WSPOMINKI

Początek listopada to okres wspominek. Refleksji. Wspomnień o tych, którzy odeszli.  O tych zwyczajnych, prostych ludziach, naszych bliskich i tych, którzy przeszli do historii. Swoimi dokonaniami wzbogacili świat. Ludzie, którzy próbowali zmienić otaczający świat, wbrew panującemu porządkowi. Kreatorzy? Wizjonerzy? Dzisiaj krótka refleksja – kogo zabrakło w świecie mody, ze stratą kogo trudno się pogodzić. To subiektywne rozmyślania. Chciałabym przypomnieć osobowości, które wiele wniosły do rozwoju mody, a które odeszły w niepamięć. Osoby, które stworzyły domy mody o renomowanej sławie, a teraz przeżywające wzloty i upadki. Bo zabrakło mistrza.

Moją ulubioną projektantką jest Madeleine Vionnet – słynna Madame Vionnet. Jest jedną z największych osobowości mody. Historia dziewczyny z podparyskiej wsi. Wcześnie poznała tajniki krawiectwa pomagając mamie-szwaczce. Nieudane małżeństwo dało jej siłę do wyjazdu do Londynu. Chciała się uczyć sztuki krawieckiej, poznać tajniki kroju. Uczyła się rzemiosła, techniki szycia i kroju, które doprowadziła do perfekcji, ale zwiedzała także muzea. Jej umiejętności i talent pozwoliły na tworzenie sukien, które były idealnie dopasowane do ciała, jednocześnie dając możliwość swobodnego ruchu. Ze szwów uczyniła element ozdobny. Pracowała drapując suknie na 80-cm manekinie. To był poligon, na którym próbowała nowych tkanin i ich układalności. Mówiła: „Gdy pani się uśmiecha, suknia musi się uśmiechać wraz z panią”. Unikała zapięć, potrafiła tak wymodelować suknię, że zapinała się na jedną agrafę. Była „architektem krawiectwa”. Pierwsza (w Paryżu) wprowadziła ukośne cięcie, którego nauczyła się u angielskich krawców. „Tworzyła Rolls-Royce’e”. To ona zmusiła producentów do przygotowania materiałów o szerokości 2m, a nie 90cm, to pozwoliło jej na owijanie tkaniny wokół ciała bez szwów. Salon Vionnet mieścił się na słynnej Rivoli, który zamieniła na kamienicę przy avenue Montaigne (obecnie siedziba domu mody Dior). Była bardzo dobrym pracodawcą, zapewniała bezpłatną kantynę i opiekę medyczną swoim pracownikom. A kolekcji strzegła jak największego skarbu, dopiero po zamówieniach prywatnych mogli zamawiać konfekcjonerzy. Żaden model nie mógł być wyniesiony na zewnątrz. Była niewątpliwie mistrzynią kroju, doprowadziła tą technikę do perfekcji.  Inspirowała się  sztuką grecką, japońską. Kreacje Vionnet były jednymi z najkosztowniejszych i najbardziej pracochłonnymi. Czas wykonania pojedynczej kreacji mógł zajmować nawet 1000 godzin!. „Prostota to jest to, co jest najtrudniejsze do osiągnięcia. Jest to ostatni etap doświadczenia i pierwszy krok do doskonałości”. Tak długo upinała, drapowała tkaninę, żeby osiągnąć zadawalający efekt. Po latach zapomnienia udało się reaktywować dom mody Vionnet, w 2010 roku wznowiono jego działalność. Od spadkobierców zostało kupione prawo do wykorzystania nazwy. Dyrektorem artystycznym została urodzona w Kazachstanie projektantka i bizneswoman Goga Ashkenazi (pochodząca z rodziny miliarderów, więc może pieniądze z ropy naftowej utrzymają markę). Karolina Kurkowa w sukni Vionnet na Balu Róż (2012) i Małgosia Bela w kampanii reklamowej (2013)

Kolejną artystką, wielką zapomnianą jest Alix Grés. Pracowała podobnie jak Madame Vionnet, modelowała suknie na ciele modelki. Chciała studiować rzeźbiarstwo. Aby zarobić na utrzymanie skończyła kurs kroju i szycia. Suknia jej autorstwa “zrobiła wrażenie” na wydawcy Vogue’a –  wówczas był nim Michel Brunhoff. Zaproponował Alix uszycie 5 sukien, które później zostały pokazane na łamach magazynu. Alix Grés stała się znana. Punktem wyjścia dla niej była tkanina, jej “grecki styl” był rozpoznawalny. Specjalnie dla niej Rodier wyprodukował elastyczny, jedwabny dżersej. Podobnie jak Vionnet starała się wyeliminować szwy. Bolało ją, jak miała pociąć tkaninę. Tworzyła więc kreacje z całej szerokości dżerseju. Szczególnie lubię jej zdanie: “Garderoba składająca się z modeli haute couture ma nieprzemijającą wartość. Można ją uzupełniać od czasu do czasu elementami mody masowej, lecz zawsze będzie w niej tkwić indywidualizm. Gdy jubiler lansuje nową kolekcję klejnotów, jego klientka nie wyrzuca dotychczasowo kupionych ozdób; nosi je nadal, uzupełniając ewentualnie jednym czy drugim nowym klejnotem. To samo dotyczy moich modeli. Są ponadczasowe. Ponad jakimikolwiek tendencjami mody.” I tutaj miała rację, modele jej  sukien są rozpoznawalne i kopiowane mimo upływu lat. “Chciałam być rzeźbiarką. Praca z tkaniną i kamieniem to dla mnie to samo – mawiała. Wymyśliła technikę formowania sukni na halce modelującej sylwetkę. Sama materia “tańczyła” na tym podkładzie tworząc wyrafinowane układy. Potrafiła tworzyć niepowtarzalne kreacje, wykorzystując nawet 20m tkaniny, tworzyła suknie, których tył można było wykorzystać jako pelerynę. Jej sukinie były trudne do skopiowania I niemożliwe w produkcji masowej. Ale z jej pomysłów korzysta nadal świat mody.

Chciałabym jeszcze wspomnieć o Yves Saint Laurent, Alexandrze McQueen, czy wielkim nieobecnym, nieznanym – Martinie Margieli. Ale chyba pozostanę przy kobiecych osobowościach. Na koniec jeszcze o jednej – Jadwidze Grabowskiej. Kobiecie, która w trudnych latach komunizmu stworzyła dom mody – Modę Polską. Mówiło się: “Paryż ma Chanelkę – Warszawa ma Grabolkę”. W zrujnowanej Warszawie otworzyła pierwszy po wojnie salon mody. A potem stworzyła Modę Polską – nadała jej styl i markę, której nie miała żadna podobna instytucja w demoludach. Dlaczego pozwolono jej odejść w niepamięć? “Mam ją przed oczyma: zawsze w świetnie skrojonym kostiumiku i w nieodłącznym turbanie na głowie. Turbanów miała dziesiątki. Inne kobiety siwiały, łysiały, a ona była nienaganna w swoim nakryciu głowy” – mówi Grażyna Hase, za czasów Grabowskiej modelka Mody Polskiej. Projektantka pochodziła z zamożnej rodziny żydowskiej. Wykształcona – znała francuski, niemiecki, angielski, włoski, rosyjski, podobno przed wojną uczyła się dziennikarstwa w Warszawie, móże też na Sorbonie. Dbała o rozwój swoich wspólpracowników, do Paryża przywoziła Janę Wysocką, krojczynię Mody Polskiej. Mówiła: “Ja z niej zrobię drugiego Balenciagę”, bo była to niesłychanie utalentowana krojczyni.

Podobnie jak w Paryżu, Jadwiga Grabowska z teamem Mody Polskiej dwa razy do roku przygotowywała “kolekcję wiodącą”. To były pojedyncze modele, które miały być wskazówką dla państwowego przemysłu i handlu. Modele te były naśladowane. Sama Grabowska miała nosa do modelek. Wylansowała Malgorzatę Krzeszowską. Mimo upływu lat, fascynowała się nową modą. Mówiła “Jureczku, (do Jerzego Antkowiaka) zrobimy tak: w środku będzie Pierre Cardin, kapelusz w stylu Givenchy, a płaszcz najnowocześniejszy w stylu Courreges’a, z ceraty. Ale już na przykład Yves’a Saint Laurenta nienawidziła, nowa moda, kobiety w męskich ubraniach, to było dla niej nie do przyjęcia. Tak naprawdę moda u Grabolki zakończyła się na Coco Chanel.

Kobiety, które zmieniły modę, odeszły I prawie o nich zapomniano. A warto o nich pamiętać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>