KIERUNEK POLSKA

Wpis dzisiejszy ma podtekst patriotyczny. Zawsze mówiłam o sobie, że jestem lokalną patriotką. Kocham moje miasto, Łódź. Z jego wadami i zaletami. Ale nie o tym chciałabym pisać. W ostatnim wywiadzie zadano mi pytanie, czy moda polska ma swoje korzenie i czy można mówić o polskiej szkole projektowania, bo mówi się o polskiej szkole filmowej, polskiej szkole plakatu. No i cóż… odpowiedź nie była łatwa. Bo my nie mamy takiej tradycji, jak Francja, czy Anglia. Nasz ubiór narodowy jest eksponatem muzealnym, wyciąganym przy historycznych inscenizacjach. Polacy lubili inspirować się modą z Zachodu. Mamy to już w genach. Modę na francuszczyznę wyśmiewał hrabia Fredro, ale nosiliśmy te zagraniczne stroje. Lata mijały, a my nadal byliśmy pod urokiem Francji, nawet ich bohaterów. Żałoba narodowa po powstaniu styczniowym spowodowała ograniczenia w strojeniu się. Obowiązywał czarny kolor i biżuteria z żelaza w formie krzyża. Chłopi w tym czasie wykształcili swoją kulturę i ubiór, w zależności od regionu. Ten strój z niewielkimi zmianami występuje do dzisiaj. Teraz noszony okazjonalnie, nie na co dzień. Chociaż na Podhalu te tradycje są bardziej żywe, działa pracownia „góralskiego Versace”(Andrzeja Siekierki projektanta i krawca szyjącego stroje tradycyjne i stylizowane)  tworzący kreacje dla modnych góralek.  Spędzam ostatnio czas nad lekturą książki, która mnie oczarowała. Pani Anna Sieradzka przygotowała niezwykłą perełkę, a raczej perłę – Moda w przedwojennej Polsce. (wydawnictwo PWN). I nie czyta się tego jak nudnego opracowania historycznego.

Odzyskanie niepodległości w 1918r. stworzyło Polakom nowe warunki życia, polityczne, społeczne, gospodarcze, ale w dziedzinie mody odrodzenie niezawisłego państwa nie oznaczało przełomu. Osoby należące do wyższych warstw podporządkowywały się kolejnym zmianom mody (jak na Zachodzie, panie mogły negować jakieś trendy, szczególnie skrócenie spódnic, ale szybko je kopiowały),  chłopi kultywowali swoje stroje ludowe, a najuboższym było wszystko jedno. RP powstała z połączenia ziem zaboru austriackiego (dla nich stolicą mody był Wiedeń), zaboru pruskiego (kupujący w firmach berlińskich), większość jednak uważała, że wyrocznią w kwestii mody jest Paryż, a mężczyźni przyjmowali modę z Londynu. Ciekawostką jest fakt, że szybko powstały czasopisma o modzie. Ekskluzywnym magazynem była „Pani”, dla którego pracowali znani pisarze i artyści, Tuwim, Słonimski, Makuszyński, Samozwaniec. Oraz  wiele tańszych czasopism – Kobieta w świecie i domu, Świat kobiety, Moja Przyjaciółka. Podobnie jak dzisiaj, nową modę propagowały ówczesne celebrytki, artystki filmowe i kabaretowe. Aktorzy prezentowali najmodniejsze kreacje na balach, pokazach, także na scenie. Szczególnie film korzystał z dobrodziejstw pracowni krawieckich (oczywiście za reklamę, lokowanie produktu to nie wymysł naszych czasów) lansując ideał modnego wyglądu. W Warszawie, Krakowie odbywały się cykliczne pokazy mody – modelkami były aktorki, artystki, później nawet osoby z tzw. towarzystwa. Zofia Raczyńska-Arciszewska organizowała pokazy strojów i dodatków z ręcznie przez siebie malowanych tkanin, jej ambicją było stworzenie mody polskiej, projektowanej przez artystów polskich i tworzonej z materiałów krajowych przez polskich krawców. Stroje nie miały być kopią wzorów zachodnich.  Myśl przednia. Ciągle jednak brakowało projektantów. Chętnie organizowano pokazy mody, najczęściej podczas różnego rodzaju imprez. Najsłynniejsze były „Bale Mody” w Hotelu Europejskim, relacjonowano nie tylko to, co pokazywały modelki, ale także kto i w jakiej kreacji przybył (skąd my to znamy?). Zaskakuje fakt, że organizowano specjalne imprezy promujące polskie tkaniny, m.in. kiedy powstała pierwsza polska Stacja Doświadczalna Jedwabnicza w Milanówku  słynąca „Balami Polskiego Jedwabiu”, czy „Bale Perkalikowe” mające popularyzować bawełnę z łódzkich fabryk. Mieliśmy też swoich dyktatorów mody – Bogusław Herse, Boguchwał Myszkorowski, Maksymilian Apfelbaum, gotowe wyroby można było zakupić w Domu Braci Jabłkowskich, a większość rzeczy można było „obstalować”, czyli zamówić w małych pracowniach. Żony polityków i dyplomatów propagowały oficjalnie polski produkt. Za jedną z modniej ubranych par uchodzili małżonkowie Beckowie (Józef Beck minister spraw zagranicznych). Propagowanie wyrobów krajowych było patriotycznym obowiązkiem. Cytat „W dzisiejszych czasach każdy niepotrzebnie kupiony towar wyrobu zagranicznego hamuje i obniża polską produkcję w danym zakresie, pozbawia polskiego robotnika pracy i przyczynia się do ogólnego zubożenia kraju”. Nadal aktualne?

Perełkami i diamentami w tej książce są cytaty z oryginalnych przewodników po modzie, poradników dla ówczesnych kobiet. Zasady ściśle regulujące ubiór w zależności od pory i okazji. Zasady te dotyczyły wszelkich wydarzeń, od Wigilii poprzez spotkania towarzyskie, bale i śluby, chrzciny i pogrzeby. Moją ulubioną wyrocznią w kwestii mody została Janina Suchodolska (autorka poradnika Sztuka ubierania się). Wypowiada się na każdy temat i uczy oszczędności. Modnym dodatkiem (sprawdza się także obecnie) był lis – należało wiedzieć, jak go nosić – powinien być przewieszony tak, by główka wypadła na plecach. Lisy nosiło się przez okrągły rok, poza upalnymi, letnimi dniami. Oczywiście najmodniejsze były srebrne i niebieskie. Rude tylko na co dzień. Imitacjom mówiono nie, bo jeśli kogoś nie stać na kosztowne futra to lepiej, żeby nie nosił „różnych psich ogonów”.  Obowiązkowo noszono pończochy, nawet latem, także na korcie tenisowym do białych skarpetek. Pożądane były francuskie w kolorze piaskowym (koszt 50zł), wersja milanowska 20zł, w Łodzi produkowano ze sztucznego jedwabiu za całe 5zł. „Dobrze ubrana kobieta – nie zależy ani od kosztownego materiału, ani od najnowszego modelu, ale jedynie i wyłącznie od kobiety, która go nosi. A taka kobieta wie, że nie może stosować się ślepo do tego, co najmodniejsze”. I na koniec dla uwielbiających zakupy, okazuje się, że wg Pani Suchodolskiej wystarczy kobiecie:

-       3 koszule dzienne skromne

-       3 koszule nocne skromne

-       s pary majtek skromnych

-       1 koszula dzienna strojna

-       1 koszula nocna strojna

-       1 halka tzw. spodzik

-       1 para majtek zimowych ciepłych

-       3 pary pończoch skromnych jedwabnych

-       1 para pończoch jedwabnych cieńszych

-       2 pary pończoch wełnianych zimowych

-       1 para półbucików

-       1 para pantofelków letnich

-       1 para pantofelków na wysokim obcasie

-       1 para pantofli nocnych

-       1 gorset

-       1 szlafrok (w samej koszuli nie można było paradować po domu)

-       9 chusteczek do nosa, 6 małych i 3 duże na wypadek kataru

-       1 suknia do pracy zimowa

-       2 suknie do pracy letnie

-       1 suknia domowa zimowa

-       1 fartuch domowy

-       1 suknia odświętna zimowa

-       1 suknia odświętna letnia

-       1 płaszcz zimowy

-       1 płaszcz letni ze spódniczką i bluzką

-       1 kapelusz letni

-       1 kapelusz zimowy

-       1 para rękawiczek zimowych, wełnianych

-       1 para rękawiczek skórkowych

-       1 para śniegowców

-       1 parasol

-       1 torebka.

Wszystko oczywiście w stonowanej kolorystyce najlepiej brązowej.  No proszę. I co na to dzisiejsze fashionistki? Czy udałoby im się ograniczyć garderobę do minimum  i nadal wyglądać dobrze?

 

I na koniec – kostium kąpielowy z wełny nie pełznie jak tez z bawełny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>