen przygotowało niezwykły kalendarz – 365 dni ozdabia 365 reklam domów mody. Każda została wybrana na jeden dzień w roku. Na każdej stronie umieszczono cytat, komentarz, wypowiedź osobowości ze świata mody, m.in. Brooke Shields, Stelli McCartney, Paula Poiret. Zaznaczono dni, w których urodziny obchodzą najlepsze modelki, projektanci i styliści. Niewątpliwą aletą kalendarza jest to, że nie jest przeznaczony na konkretny rok. Można go używać przez całe życie.

Ja spróbowałam przygotować swój własny kalendarz – modny kalendarz na 2014.

STYCZEŃ – Zima należy do mężczyzn. Kierunek Florencja – i słynna już impreza Pitti Uomo. Kolejny tydzień Bread&Butter w Berlinie. Koniec stycznia to pokazy mody męskiej w Mediolanie i Paryżu. Zachwycają nie tylko kolekcje pokazywane na wybiegach, ale także stylizacje osób oglądających pokazy. Na pokazy Haute Couture trudno się dostać, są wysyłane indywidualne zaproszenia, przede wszystkim dla klientek. I jeszcze wyprzedaże, teraz można skorzystać z opcji internetowej lub wybrać się na „modowe łowy” w poszukiwaniu atrakcyjnych ofert.

LUTY – Walentynki. Ale mnie bardziej interesują targi tkanin, jedne z najważniejszych w naszej branży – Premiere Vision w Paryżu. Oglądam nie tylko tkaniny, kolory proponowane na wiosnę 2015, ale też spotykam kolegów projektantów. To też początek pokazów mody damskiej na jesień. Oczy świata zwrócone są na Nowy Jork.

MARZEC – To nie tylko początek wiosny. To też ciąg dalszy pokazów, lubimy wiedzieć co w modzie widać. i czas na wymianę garderoby na wiosenną.

KWIECIEŃ – Fashion Philosophy, czyli polski Fashion Week warto przyjechać do Łodzi, zobaczyć co proponują nasi projektanci. Uwaga! Ta edycja została przesunięta na początek kwietnia, rezerwujcie już hotele. Można też zakupić ubrania z metką Made in Poland. A w Mediolanie odbywa się największa na świecie impreza designu. Miasto przeżywa prawdziwe oblężenie. Ale też wszędzie odbywają się imprezy. Także w butikach modnych marek. Wystawy też są specjalnie przygotowane na tą okazję. Ja już kupiłam bilet lotniczy.

MAJ – Piękna pora, w modzie mało się dzieje,  pokazy polskich projektantów zapełniają kalendarze dziennikarzy. Ale mamy na początku wolne dni, można już w środę, 30 kwietnia wyruszyć do jednej ze stolic mody. Może w  tym roku Londyn? Może też polować na nowinki z kolekcji Pre-Fall, bo mimo nadchodzącego lata można uzupełnić swoją garderobę o coś nowego.

CZERWIEC – To trochę powtórka ze stycznia – Pitti Uomo i pokazy mody męskiej. Uwielbiam Florencję o tej porze roku, tą atmosferę i premiery kolekcji jesiennych w butikach, a na targach wiosna, tylko, że przyszłego roku. Florencja ma tradycje nie tylko w produkcji, szczególnie wyrobów ze skóry, ale w tym mieście odbywały się pierwsze pokazy mody.

LIPIEC – I znów pokazy Haute Couture, marzeniem jest być na kilku pokazach ekskluzywnych kreacji.

SIERPIEŃ – Moda idzie na zasłużony urlop. Świat mody ma teraz wakacje. Można odwiedzić jedną z modniejszych wysp Cyklad – Mykonos, na pewno spotkamy tam kogoś znanego. Tym bardziej, że powstają tam luksusowe hotele, restauracje firmowane znanymi nazwiskami.

WRZESIEŃ – Pokazy w Nowym Jorku zaczynają się już w połowie miesiąca. Potem Londyn, Mediolan i Paryż. A dla mnie kolejny wyjazd na targi tkanin.

PAŹDZIERNIK – W tym miesiącu stolicą mody i designu jest Łódź – Fashion Week i Festiwal Designu to dwie najważniejsze imprezy, nie tylko w Łodzi, ale w Polsce. Do tego jeszcze Festiwal Światła. Wrażeń mnóstwo.

LISTOPAD – Moment na refleksję.

GRUDZIEŃ – W tym miesiącu możemy nie podróżować, zajęci przygotowaniami świątecznymi nie mamy czasu na wyjazdy. Ale dzięki internetowi możemy obejrzeć kolekcje Resort. Kolekcje, które wcześniej były przygotowywane dla zamożniejszych osób wyjeżdżających w cieplejsze klimaty zimową porą, dlatego charakteryzowały się motywami i kolorystyką marynarsko-żeglarską. Teraz powstają po to, żeby wzbogacić ofertę markowych butików, jesienne kolekcje już się opatrzyły, zaraz trafią na wyprzedaże, więc świat mody kusi nowymi rzeczami.

Kalendarz ściśle zapełniony terminami, nie ma miesiąca bez mody.

GWIAZDY NA KONIEC ROKU

 

Gwiazdy zawsze fascynowały. I fascynują. Zarówno te na niebie, jak i te na czerwonym dywanie. Lubimy je oglądać. A teraz mimo końca roku widać je na niebie gołym okiem. Gwiazdozbiory polubiła moda. Dla współczesnej mody odkryła je Coco Chanel w 1932r. zaprojektowała kolekcję biżuterii Bijoux de Diamonds – naszyjniki i kolczyki z gwiazdami rozświetlającymi paryskie niebo. Diamentowa kolekcja stała się hitem. Gwiazdy dołączyły do zbioru dekoracji i motywów wykorzystywanych przez wielu projektantów. Co takiego jest w gwiazdach, że tak nas pociągają? Lubimy spoglądać na rozgwieżdżone niebo, w sierpniu kiedy spadają myślimy sobie marzenia. Gwiazdy żyją swoim życiem. Mają swój wiek, masę, nazwę, łączą się w konstelacje, starzeją się, święcą różną jasnością, można prześledzić ich drogę. No i oczywiście kończą swoje życie po zaledwie 13 mld lat. Najbliższa Ziemi gwiazda wcale nie  świeci w nocy – Słońce towarzyszy nam w dzień. W tym roku ponownie sięgano po motyw gwiazdy. Człowiek od zarania dziejów uwielbiał łączyć swoje życie, przyszłość z obserwacją zjawisk na niebie, to gwiazdy „mówiły” co należy robić, determinowały los człowieka. Wielu uważa, że człowiek rodzi się pod „dobrą” lub „złą” gwiazdą, w wierzeniach ludowych każdy człowiek ma swoją gwiazdę w dniu urodzin, gaśnie w dniu jego śmierci. Gwiazdy posiadają rozliczne znaczenia, utożsamiono je z nieskończonością, stałością, wzniosłością, ambicją, niedoścignionym ideałem, a także rewolucją. Na fladze USA symbolizują 49 stanów, na fladze Izraela widnieje Gwiazda Dawida, ale też komunizm używał gwiazdy, w kolorze czerwonym. Pierwszy zaprezentował suknie z motywem gwiazdy Tom Ford, świecą u niego intensywnie. Sprawdzają się na każdą okazję.Gosia Baczyńska projektuje dla gwiazd. Gwiazda z gwiazdą? Dlaczego nie. Dries van Noten używa tego motywu w biżuterii. Podobną fascynację gwiazdą odnajdujemy w kolekcji YES zaprojektowanej przez Anię Kuczyńską – bransoletki i kolczyki z gwiazdami ozdobią niejedną kreację. Lulu Frost ma też naszyjnik z gwiazdą. Jimmy Choo umieścił gwiazdki na torebkach. Nawet stateczne firmy zegarmistrzowskie ulegają sile gwiazd – Omega wypuściła zegarek „Constellation Orbis”.

Gwiazda jest symbolem najsłynniejszych trampek świata – Converse, Takahiro Miyashita zaproponował złotą wersję tych popularnych trampek. Golden Goose też umieszcza gwiazdę na sportowych butach. Firmy kosmetyczne też sięgają po magiczne gwiazdy – gwiazda zdobi flakon Angel Thierry Muglera. Marka Givenchy  na Gwiazdkę 2013 wypuściła specjalną edycję palety cieni z gwiazdą. Makijaż polubił gwiazdkowe naklejanki – powiekach, paznokciach. Firma Tous wypuściła świąteczną reklamę z gwiazdami – Merry Tous – zapal swoją gwiazdę. Design też polubił gwiazdy – Vitra proponuje Turbine Clock. A w okresie świąt gwiazdy przeżywają swój renesans – zdobią wnętrza, dekorują stoły, ozdabiają drzewka. Święcą prawdziwym blaskiem. Słowo gwiazda ma też inne znaczenie, o znanych artystach, aktorach, muzykach mówi się, że jest gwiazdą. A my żyjemy życiem gwiazd. Śledzimy różne portale, gazetki, podpatrujemy ich wygląd, nowe miłości, rozstania, dramaty. A może chociaż w tą rozbawioną, sylwestrową noc przemienimy się same w gwiazdę?

ŚWIĄTECZNE TRENDY

 

Do tej pory żyłam w nieświadomości. Wydawało mi się, że święta Bożego Narodzenia spędzamy tradycyjnie, tak jak to dawniej bywało. Szykujemy wigilijne potrawy, nadal obowiązuje dylemat czy barszczyk z uszkami, czy grzybowa, choinka pachnie choinką, a tutaj ze zdziwieniem dowiaduje się, że tradycja jest modyfikowana. Nowe czasy, nowe wyzwania, święta też muszą dostosować.

Czy bożonarodzeniowe drzewko może podlegać trendom? Znana trend watcherka, Zuza Skalska proponuje własną, modną wersję.

Przecież lubi się stroić….lubi błyskotki i świecidełka. Zielona jodła, świerk odchodzą do lamusa. Teraz choinka ma malowane końcówki, na biało, srebrno, złoto, z brokatem… choinkowy manicure. Wymarzoną choinkę można sobie zamówić. Dla dziewczynki może być w kolorze różowym, z lalką Barbie, lub przytulankami, dla smakoszy może być obwieszona rarytasami kulinarnymi, do zjedzenia. dla piwoszy..Nawet nie musi mieć igieł. Dmuchana nie stoi na podłodze – Balloon Tree to nowy sposób na oderwanie się od ziemi. Choinkę można zrobić samemu, majsterkowicze polubią choinkę, na której gałązki są przybite do metalowego stelaża, trochę rustykalnie – Twig Tree. A dla majsterkowiczów, zrób to sam.

Dla praktycznych drzewko z tektury, które daje się składać, można po świętach przechować w pawlaczu. Dla lubiących czytać z książek, nie muszą sięgać do biblioteczki. Okazuje się, że choinka nie musi być zielona. Może być w dowolnym kolorze, dla fashionistów w tym najmodniejszym danego sezonu. Wystarczy farba w spray’u i już mamy choinkę w wymarzonym kolorze. Nawet możemy ją spryskać zapachem świeżego drzewka. Tak naprawdę to można klasyczne drzewko zastąpić inną jego wersją – światełka, naklejki na ścianie w kształcie choinki, wystarczy tylko uruchomić wyobraźnię. Choinka może być z książek, paczek, tkaniny… może mieć oryginalne ozdoby zrobione własnoręcznie, i wcale nie muszą to być bombki. Miasta też prześcigają się w oryginalnych choinkach. 

Tokijska

Dziwaczna, czy oryginalna?

Czyżby rodziła się nowa tradycja? Więc może proponuję dla uwielbiających luksusowe marki choinkę ozdobioną metkami domów mody. Dla uzależnionych od logo – choinkę w luksusowej torbie, z apaszką Hermesa i gwiazdami Toma Forda. Może to jest jakiś pomysł dla domów mody? Powinni wypuścić specjalną, limitowaną wersję swoich drzewek, choinka Gucci, Prada, Lanvin…. I ekologiczna choinka Stelli McCartney. A co by nam zaproponował Karl Lagerfeld? Czarną choinkę z czarnymi bombkami we wzór chanelowskiego tweedu, czy pikowanej 2.55 i złotymi łańcuchami? Jeśli pojawią się takie drzewka to proszę o przesłanie na konto udziałów w zysków ze sprzedaży. Choinka jest tylko symbolem świąt. Ale szaleństwo świąteczne przybiera coraz dziwniejsze formy. Ameryka lubi święta od dawna. U nich świąteczne zawrót głowy zaczyna się tuż po Halloween. Dynie przerobione na zupę, indyk zjedzony, więc można myśleć o kolejnej okazji do wydawania pieniędzy. Amerykanie uwielbiają blichtr, więc u nich święta muszą być udekorowane. Świeci się. Szczególnie właściciele domków prześcigają się w dekoracjach świątecznych. Domy i ogrody są udekorowane tysiącami światełek. Rekordzista umieścić około 200tys lampek. Niektórzy boleśnie to odczują, rachunki za prąd mogą osiągnąć nawet 3 tys. $.   Inną fantazją amerykańską są dekoracje świąteczne i nie chodzi tu o dekoracje domu. Amerykanie lubią wszystkie świąteczne symbole. Choinkę ubierają już w listopadzie, najpóźniej  w pierwszych dniach grudnia. Sami też starają się podkreślić ten świąteczny nastrój. Popularne są wszystkie przedmioty z gwiazdkami, choinkami, reniferami. W kolorze czerwonym lub zielonym. Można zakupić sobie czapeczkę z pluszową choinką. W wigilię najpopularniejszym ubraniem są sweterki z motywami świątecznymi. Nasi czworonodzy przyjaciele też świętują. Noszą rogi reniferów i mają swoje świąteczne ubranka, nie tylko czapeczki, szaliczki, ale sweterki, kurteczki i specjalne kostiumy, np. Śnieżynki, czy Mikołaja. Do tego można sprawić im fantastyczne prezenty, w tym roku popularne są gry planszowe dla psów, rozkładane łóżka, czy inteligentne kuwety dla kotów. Po drugiej stronie globu jest jeszcze większe szaleństwo. Prym wiodą Chiny. No cóż jest to największy producent dekoracji i prezentów świątecznych. Ale że sami ulegają magii zakupów na Boże Narodzenie? Po prostu są uzależnieni od shoppingu, a każda okazja do wydawania pieniędzy jest dobra. Nawet jak nie są katolikami. Powstają nawet lokalne wersje kolęd.Chińczycy lubią karaoke, więc uczą się śpiewać w oryginalnym języku. Nie zdziwi nas więc kolęda „ Bóg się rodzi” śpiewana przez chińskie dzieci. Pekin żyje świętami, sprzedawcy, kelnerzy noszą od początku grudnia czapki Mikołaja.

Można nawet zamówić specjalne, wigilijne kolacje. Może nie ma na nich tradycyjnych potraw, ale próbują, kapusta kiszona? Nie ma problemu. Największym dylematem są dla nich prezenty. Mają tak szeroką i bogatą ofertę, że nie wiadomo, co wybrać z masy.

Ja jednak wybieram tradycyjne święta, takie jakie zapamiętałam z dzieciństwa. Może już nie ma Mikołaja, może więcej pomaga się mamie w wigilijnej kolacji, ale przeżycia są podobne. I ta sama magia. Magia jedynego takiego dnia, kiedy jesteśmy razem, blisko.

PS na białe święta nie mamy nadziei, bo aura bardziej przypomina Wielkanoc, to proponuję przepis na śnieg własnej roboty – można nabyć pieluchy, wydobyć ich wnętrze i podlać wodą, taki śnieg utrzymuje się nawet 2 lata.